Kurier Plus - 30 STYCZNIA 2010, NUMER 804 (1144)
- Wybrane artykuły:
- Bańki mydlane 28-letnia Edyta Herbuś znana głównie z kilku ról w telenowelach typu "Świat według Kiepskich", "Tylko miłość, czy "Kryminalni", no i zwycięstwa dla Polski (jak dotąd jedynego) w tanecznym konkursie Eurovision Dance Contest (2008), jakiś czas temu udzieliła wywiadu gazecie "Dziennik". I w ten sposób dała się poznać jako ekspert od sztuki aktorskiej i fachowiec od chirurgii kosmetycznej, dając starszym koleżankom po fachu bezcenną radę - trzeba starzeć się z godnością. Jako osoba znana z urody (głównego - jak dotąd - atutu Herbuś-aktorki-tancerki-piosenkarki) mówiła - W moich oczach kilka zmarszczek nie pozbawia dojrzałej kobiety urody. Wręcz przeciwnie, dla mnie jest dużo piękniejsza od tych o nienaturalnie gładkich policzkach. I dodała - Starzenie mnie nie przeraża. No cóż jak się teraz tak wygląda jak pani Edyta, to łatwo jest mówić takie rzeczy. Ciekawe co powie za dwadzieścia parę lat. Może wykorzysta swój zawód wyuczony czyli charakteryzatorki i będzie makijażem skrzętnie ukrywać kurze łapki, a w tym czasie jej miejsce zajmą młode, śliczne i ambitne Edytki, bo godność godnością, ale reżyserzy wiedzą swoje i nie obsadzą w roli amantki kobiety, po której widać, że dawno przekroczyła trzydziestkę. Męscy szowiniści jedni... No ale tak czy owak wypowiedź Herbuś zasługuje na tytuł Cytatu Tygodnia. (Marian Polak-Chlabicz)
- Kartki z przemijania Karnawał w całej pełni a jakoś w ogóle tego nie odczuwam. Nikt nie urządza prywatek z tańcami. Na imieninach lub urodzinach jest jedzenie i picie, są rozmowy, bywają żarty, ale nie ma tańców. U mnie też teraz rzadko kiedy się tańczy. Bywa, że inicjuję pląsy, ale niewielu mężczyzn kwapi się do nich. Szkoda, bo panie są na ogół chętne. Karnawałowe przyjęcia, jakie odbywały się w Warszawie u mnie i u moich przyjaciół, z reguły miały część taneczną, trwającą nierzadko kawał w noc. Powroty nad ranem to była normalka. Sam nie wiem, jak to się działo, że w niewielkich zazwyczaj pomieszczeniach mogło jednocześnie tańczyć kilka par. Muzykę dobieraliśmy taką, że nogi same niosły. Bywało, że następnego dnia te nogi nieźle bolały, ale był to ból wywołujący uśmiech na ustach. Zresztą one nigdy nie bolały na tyle, żeby nie mogły się odbyć poprawiny. A te udawały się nad wyraz. Wiele spotkań długo wspominaliśmy jako wydarzenie, które trzeba powtórzyć. Słowem - "gdzie się podziały tamte prywatki?"... (Andrzej Józef Dąbrowski)
- Podwójne życie Weroniki, czyli dziennik intymny imigrantki Otwieram okna. Szeroko. Bo dzisiaj wiosna. Chociaż ciągle styczeń. Powietrze wypełnia puste przestrzenie uśpionych pokoi. Snem zimowym. Bose stopy marzną na nagiej podłodze. Ale przykuta łańcuchem wzruszenia nie potrafię przestać. Przewracam pospiesznie ostatnie kartki książki. A potem opłakuję cudzą śmierć. Cudzą miłość. Cicho. Cichutko. I zatrzaskuję okładkę. Zamykam za sobą drzwi nie swojej historii. I wchodzę w dzień. Zakładam wełniane skarpetki. Robię herbatę. Piszę list. Czeszę włosy. Wychodzę z cienia myśli. O tym, co ostateczne. Nieuchronne. I ciągle niezrozumiałe. (Weronika Kwiatkowska)
- Burzliwe życie tancerki-grafomanki (28) Potem nagle wszystko potoczyło się bardzo szybko.
Był rok 1959. Siedziałam sobie przy sali baletowej, już w Operze, i czytałam. Podszedł do mnie nasz scenograf, Lech Zahorski, który robił dekoracje do wielu baletów:
"Co koleżanka czyta dobrego?" - zagadnął...
"Złego..." - odburknęłam, wrogo nastawiona do pytań starszych panów.
"A czemu tak niegrzecznie? Ja się tylko pytam, co to takiego, jaki tytuł?"
"No właśnie mówię, że "Zły"! - Zapoznawałam się z książką Tyrmanda, nie przypuszczając, że za kilka miesięcy potem poznam go osobiście.
"Aaa, a ja szukam modelki do zdjęć, na wystawie kwiatów w Łazienkach! Proszę podnieść buzię znad tej książki!" (Krystyna Mazurówna)