Od pewnego czasu media w Polsce żyją bardzo szczególnymi zajęciami komorniczymi.
Jeden z komorników upodobał sobie na przykład maszyny rolnicze. Przyjeżdża od razu z lawetą, pokazuje nakaz zajęcia i nawet nie chce słyszeć, że właściciel tego pojazdu nie jest niczyim dłużnikiem. Zabiera maszynę w imieniu państwa.

W jednym przypadku zabrał ciągnik sąsiadowi dłużnika, w drugim zabrał ciągnik właścicielowi, którego była małżonka była dłużniczką. Na nic zdały się tłumaczenia, że właściciel drugiego ciągnika ma rozdzielność majątkową, że jest po rozwodzie, w związku z tym nie odpowiada za długi eksmałżonki.

Ten sam komornik rozstrzygał obie sprawy, maszyny rolnicze od razu sprzedał, mimo że ludzie zapewniali, że długi ich nie dotyczą.

Wprawdzie komornik został ukarany, tymczasem nie może wykonywać swojego zawodu, ale rozwiązaniem spornych kwestii musiały zająć się sądy, państwo, które szykuje nowe przepisy i izba komornicza, bo przebiegiem tych spraw oburzona jest cała Polska.

Zdarzały się też inne komornicze zajęcia. Nie takie spektakularne, raczej żenujące. Kobieta komornik pod nieobecność domniemanego dłużnika zajęła przetwory na zimę samotnej matce wychowującej dzieci. Kiedy przybyła pani komornik w domu nikogo nie było. Udało jej się wejść tylko do korytarza przed drzwiami wejściowymi domu, a tam stały na półkach dżemy, kompoty, ogórki, przygotowane na zimę dla dzieci. Kiedy domownicy wrócili do domu, półki świeciły pustkami. I znowu – jak w poprzednich przypadkach – akurat ta kobieta nie była dłużnikiem. Znowu pomyłka.

O pracy polskich komorników krążą historie mrożące krew w żyłach. Ich praca stała się kanwą filmu Feliksa Falka z 2005 roku pt. “Komornik”, z doskonalą główną rolą Andrzeja Chyry.

Zawód – bez wątpienia – niewdzięczny, ale popłatny, ale to nie tylko kwestia ludzi, którzy zostają komornikami, to przede wszystkim kwestia złego prawa, które pozwala komornikom bezkarnie zajmować dobra nie tylko dłużników, ale i niewinnych osób. Jak to się dzieje, że komornik nawet nie stara się sprawdzić, czy wyrok dotyczy akurat tej osoby?

Wymienione wyżej przypadki są jednak tylko przypadkami, które niefortunnie zdarzyły się. Są komornicy, którzy owszem swoje muszą zrobić, ale zachowują się kulturalnie, negocjują, pomagają znaleźć wyjście z trudnych sytuacji. Co do jednego nie mam wątpliwości – komornik nie reprezentuje żadnej ze stron. Piszę tak, bo znam jedną taką skomplikowaną historię.

Tym razem adres był właściwy. Po rozwodzie żona była dłużna mężowi, z racji podziału majątku, pewną kwotę pieniędzy. Zniecierpliwiony były małżonek podał ją do komornika. Mieli wspólne dziecko, żona była bez pracy, a próba sprzedania mieszkania, które po rozwodzie stało się jej własnością, nie powiodła się. Było za duże, był kryzys w pełnym rozkwicie… Trzeba było czekać. On nie czekał. Sprawa trafiła do komornika, który wyznaczył żonie miesięczne raty w wysokości jednego tysiąca złotych. Płaciła ofiarnie zapożyczając się u rodziny i mając nadzieję, że pewnego dnia znajdzie kupca na mieszkanie.

Po kilku miesiącach zniecierpliwiony eksmałżonek wycofał sprawę od komornika, nakładając na swoją dłużniczkę dodatkowo wszystkie koszty komornicze. Nie zmniejszały one jej długu. Wkrótce przyszło pismo od drugiego komornika w sprawie tego samego długu.

Tym razem, zgodnie z życzeniem klienta drugi komornik zażądał natychmiastowej spłaty całej reszty długu. Tego samego długu. Oczywiście, od razu doliczył też swoje koszty, które sięgały nie kilku tysięcy złotych a kilkunastu, a po upływie wskazanego terminu rosły nieubłaganie odsetki i suma komorniczych kosztów szła już w dziesiątki tysięcy złotych.

Nie wiem czy po raz kolejny eksmałżonek mógł podać, po przerwaniu kolejnej sprawy komorniczej i założeniu nowej, swoją dłużniczkę do następnego komornika ciągle na tę samą kwotę długu? Prawdopodobnie tak, skoro już zrobił to dwa razy… W ten sposób można każdą osobę wykończyć, bo koszty komornicze i odsetki mogą łatwo zwielokrotnić każdą kwotę.

Akurat ta sprawa skończyła się dobrze. Kobieta wygrzebała się z długów tracąc część mieszkania, ale wpłacona przez nią zaległa kwota nie trafiła do byłego męża. Zajął ją bank, bo eksmałżonek zapomniał, że pożyczkę na zakup mieszkania brali razem.

Kto na tej sprawie najbardziej skorzystał? Dwaj komornicy, a nie zainteresowane strony. Drugi komornik, kiedy już wiedział, że jest szansa na odzyskanie długu od byłej żony swego klienta, to bardzo chętnie z nią współpracował. Pomagał, doradzał, czekał.

Po rozstrzygnięciu sprawy tylko poinformował swojego klienta, że żadnych pieniędzy dla niego nie ma, bo wszystko zajął bank tytułem niespłaconej pożyczki. Tym razem bank wniósł wniosek komorniczy na byłego męża. Oczywiście, teraz ten sam komornik jemu doliczy swoje koszty.

Kierowanie spraw do komorników to – moim zdaniem – najgorsze wyjście. Jeśli w jakimkolwiek sporze jest szansa na porozumienie, nawet trudne i mniej korzystne – lepiej wybrać takie wyjście. Nikt nie myśli o kosztach komorniczych i prawniczych, bo w wielu sprawach trzeba korzystać dodatkowo z pomocy prawnika. Nikt nie myśli o tym, ile złych przeżyć trzeba przetrwać, ile nerwów stracić, by taką sprawę doprowadzić do końca.

W przypadku małżeństwa, o którym napisałam, wystarczyło zająć się wspólnie sprzedażą mieszkania, poczekać trochę, oddać to, co się komu należało i rozstać się. Niestety, złe porozwodowe emocje kierują ludzi w innym kierunku, kiedy jeden drugiemu chce zwyczajnie dołożyć. Wychodzi – jak zwykle – obie strony są w jakimś stopniu przegrane. Tylko komornik się cieszy, że zarobił i zamknął kolejną sprawę. Może nawet dostanie za to premię.