Słowo na niedzielę

Chrystus głośnym wołaniem i płaczem za dni ciała swego zanosił gorące prośby do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości. A chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. A gdy wszystko wykonał, stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają.

Hbr 5,7-9

 

W Ewangelii na dzisiejszą niedzielę słyszymy słowa: „Wśród tych, którzy przybyli, aby oddać pokłon Bogu w czasie święta, byli też niektórzy Grecy. Oni więc przystąpili do Filipa, pochodzącego z Betsaidy Galilejskiej, i prosili go, mówiąc: “Panie, chcemy ujrzeć Jezusa”.

Sądzę, że każdy z nas chciałby ujrzeć Jezusa, tak jak wiedzieli Go jego apostołowie. Może wydaje się nam, że dokumentalny film z życia Jezusa byłby bardziej przemawiający do nas niż cztery Ewangelie. Wyobraźmy sobie, że mamy do dyspozycji wehikuł czasu, który może nas przenieść w czasy Jezusa, dwa tysiące lat wstecz. Korzysta z niego ekipa filmowa i kręci film o Jezusie i Jego życiu. Po zrobieniu filmu wsiada do wehikułu czasu i wraca do czasów współczesnych.

Wydawać by się mogło, że obejrzenie dokumentalnego filmu z życia Jezusa byłoby niesamowitym przeżyciem. Widzieć jak On wygląda, gdy wyrzuca złe duchy, sprzedających w świątyni, dźwiga krzyż na Golgotę, czy jak mówi słowa z dzisiejszej Ewangelii: „Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity”. I gdybyśmy stanęli przed wyborem: spisana Ewangelia, czy dokumentalny film o życiu Jezusa, wielu wybrałoby film, sądząc, że on dokładniej ukaże Jezusa i Jego misję na ziemi, że przez film pełniej doświadczymy spotkania z naszym Panem i Mesjaszem. Ale czy rzeczywiście dokumentalny film o Jezusie ukazałby więcej?

W życiu Jezusa jest wiele momentów i to dotyczących spraw najważniejszych, które bez późniejszego światła byłyby po prostu niezrozumiałe. Ewangelia wiele razy mówi o czynach i słowach Jezusa, których nie rozumieli słuchający. I to byłoby utrwalone na dokumentalnym filmie o Jezusie. Po prostu nie rozumielibyśmy do końca ani słów, ani czynów Jezusa. Pewnego razu Jezus powiedział: „Jam jest chleb życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze”. Wielu słuchaczy mówiło: „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?”.

Po wysłuchaniu tej trudnej mowy wielu odeszło. Ekipa filmowa zapewne nie rozumiałaby także tych słów, ale kręciłaby film dalej. A my oglądając ten epizod utrwalany na kliszy filmowej też nie wiele byśmy rozumieli. Inna scena ukazuje Jezusa jak wypędza przekupniów ze świątyni. Pytają go wtedy, jakim znakiem, cudem może się wykazać, że ma prawo to czynić, na co Jezus odpowiada: „Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo”. To wprawiło w zdumienie nie tylko słuchających, ale i uczniów Jezusa. Mówili: „Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?”.

Taką scenę ujrzelibyśmy w filmie. Byłaby dla nas także niezrozumiała. Dopiero później przyszło zrozumienie: „On zaś mówił o świątyni swego ciała. Gdy więc zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus”. Oto jeszcze jeden przykład. Triumfalny wjazd Jezusa do Jerozolimy nie był do końca zrozumiały dla apostołów. Św. Jan w Ewangelii napisze: „Z początku Jego uczniowie tego nie zrozumieli. Ale gdy Jezus został uwielbiony, wówczas przypomnieli sobie, że to o Nim było napisane i że tak Mu uczynili”.

Chrystus mówi nam co jest potrzebne, aby zrozumieć sens zdarzeń, które zanotowałaby kamera filmowa: „Gdy jednak przyjdzie Pocieszyciel, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On będzie świadczył o Mnie”. A zatem do zrozumienia zapisanych w Ewangelii zdarzeń i słów potrzebne jest światło Ducha Świętego. A zatem Ewangelia pisana jest nie tylko wydarzeniami z życia Jezusa i Jego słowami, ale także światłem Ducha Świętego. A tego światła Bóg udzielał, piszącym Ewangelię i nam, co jest potrzebne do naszego osobistego spotkania z Chrystusem. Musimy ciągle otwierać się na to światło, aby zrozumieć bardziej Chrystusa i pełniej spotkać się z Nim.

Zilustruję tę prawdę przykładem fotografii z Polaroidu. Zapewne wielu z nas pamięta czas, kiedy Polaroid był bardzo popularny. Zrobiłeś zdjęcie i z aparatu wysuwała się gotowa fotografia, może nie tak do końca gotowa. Na początku wydzielmy pustą kartkę fotograficzną, która pod wpływem światła zmieniała się. Na początku pojawiały się niewyraźne kontury fotografowanego obiektu, później w miarę naświetlenia fotografia nabierała ostrości i kolorów. I tak rodziło się wyraźne, kolorowe zdjęcie.

Podobnie wydarzenia Ewangeliczne stały się wyraźne i klarowne pod wpływem światła Ducha Świętego. W naszym życiu osobistym te wydarzenia na tyle stają się klarowne i zrozumiałe na ile otworzymy się na światło Ducha Świętego. A zatem jeśli chcemy ujrzeć Jezusa, winniśmy podążać za światłem Ducha Świętego.

W ostatnim czasie mile zaskoczył mnie Lukas Gojlik, uczeń drugiej klasy szkoły podstawowej, klasy którą przygotowuję do I Komunii św. w parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Dolnym Brooklynie. Napisał wiersz, który jest pewną formą szukania Chrystusa, który wstąpił do nieba. Oto słowa tego wiersza:

„The haven is the future
the future is invisible
you can’t fell it …
because you are
not there”

Co możemy przetłumaczyć:

„Niebo jest przyszłością
przyszłość jest niewidzialna
nie możesz jej doświadczyć
ponieważ nie jesteś tam”

. Lukas w swoim mądrym wierszu przypomina ważną prawdę o naszym życiu duchowym. Dopiero w niebie w pełni doświadczymy w obecności Chrystusa i radości zbawienia. A teraz jesteśmy w drodze, szukamy tej obecności.

Św. Paweł w Liście do Koryntian pisze: „Teraz widzimy, jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz. Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany”.
Niebo na ziemi dokonuje się w spotkaniu z Chrystusem, szczególnie w Eucharystii. Dlatego Eucharystia jest tak bardzo ważna w życiu Kościoła i naszym osobistym. W niej doświadczamy szczególnego związania realnej obecności Chrystusa pod postaciami chleba i wina oraz głoszonego słowa Bożego.

Przypominają o tym związku przepisy liturgiczne zawarte w Wprowadzeniu do Mszału Rzymskiego. W homilii powinny być słowa, które mają związek z czytaniami biblijnymi. Zaś słowo boże, homilię powinien głosić kapłan sprawujący mszę św.. Główny celebrans w imieniu Chrystusa staje przy ołtarzu konsekruje i głosi słowo. O kapłanie sprawującym Mszę św. mówi się: „alter Christus” – drugi Chrystus.

W punkcie 66 Wprowadzenia czytamy: „Homilię winien z zasady głosić kapłan celebrujący. Może on ją zlecić kapłanowi koncelebrującemu lub niekiedy, zależnie od okoliczności, także diakonowi, nigdy zaś osobie świeckiej. W szczególnych przypadkach i ze słusznej przyczyny homilię może wygłosić także biskup lub prezbiter, który uczestniczy w celebracji, choć nie może koncelebrować”.

W ramach przygotowania dzieci do przyjęcia pierwszej Komunii św. zachęcam je do uczestnictwa we Mszy św. Aby je do tego bardziej zmobilizować drukuję kartki, które kapłan podpisuje po Mszy św., jako potwierdzenie uczestnictwa w liturgii Eucharystycznej. Nie tak dawno przyszła jedna z uczennic, prosząc o podpisanie. Jakże byłem zdziwiony, gdzie w miejscu podpisu był napis: „Ferie zimowe”. Dziewczynka w czasie ferii zimowych, wzięła sobie również ferie od Mszy świętych. Dziecku to ujdzie, ono jest na początku drogi. Jeśli zaś my chcemy spotkać Chrystusa nie możemy mieć ferii od Mszy św., modlitwy, zachowania przykazań i tak dalej.

Niedzielne rozważania w wersji audio znajdują się na stronie www.ryszardkoper.pl w sekcji Audio-Video