Polskie sklepy spożywcze zaczynają stroić się w wielkanocną szatę. Na półkach moszczą sobie miejsce cukrowe baranki, zajączki, kurczaczki, w koszykach leżą barwne pisanki, w wazonach widać strojne palmy wielkanocne, a na stojakach – duży wybór kartek z życzeniami.

Odwiedziłam Ridgewood i Maspeth, gdzie mieszka wielu naszych rodaków. Zbliżające święta czuje się już w Hetmanie na Forest Avenue, w Wawelu, Jantarze, Żabce na Fresh Pd. Road. Przedświąteczny ruch rozpoczął się też w sklepach na Maspeth: w Kubusiu przy Grand Ave., Grosiku przy Fresh Pd. Road, w Syrenie przy 56 Road, w San Cafe i w kwiaciarni 3 Happy Bees przy 61 Street.

Właścicieli biznesów trudno zastać, bo już sprowadzają towary, które mogą poczekać na święta, by w ostatnich dniach przed Wielkanocą zacząć gotowanie, pieczenie, przygotowywanie świątecznych potraw. Jak zapowiadają – niczego nie zabraknie.

Przedświąteczny czas poczułam też w agencji Doma Maspeth przy 56th Rd., prowadzonej przez Waldemara Majkę i jego żonę. Co chwilę ktoś dzwonił, pukał do drzwi dźwigając przygotowane paczki dla rodzin w Polsce. Inni kupowali bilety lotnicze, jeszcze inni przychodzili, by rozliczyć się z podatków. Od rana drzwi nie zamykały się na dłużej.

Na Ridgewood i Maspeth mieszka coraz więcej Polaków. Wraz z napływem nowych najemców czy właścicieli, przybywa polskich biznesów. Teraz tutaj tworzy się centrum polonijnego biznesu. Od nowego roku na Ridgewood ma swoją siedzibę przy Fresh Pond. Rd. Agencja Ja-Wa, która latami funkcjonowała przy Driggs Avenue na Greenpoincie. Na Ridgewood otwiera swój drugi salon optyczny, jeden jest na Greenpoincie, dr Kiselow.

W agencji Bartosz przy Meserole Ave. na Greenpoincie dowiedziałam się, że budynek, w którym mieści się biuro, został sprzedany. Kwestia miesiąca lub dwóch i Bartosz będzie szukał nowej siedziby. Miejmy nadzieję – na Greenpoincie. Z Greenpointu polskie biznesy znikają w tempie przyspieszonym i choć trudno się z tym pogodzić, najwyraźniej wszystko zmierza właśnie w tym kierunku.

A Ridgewood – rozkwita. Właściwie wszystko, czego potrzebują do życia Polacy, już tam jest. A będzie tego pewnie jeszcze więcej. Sklepy spożywcze, piekarnie, restauracje, agencje, szkoły językowe, apteki, gabinety lekarskie, całe przychodnie zdrowia, adwokaci, nie mówiąc o agencjach nieruchomości czy firmach budowlanych.

Nawet Polsko-Słowiańska Unia Kredytowa już dawno otworzyła tu swoją filię. Właściciele domów bacznie obserwują przemiany, korzystają z prosperity dzielnicy, ale wysokość czynszów jest jeszcze do udźwignięcia dla polskich rodzin i oby trwało to jak najdłużej, chociaż za 1000 dolarów trudno tu znaleźć samodzielne mieszkanie. W gruncie rzeczy to właściciele domów decydują o tym, kto zasiedla dzielnicę.

Ridgewood zawsze miało swój język, czyli wiele ojczystych języków mieszkańców z różnych stron świata. Nigdy nikomu to nie przeszkadzało. Imigranci zawsze byli tu mile widziani. Dzielnica przystosowywała się do nowych przybyszy. W kościołach do dziś odprawia się msze po angielsku, niemiecku, hiszpańsku lub po polsku.

Istnieją szkoły uczące angielskiego, niemieckiego, polskiego czy hiszpańskiego. Najchętniej osiedlały się tu całe rodziny i to one do dziś stanowią największą część miejscowej społeczności. Dzielnica przede wszystkim jest bezpieczna, spokojna, dająca głównie schronienie na noce… Bo z Ridgewood wielu mieszkańców wyjeżdża rano do pracy i wraca dopiero wieczorem do domu.

Przez długie lata – zapomniana dzielnica – stała się kolejnym dobrym miejscem do mieszkania w Nowym Jorku. Od czasu do czasu w te okolice wkracza wielki świat – świat filmu. Nagrywano tu The French Connection, A Stranger Among Us, The Jersey Boys, Beat Street, Cop Out czy Sopranos. Tutaj zadomowiły się na dobre filie licznych banków. Ciągle zmienia się sieć usługowa dzielnicy, by sprostać oczekiwaniom nowych lokatorów.

Polacy, choć nieliczni, byli tu od dawna. Nabywali najpierw nieruchomości, jakby przeczuwając zmiany, który właśnie miały nadejść. Dziś wiele domów na Ridgewood jest w polskich rękach. Jeszcze więcej naszych rodaków wynajmuje tu mieszkania.

Ridgewood jest dość szczelnie zabudowanym rejonem, nie widać tu zbyt wiele miejsca na inwestycje. Domy są tu przeważnie solidne, murowane, stosunkowo wysokie, jeszcze przez długie lata mogą dobrze służyć właścicielom i mieszkańcom. To nie to co Greenpoint, w największym stopniu zabudowany drewnianymi domkami o stuletniej historii.

Większy spokój niż na Ridgewood panuje na Maspeth. To drugi adres, pod który przeprowadzają się Polacy. Brak metra powoduje, że te rejony wybierają zmotoryzowani i rodziny. Oni kupują domy czy mieszkania na własność.

Ta dzielnica żyje swoim rytmem. Mniej tutaj barów, restauracji, ogólnodostępnych rozrywek na weekendowe wieczory, ale za to ludzie są jakby bliżej siebie. Skupieni wokół polskiego kościoła, polskich sklepów, pod którymi spotykają się, rozmawiają, piją poranną kawę. Nie muszą wybierać się do publicznych parków, bo mają swoje ogrody i miejsce do odpoczynku przy własnym domu.

Maspeth jest zabudowane w dużym stopniu jedno- i dwurodzinnymi drewnianymi domami. Wyższe budynki murowane wznoszono dopiero w ostatnich latach. Dzielnica ta ma też swoją lepszą i droższą część – Maspeth Plateau, gdzie czynsze są wyższe, ma też gorsze, fabryczne rejony w okolicach Maurice Ave., gdzie niewiele osób szuka dla siebie miejsca do życia, mimo że jest tu taniej. Ale i tak czynsze w tej dzielnicy wahają się od 1000 do 1500 dolarów za mieszkanie, albo i wyżej.

W ostatnich latach zmienia się krajobraz – szczególnie Ridgewood. Może nie będzie to nigdy najbardziej polska dzielnica, bo różne narodowości uznają ją za swoją, ale na pewno Polacy zajmą w niej ważne miejsce.