Sztuczna inteligencja wdziera się do masowej świadomości za pośrednictwem kina. Nie każdy ma ochotę czytać grube książki na ten temat, ale każdy może pójść na film i rozejrzeć się, o co w tym wszystkim chodzi. O zmierzch człowieka!

Przed AI (Artificial Inteligence) ostrzegają znawcy problemu: Bill Gates, swego czasu król komputerów, Elon Musk, genialny przedsiębiorca oraz inżynier producent samochodów elektrycznych Tesla, ba! nawet brytyjski genialny kosmolog Stephen Hawking. Kiedy inteligentne roboty okażą się mądrzejsze od nas, to wyprą z Ziemi do ziemi, do grobu.

Filmowcy traktują zwykle temat AI na ponuro skoro chodzi o zmierzch rodzaju ludzkiego, jak ostatnio w filmie „Transcendence” z Johny Deppem, czy prawie pół wieku wcześniej w pięknym i klasycznym „2001: Space Odyssey” Stanleya Kubricka. Lecz oto pojawiła się komedia o przeniesieniu ludzkiej świadomości w maszyny.

„Chappie” dzieje się w Johannesburgu, największym mieście RPA zagrożonym przez panowanie gangów. Firma zbrojeniowa buduje dla policji człekokształtne roboty, praktycznie niezniszczalne, a posłuszne rozkazom. To tylko maszyny, lecz ich twórca opracowuje program rozwoju świadomości, czyli sztuczną inteligencję, i wprowadza do takiego robota. Po czym obaj zostają porwani przez gang punków planujących wielki skok na bank.

Inteligentny robot dostaje imię „Chappie”. Zrazu zachowuje się niczym małe dziecko, łatwo się przestrasza i chowa w kącie. Uczy się życia w przymusem przybranej rodzinie przestępczej. Od niej nabiera manier młodego Murzyna „gangsta”: sposobu mówienia i chodzenia. Ale stwórca-inżynier wpoił mu dwa przykazania: nie zabijaj i nie kradnij. Nasze bandziory muszą stosować rozmaite wykręty, żeby go skłonić do udziału w napadzie.

Chappie’go gra Charlto Copley zmodyfikowny przez animację komputerową. Praktycznie nie ma tułowia, bo robot nie potrzebuje układu pokarmowego odżywiając się prądem elektrycznym. Ma się jednak wrażenie obcowania nie tylko z istotą inteligentną, ale także z człowiekiem. Jest wystarczająco słodki, aby wzbudzić sympatię w swej bandzie punków i uczucia macierzyńskie w okrutnej zrazu pankówie, a teraz ukochanej „Mamusi”.

Reżyser gra na tej dwuznacznej sytuacji , bo maszyna ma wszelkie cechy ludzkie. Do najlepszych należy scena, gdy Chappie udziela moralnej lekcji złym ludziom, nie tylko przemocą, ale także dobitnym słowem. Zabawne wysłuchiwać infantylnie brzmiące upomnienia od robota o manierach murzyńskiego „gangsta”.

Duża część akcji dzieje się w slumsach Johannesburga. Wyglądają niby tak samo, jak slumsy w Ameryce, już nieco opatrzone w kinie, a przecież są trochę inne. Również inne są typy ludzkie, jakie w nich zamieszkują. Film ma dobre tempo, liczne zwroty akcji i zakończenie, które można przewidzieć, a jednak wzrusza. Ukazuje przeniesienie sztucznej inteligencji z nas na nasze twory. Wkrótce maszyny przestaną nas potrzebować.

Reżyser Neil Blomkapm, zdobył sławę filmem „District 9”, też utopii technologicznej. „Chappie” nie jest jednak taki utopijny. Ta przyszłość nie taka daleka. Trzeba się oswajać zabawiając w kinie.