Park Slope, jedna z najbogatszych dzielnic Brooklynu, tylko z pozoru nie zmienia się. Zabudowana szykownymi brownstones albo jeszcze droższymi victorian mensions ściągnęła do siebie mieszkańców Upper East Side, Grenwich Village, Lower East Side z Manhattanu, bogatych z Brooklyn Heights i innych dzielnic Nowego Jorku, słowem wszystkich, którzy szukali w gwarnym mieście spokojnego i bezpiecznego miejsca do rodzinnego życia.

Znam te rejony od połowy lat dziewięćdziesiątych. Bywałam tu u znajomych mojego przyjaciela, których już tu nie ma. Niedzielny wypad był naszym powrotem w znajome, aczkolwiek puste dla nas dziś strony.

Z dawnych przyjaciół pozostał jeden – amerykański artysta malarz, dawniej wykładowca jednej z nowojorskich uczelni, dziś mocno starszy pan, który wraz z córką zajmuje jeden czteropiętrowych brownstones. Wraz z żoną, która niespodziewanie i młodo zmarła, kupili ten wielki dom za kilkadziesiąt tysięcy dolarów w latach 80-tych ubiegłego wieku. Jak wielu nabywców w tamtym czasie, przebudowli dom wewnątrz i z czterech osobnych mieszkań stworzyli bardzo wygodne mieszkanie dla jednej rodziny. Na zapleczu jest piękny, własny ogród. Bez żalu pożegnali się z Manhattanem. Dziś dom ten wart jest miliony.

Drugie miejsce, które odwiedziliśmy przy Garfield Place, jest również opuszczone przez naszą znajomą. Z pozoru nie zmieniło się wcale. Był to parterowy, właściwie garażowy budynek, gdzie mieściła się firma spedycyjna. Zajmowała całą dolną powierzchnię. Nad garażem było wielkie mieszkanie, do którego prowadziło osobne wejście. Była to duża otwarta przestrzeń, bez wydzielonych pokoi. Tylko łazienka i kuchnia stanowiły zamknięte miejsca. Właśnie tę górną część, do połowy lat dziewięćdziesiątych wynajmowała na pracownię i mieszkanie nasza amerykańska znajoma, też malarka. Było to bardzo przestronne miejsce. Z powodu podwyższanego czynszu znajoma wyniosła się do Riverhead na Long Island, gdzie kupiła dom.

Budynek przy Garfield Place stoi do dziś i choć prawie nic z zewnątrz się nie zmieniło, w środku wszystko jest już inne. Teraz – owszem – na dole jest wjazd do garażu, tak jak był, ale garaż mieści tylko jeden samochód, ale tuż za nim właściciel zrobił nowoczesne, piękne mieszkanie. Wchodzi się do niego przez przeszkoloną ścianę, niemal prosto z samochodu. Apartament na piętrze też wygląda zupełnie inaczej. Teraz jest to rozkładowe mieszkanie oświetlone oknami, które od strony ulicy i podwórka zajmują całą powierzchnię.

Nasza znajoma w czasach, gdy mieszkała na Park Slope, była członkiem rewolucyjnej wtedy inicjatywy pod nazwą Park Slope Food Co-Op., czegoś w rodzaju spółdzielni zrzeszonych mieszkańców, przywiązujących wagę do zdrowego żywienia. Co-Op prowadził swój sklep ze zdrową żywnością. Warzywa i owoce kupowane były wyłącznie od okolicznych farmerów. Dla niej, wegetarianki, to było bardzo ważne.

Dziś ta kooperatywa, mieszczący się przy Union Street, zrzesza na Park Slope 15 tys. członków. Niesamowite, jeśli zważy się, że całą dzielnice zamieszkuje ponad 60 tys. ludzi. Każdy członek jest zobowiązany do uiszczania corocznych składek i przepracownia na rzecz sklepu kilka godzin za darmo, w zamian za możliwość robienia zakupów w tym miejscu po obniżonych cenach.

Park Slope może poszczycić się też innymi ciekawymi inicjatywami. Działa w tej dzielnicy Park Slope Christian Help Inc., organizacja, która codziennie wydaje biednym posiłki. Codziennie 250 osób może tu przyjść na pożywną zupę. Ponadto, w 1971 roku powstał w tej dzielnicy program nazwany Frances Residency Program, który zapewnia schronienie i pożywienie dla młodych, bezdomnych matek z noworodzonymi dziećmi.

Ale nie tylko te inicjatywy świadczą o wyjątkowości Park Slope. Stworzono tu sieć bardzo dobrych szkół miejskich dla dzieci i jeszcze lepszych szkół prywatnych. Jest ich bardzo wiele. W tej dzielnicy, która miała swoją dobrą i złą historię, dziś nie ma prawie żadnych przestępstw. A jeszcze w latach 60-tych, 70-tych, nawet 80-tych ub. wieku dzielnica słynęła z narkotyków, morderstw, była miejscem, gdzie urzędowała włoska mafia.

Przemiany rozpoczęły się na przełomie lat 80-tych i 90-tych, kiedy zaczęła tu napływać bogatsza ludność z Manhattanu. Wykupowali oni zrujnowane brownstones od czarnej i latynoskiej ludności i piękne budynki z kamienia przemieniali z wielorodzinnych w jedno- lub co najwyżej dwurodzinne domy. Wtedy osiedlali się nowi przybysze nie tylko na Park Slope, ale i w okolicach, podnosząc standard życia.

Dziś Park Slope to wspaniałe miejsce do mieszkania w Nowym Jorku. Czyste, spokojne, zielone. Wielką atrakcją jest bliskość rozległego Prospect Park, zajmujący 237 hektarów. Z parkiem graniczy Prospect Park West, jedna z najbardziej ekskluzywnych ulic, przy ktorej stoją wielkie wiktoriańskie domy. W innych częściach dominują brownstones i apartamentowce.

Piąta i Siódma Aleja na Park Slope to komercyjna część dzielnicy, wypełniona kafejkami, restauracjami, butikami i wszelkimi niezbędnymi zakładami usługowymi. Mieszkańcy mają wszystko zapewnione na miejscu. Nie muszą z tej dzielnicy wyjeżdżać. Tutaj swoją siedzibę ma Brooklyn Academy of Music, w pobliżu Brooklyn Botanic Garden, Brooklyn Conservatory od Music.

Niestety, z powodu cen, tylko niektórzy mogą sobie dziś pozwolić na zamieszkanie w tej dzielnicy, ale odwiedzić ją może każdy.