Ex Machina

Ex Machina

 

Sztuczna inteligencja przybliża się do nas wielkimi krokami. Przed tym niebezpieczeństwem otrzegają znawcy i naukowcy: Bill Gates, Elon Musk, prof. Stephen Hawking by wymienić tylko najznaczniejszych z legionu zaniepokojonych powtórzeniem historii „ucznia czarnoksiężnika”, który wyzwolił siły, nad jakimi nie potrafił potem zapanować.

Temat A. I. pobudza też wyobraźnię filmowców. Kolejny obraz na ten temat to „Ex Machina” w reżyserii i według scenariusza Alexa Garlanda. Jest to niesłychanie stylowy dreszczowiec ale dreszcze zostały wywołane na chłodno. Oto Nathan, szef wielkiej korporacji informatycznej, przeglądarki jak Google, zaprasza do swej rezydencji na dalekim odludziu najzdolniejszego programistę firmy. Ma przeprowadzić test Turinga na robocie, który Nathan zbudował i sprawdzić, czy robot posiada inteligencję.

Klasyczny test Turinga (od nazwiska twórcy podstaw teorii informacji Alana Turinga) polega na tym, że człowiek zadaje pytania ukrytemu komuś za zasłoną. Jeżeli według odpowiedzi wyciąga wniosek, że jest to drugi człowiek, to musi uznać, że odpowiadała mu istota inteligentna, nawet jeżeli był to robot. Na filmie jednak test posiada dodatkowy haczyk. Nasz młody programista Caleb widzi, że rozmawia z robotem, wręcz z piękną robocicą Eve i teraz ma stwierdzić, czy ma ona sztuczną inteligencję. Caleb prowadzi z nią grę psychologiczną, ale ona też zachowuje się wobec niego podstępnie starając się uwieść. Romans pewnie byłby z tego burzliwy, gdyby nie było widać w prześwitach powierzchni „ciała”, że w środku są kable. Eve zakłada więc ubranie i wygląda bardzo pociągająco, choć chłodno – gra ją znana szwedzka aktorka Alicia Vikander.

Wywiązuje się też coś w rodzaju pojedynku między Calebem (Domhnall Gleeson) a Nathanem (Oscar Isaak), który został wystylizowany na żydowskiego, nonszalanckiego geniusza w rodzaju Zuckenberga od Facebooka, czy Larry Page’a, współzałożyciela Google, mającego swój własny program wobec ludzkości. Ten pełen pychy miliarder-mięśniak ale o ludowych manierach, chodzi na bosaka, w podkoszulku i dresie. Nathan mieszka w rozległej rezydencji w górach na łonie dzikiej przyrody. Przypomina to labirynt, gdzie według antycznego mitu greckiego przebywał potór Minotaur, który żywił się dziewicami składanymi w ofierze przez okoliczną ludność. Nieco podobna sytuacja wywiązuje się i tym razem, ale czy królik doświadczalny Caleb zdoła niczym Herkules pokonać Minotaura/Nathana?

Matka reżysera była psychoanalityczką. Może stąd wynika zainteresowanie Alexa Garlanda grami psychologicznymi. Ludzkie uczucia i relacje przenosi na wechikuł techniczny, maszyny człekokształtne, czy pięknego robota i każe nam współczuć temu układowi kabli.

Jest to pięknie sfotografowany, elegancki także umysłowo film, który oswaja nas z groźnym, przełomowym zjawiskiem sztucznej inteligencji. Wprawdzie wywiązuje się trochę technicznych rozmów między Calebem a Nathanem, w końcu nie darmo magazyn „The New Scientist” chwali „Ex Machina”, że nie idzie na kompromisy intelektualne. Ale fabuła jest całkowicie zrozumiała także dla rzewnych humanistów. Niech idą do kina zobaczyć, co ich, co nas czeka.