Bojownicy Państwa Islamskiego

Bojownicy Państwa Islamskiego

Dajmy sobie spokój z Al-Kaidą. Cóż to była za poczciwa organizacja w porównaniu z Państwem Islamskim.

To dopiero potwór z nożem w zębach. Bojownicy tego ugrupowania zostali uznani za najgroźniejszą organizację terrorystyczną świata, gdy w czerwcu ub. roku zajęli Mosul w Iraku. Ze swych baz w Syrii i południowo-zachodniej części Iraku wyruszyli na południe i mało brakło, żeby zdobyli sam Bagdad. Mordują mężczyzn i umieszczają w internecie besitalskie nagrania wideo z egzekucji, z kobiet czynią niewolnice i gwałcą. Grupy radykalnych islamistów od Nigerii po Libię ślubują im współpracę. Wyznawcy atakują niewinnych mieszkańców miast Zachodu. 19 osób, turystów w muzeum, zginęło w ubiegłym tygodniu z powodu ich ataku w Tunezji.

Państwo Islamskie różni się od innych grup dżihadu wyjątkową brutalnością wobec jeńców i przeciwników a także wyjątkowo skuteczną propagandą. Ale główną różnicą jest ogłoszenie odrodzenia kalifatu islamskiego. W przeszłości było to jedno państwo obejmujące wszystkich muzułmanów, datujące się od początków islamu w VIII wieku i oficjalnie rozwiązane w 1924 roku. Uczyniła to zmodernizowana Turcja po obaleniu imperium Ottomanów po I wojnie światowej.

Ta pretensja do wielkości, ten zamiar utworzenia na nowo kalifatu wydaje się absurdalny dla obserwatorów z Zachodu, znacznie ponad siły obecnego Państwa Islamskiego. Wielu kleryków muzułmańskich uważa to wręcz za herezję, al-Kaida również tak ocenia PI. Jest to jednak bardzo niebezpieczny mesjanizm porywający młodych ludzi. „Przybywajcie, muzułmanie, przybywajcie do swego państwa” – wezwał Abu Bakr al-Baghdadi, przywódca PI. Przybyły tysiące ochotników aby walczyć o stworzenie islamskiej utopii. Nawet uczennice szkół średnich porzucają rodziny i przyjaciół na Zachodzie aby przyłączyć się do tego dzieła.

Hasło kalifatu pobudziło do akcji radykałów. Na szczęście, pomimo mnożących się ataków z ich strony Państwo Islamskie traci grunt, pieniądze i przyzwolenie ludzi, nad którymi panuje.

Miasto Kobane w Syrii właśnie zostało odzyskane przez kurdyjskich bojowników, przy wsparciu Stanów Zjednoczonych. Armia iracka i milicja szyitów, przy koordynacji ze strony Iranu, wypędziła PI z miasta Tikrit, gdzie miał swą plemienną bazę były dyktator Saddam Husajn. W porównaniu z okresem szczytu powodzenia, gdy PI stanęło u bram Bagdadu, jego terytorum zmniejszyło się o jedną czwartą.

Kalifat traci także pieniądze. Lotnictwo Stanów Zjednoczonych i sojuszników zbombardowało rafinerie naftowe dające dochody z handlu ropą. Większość zakładników została już sprzedana lub zamordowana. Wojska PI muszą się wycofywać zamiast zdobywać nowe tereny, skąd brały łupy zasilające kasę. Zdaniem niektórych obserwatorów PI straciło trzy czwarte dochodów. To utrudnia prowadzenie walki i dostarczanie zaopatrzenia dla ośmiu milionów ludzi pod rządami PI. Pojawiają się wewnętrzne niesnaski. Kalifat zaczyna zabijać swych zwolenników, czasem za ucieczkę przed wrogiem na polu walki, a w jednym wypadku za gorliwe ścięcie zbyt wielu głów jeńców. Mieszkańcy cywilni narzekają na rozbójnicze wymuszenia przez bojowników PI, ostry terror wobec nieposłusznych i rozkład usług publicznych. Są także doniesienia o niezadowoleniu z powodu różnic w płacach między lokalnymi i zagranicznymi członkami sił zbrojnych PI.

Kalifat nie spełnia więc własnych założeń państwa wszechobejmującego życie mieszkańców i jako wzór społeczeństwa. Jako pierwocina państwa z obszernym terytorium i dużą liczbą ludzi do obrony, jest bardziej podatny na ataki wrogów, niż grupy terrorystyczne, które nie są mocno zakorzenione na jakimś obszarze. Właśnie z tego powodu, że PI twierdzi jakoby było wzorowym państwem islamskim – jawne porażki ukazują bankructwo ideologii i obietnice na wyrost, które do tej pory przyciągały ochotników.

Jednak jeszcze nie pora ogłaszać zwycięstwa nad PI. Najtrudniejsze zadania trzeba dopiero wykonać. W ostatnich dniach wojskowa operacja odbicia Tikrit została spowolniona z powodu bomb-pułapek i nieoczekiwanych strzelców wyborowych. Po zdobyciu Tikrit przez przeciwników PI, następny w kolejce czeka Mosul. Zdobycie tego dużego miasta będzie silnym ciosem dla PI, gdyż podważy roszczenia do kalifatu. A to jeszcze nie nastąpiło.

Przeszkodą w zwalczaniu PI jest również fakt poważnego udziału milicji szyickiej popieranej przez (także szyicki) Iran. Szyici byli brutalni wobec sunnitów podczas walk pod Bagdadem. A to powoduje, że sunnici tym mocniej popierają Państwo Islamskie jako swych najlepszych i zresztą jedynych obrońców. Dlatego atak na Mosul powinna przeprowadzić profesjonalna, niereligijna armia, a nie szyicka milicja. Niestety, armia iracka jest zdemoralizowana i daleka od gotowości bojowej.

Ale najtrudnieszym problemem jest Syria. Nawet jeśli Mosul zostanie zdobyty, to przetrwa reszta Państwa Islamskiego na terenie tego kraju. Nikt nawet nie myśli, aby wypędzić kalifat z syryjskiego miasta Ragga. Nie ma takiego zamiaru reżim w Damszku, który chce wykazać, że ludobójczy prezydent Bashar Assad jest jedyną alternatywą dla PI. Nie myślą o tym również Kurdowie, którzy nie będą walczyć poza terenem, gdzie zamieszkują. Nie myślą o tym także inne ugrupowania rebelianckie. W Syrii jeszcze przez lata będzie toczyła się wojna domowa, a dopóki nie nastanie tam pokój, dopóty PI będzie miało teren do działania.