Dobrze się stało, że po haniebnym zablokowaniu przez europosłów z PO idei międzynarodowego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej, sprawa ta wróciła na forum Unii Europejskiej.

Tym razem rozpatrywano ją na posiedzeniu frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR), do której należy PiS. Przemawiali m.in. Antoni Macierewicz oraz dwaj współpracownicy jego zespołu badającego przyczyny katastrofy- dr Bogdan Gajewski i inżynier z Danii Glenn Joergensen. Przewodniczący tej frakcji Syed Kamall z Wielkiej Brytanii przyznał, że sprawa Smoleńska powinna być tematem debaty, ponieważ po pięciu latach, które mijają od katastrofy wciąż jest więcej pytań niż odpowiedzi. Przypomniał m.in., że czarne skrzynki nie zostały zwrócone, a wrak samolotu był traktowany raczej jak niepotrzebny złom, a nie dowód w dochodzeniu.
Drugim mówcą był prof. Ryszard Legutko z PiS. Zrelacjonował on wydarzenia, jakie miały miejsce w Polsce przed, jak i po 10 kwietnia 2010 roku. Jego zdaniem polskie instytucje państwowe nie zachowały się po tragedii tak, jak powinny, pojawiły się natomiast inicjatywy obywatelskie dążące do wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Ludzie różnych profesji podjęli pracę, która powinna być wykonana przez rząd i odpowiednie instytucje.

Najmocniejsze wystąpienie miał wiceprezes PiS Antoni Macierewicz, który stwierdził, że po pięciu latach można powiedzieć z całą pewnością trzy rzeczy: „Po pierwsze, że za tę tragedię w pełni odpowiedzialny jest rząd, na czele którego stoi pan Władimir Władimirowicz Putin – wtedy jako premier rządu Federacji Rosyjskiej, dziś jako prezydent Federacji Rosyjskiej. Po drugie, to co się zdarzyło nad Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 roku nie było wypadkiem, nie było też spowodowane błędami bądź złą wolą pilotów. Była to akcja przygotowana przez długi czas. Można by rzec, że była to pierwsza salwa w wojnie, która trwa dzisiaj na wschodzie Europy i która coraz bardziej zbliża się do granic Unii Europejskiej i NATO”. Macierewicz nie ma wątpliwości, że gdyby od początku śledztwo smoleńskie było międzynarodowe, nie doszłoby ani do aneksji Krymu, ani do wojny w Donbasie, ani do zestrzelenia malezyjskiego samolotu nad wschodnią Ukrainą w ubiegłym roku, ani do niedawnego zabójstwa Borysa Niemcowa,”bowiem zbrodnia nieukarana jest powtarzana”. Trudno się z nim nie zgodzić. Uczestnikom posiedzenia Macierewicz zaprezentował animację, która przedstawia najbardziej prawdopodobny – według zespołu parlamentarnego – scenariusz wydarzeń z 10 kwietnia 2010 r. Na filmie widać, że w samolocie dochodzi do trzech eksplozji – na skrzydle, w kadłubie i w salonce prezydenta.

Po Macierewiczu zabrał głos Glenn Joergensen, inżynier mechanik specjalizujący się w mechanice płynów i pilot małych samolotów. Mówił on jak najprawdopodobniej przebiegały ostatnie sekundy lotu, kiedy samolot utracił część skrzydła po zderzeniu z brzozą. Dokonując własnych obliczeń Joergensen doszedł do wniosku, że Tu-154M musiał utracić dwa razy większy odcinek skrzydła niż to jest opisane w raporcie Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK), a ponadto powinien był znajdować się na wysokości około 50 metrów, czyli nad drzewami. Przekonywał również, że linia przecięcia skrzydła nie zgadza się z trajektorią lotu, ale to może być wytłumaczone, gdyby doszło do użycia materiałów wybuchowych w samolocie. Jego zdaniem katastrofa nie była wypadkiem, ponieważ w powietrzu doszło do dwóch lub więcej eksplozji. Noc przed wylotem samolotu nie było żadnej kontroli – przypomniał. Kończąc swe przemówienie Jorgensen zwrócił się z czterema pytaniami do Donalda Tuska, przewodniczącego Rady Europy. Są one tak istotne, że nie sposób ich nie zacytować – „Dlaczego pan Tusk zrezygnował z przeprowadzenia śledztwa i oddał je w ręce Putina bez odpowiedniego udziału polskiego? Dlaczego nie można było zajrzeć do trumien ofiar sprowadzanych do Polski? Dlaczego zaniechano właściwego badania medycznego, które powinno być wykonane? I dlaczego były poważne zaniedbania dotyczące bezpieczeństwa do których doszło w noc przed wylotem samolotu?”.

Z kolei dr Bogdan Gajewski wykazywał rozbieżności między raportami z badania katastrofy smoleńskiej – opublikowanym przez MAK i przez polską Komisję Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, którą kierował wtedy szef MSWiA Jerzy Miller. Według niego poważne różnice między dokumentami świadczą o tym, że są one niewiarygodne. Gajewski przedstawił na środowym posiedzeniu EKR tę samą prezentację, co we wtorek na posiedzeniu podkomisji Parlamentu Europejskiego ds. bezpieczeństwa i obrony. Nie mógł jej jednak dokończyć, ponieważ jego wystąpienie zostało przerwane po protestach niemieckich chadeków, którzy uznali, że prezentacja – nie mająca związku z tematem posiedzenia – jest elementem polskiej kampanii wyborczej.

Również we wtorek w siedzibie PE w Brukseli otwarto zorganizowaną przez PiS wystawę fotografii poświęconych katastrofie smoleńskiej. Jest to już druga wystawa prezentowana tam przez PiS poświęcona katastrofie. Podczas poprzedniej część podpisów wskazujących jednoznacznie winnych musiała być zmieniona na żądanie europejskich komisarzy, którzy stwierdzili, że jest za wcześnie, by ostatecznie orzekać o przyczynie katastrofy i wskazywać winnych. Podczas wystawy odbyła się też premiera filmu Marii Dłużewskiej “Dama” o prezydentowej Marii Kaczyńskiej.

Dla pełności obrazu należy przypomnieć, iż według rządowego zespołu powołanego do wyjaśniania przyczyn i okoliczności katastrofy smoleńskiej, kierowanego przez Macieja Laska, przyczyną katastrofy smoleńskiej było zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania, czego konsekwencją było zderzenie samolotu z drzewami, prowadzące do stopniowego niszczenia konstrukcji Tu-154M. Według ustaleń tego zespołu ani rejestratory dźwięku ani parametrów lotu nie potwierdzają tezy o wybuchu na pokładzie samolotu.