zxx alice_crew.jpg-715462

Pierwszy technologiczny przełom nastąpił około 1900 r., gdy na rynek wprowadzono elektryczne (!) samochody, wyposażone w akumulatory. Poruszały się one jednak w żółwim tempie, toteż, nim minęło kilka lat zastąpiły je spalinowe silniki.

Ulepszone pojazdy stanowiły dużą pokusę dla zamożnych dam, które lubiły rywalizować z płcią brzydką. Jak zwykle absolutna większość z nich wolała być wożona przez szofera, mając przede wszystkim na względzie własny komfort. I nic dziwnego, skoro miejsce za kierownicą było wówczas otwarte na żywioły. A poza tym prowadzenie auta wymagało nie tylko samozaparcia, ale i dużej siły fizycznej. Tylko wysportowane amazonki potrafiły wymusić jazdę na ociężałym i mało zwrotnym wehikule.

Jedna z nich, Anne French, zaczęła się uczyć tej trudnej sztuki od ojca, stając się tym samym nowojorską pionierką. Tak długo nagabywała rodziców, aż po niecałym roku starań, uzyskała własny pojazd. Rodzicom nie chodziło bynajmniej o pieniądze, tylko o bezpieczeństwo ukochanej jedynaczki. Uzyskała ona wtedy prawo jazdy jako jedyna kobieta w Ameryce. Przechodnie stawali jak wryci na widok eleganckiej panny za kierownicą. Mając dość sensacji, zaczęła odwiedzać znajomych, którzy posiadali wille i pałacyki w dolinie Hudsonu lub nad Long Island Sound. Choć żadna z przyjaciółek nie wstąpiła w jej ślady, to co odważniejsze pozwalaly się z czasem zabierać na przejażdżki. Zawstydzając panów, Anne dała najlepszy przykład młodzieży męskiej z towarzystwa. Tym niemniej podróż w tumanach kurzu po wiejskich drogach należała raczej do wyczynów sportowych niż przyjemności.

Nie upłynęło wiele wody w Hudsonie jak za kierownicą zasiadły panny z rodu Vanderbiltów, wzorując się na Louise. Ta ostatnia była rozwódką, która ośmieliła się poślubić ich najmłodszego brata, o imieniu Frederick. Nim minął rok pożycia uzyskała akceptację calej rodziny. Nie sposób już było dłużej ignorować pięknej kobiety, która sprawdziła się zarazem jako dobra żona i wzorowa pani domu. Oprócz urody miała ona fascynującą osobowość i dobre serce. Objawiało się to w szeroko zakrojonej działalności dobroczynnej. Louise wyposażała m.in. przytułki, szpitale i sierocińce.

Nie widząc powodu, aby zatrudniać drugiego szofera, nauczyła się sama prowadzić samochód. Pociągi były wówczas dużo szybsze i wygodniejsze, toteż Frederick udawał się do Nowego Jorku w interesach własną salonką. Szofer zawoził go na stację, towarzysząc mu w dalszej podróży. Korzystając z nieobecności męża, Louise Vanderbilt odwiedzała chorych i potrzebujących, wizytując także szkoły i ochronki. Uczyła prowadzić auto nie tylko bratowe, ale i także swoje przyjaciółki.

Jak łatwo odgadnąć postęp w tej dziedzinie był nader powolny. Do 1910 r. nie więcej jak dwadzieścia kobiet, i to w dodatku pochodzących z najzamożniejszej sfery, nie obawiało się kierować automobilem. Znajdowała się wśród nich m.in. Mrs. Herman Oelrichs, Grace Pomercy i wielka pisarka Edith Wharton. Najgorzej sprawowała się Jane Fish, z domu Stuyvesant, wychodząc zresztą bez szwanku z licznych zderzeń w terenie. To właśnie ona wzbogaciła język o pogardliwe określenie women drivers!, używane zresztą do tej pory przez mężczyzn. Dodajmy w tym miejscu, iż już w latach dwudziestych pierwsza nowojorczanka uzyskała licencję na prowadzenie taksówki. Jej nazwisko nie przechowało się jednak w naszych kronikach.

Kolejny rozdział w historii otworzyły rajdy samochodowe, które trwały od 1904 do 1913 r. Organizowała je American Automobile Association, znana do tej pory pod akronimem Triple A. Liczyła ona zaledwie kilkuset członków w całym kraju. Karkołomne rajdy – biorąc pod uwagę stan ówczesnych dróg bitych – sponsorował bogaty finansista Charles J. Glidden. Chodziło mu tu głównie o uzyskanie społecznej akceptacji dla budowy szos. Dzięki temu Stany Zjednoczone mogly postawić na powszechną motoryzację już po pierwszej wojnie światowej.

Wymienione powyżej rajdy, do których dołączył nieco później wyścig o puchar Vanderbilta, testowały samochody w różnych warunkach terenowych, stanowiąc nieocenione wprost źródło informacji dla producentów. Z punktu widzenia użytkowników najważniejsza była wytrzymałość i zwrotność, podczas gdy szybkość stawiano na drugim miejscu. Biorąc pod uwagę stan techniczny wehikułow, współczesne jazdy na przełaj wcale nie oddają stopnia trudności, napotykanych przez pierwszych rajdowców. Ze względu na konieczność dokonywania napraw, zabierano ze sobą mechanika. Tym większa chwała okrywała kilkanaście pań, które brały udział w tych nader ciężkich imprezach. W 1905 r, uczestniczyła w nich m.in. Mrs. Newton Cuneo. W dwa lata później podążyła za nią Daisy Post, uzyskując także wcale niezły czas.

Nawiasem mówiąc, szybkość wysunęła się na pierwsze miejsce już w 1906 r., gdy zdobywca pucharu Vanderbilta Louis Wagner osiągnął 45 mil na godzinę. Po tym wyczynie Ford zaczął produkować race cars.

Jeszcze wcześniej, bo w 1903 r. rozpoczęły się wyprawy w poprzek kontynentu amerykańskiego, które zainicjował doświadczony lekarz i znany społecznik, dr Henry Newton Jackson.

Wyruszając po sześciu latach z Nowego Jorku do San Francisco, 23-letnia mężatka Alice Ramsey utorowała drogę innym kobietom. Połknęła samochodowego bakcyla już jako podlotek. Osiadłszy po ślubie w New Jersey, nie zrezygnowała bynajmniej z prowadzenia samochodu. Widząc jej doświadczenie, wytwórca maxwellów bez wahania oddał najnowszy model w ręce Alice, ponosząc także wszystkie koszty dwumiesięcznej podróży.

Jednocześnie agent reklamowy o imieniu J. D. Murphy, reprezentujący firmę, jechał tu pociągiem. Pojawił się więc na miejscu z wyprzedzeniem, reklamując zarówno model, jak i samą Alice Ramsey. Zabrała ona ze nie tylko mechanika, ale i przyjaciółkę od serca. Kobiety mogły przebywać sam na sam z mężczyzną w otwartym pojeździe bez żadnego uszczerbku dla swojej reputacji, chodziło jednak o noclegi w hotelach. Samotna kobieta nie miała wówczas żadnych szans na wynajęcie pokoju. Dodajmy w tym miejscu, iż po zakończeniu pierwszej wojny światowej trasę od Atlantyku do Pacyfiku pokonały aż trzy amazonki, a więc Katherine Stokes, Nell Richardson i Alice Burke.

Wracając do tej zdumiewajacej wyprawy, przedziwna trasa biegła po trójkącie bez podstawy, a więc z Nowego Jorku przez Chicago do San Francisco. Jedyną mapą drogową była wtedy tzw. Blue Book, która nie raz i nie dwa wyprowadziła nie tylko panią Ramsey, ale i innych kierowców na manowce. Na najłatwiejszą część trasy składały się wybrukowane i bite drogi z Nowego Jorku do Windy City. Na niektórych odcinkach można tu było osiągnąć maksymalną szybkość czyli 40 mil na godzinę. Nie było też problemu z przejechaniem Cleveland Parkway. Kłopoty nastąpiły dopiero po przekroczeniu Mississippi. Na wyboistych i pełnych dziur drogach nader często trzeba było wyciągać samochód z rowu. Przebywając kilka tysięcy mil, Alice Ramsey dotarła do San Francisco po 60 dniach. Witały ją tłumy i brama triumfalna. Choć trudno w to uwierzyć, nasza bohaterka przemierzyła Stany Zjednoczone wzdłuż i wszerz aż trzydzieści razy. Najwidocznej służyło jej to doskonale, skoro dożyła 95 lat z okładem.