Kampania "Nie jestem aniołem" firmy Lane Bryant.

Kampania “Nie jestem aniołem” firmy Lane Bryant.

Jeśli po wielkanocnym obżarstwie nie pozna was koleżanka z pracy, a sąsiad zamiast ukłonić się zapyta: pan/i do kogo? – nie przejmujcie się. Gwiazdy mają gorzej. Anna Dymna, która była jedną z najpiękniejszych aktorek lat 70-tych, wyznała, że od lat spotyka się z niewybrednymi komentarzami na temat swojego wyglądu: „Na ulicy czasem słyszę: o Jezu, pani Dymna, to pani jeszcze żyje? Albo: co się z pani zrobiło, kiedyś była pani taka ładna.” Aktorka, która od lat zajmuje się działalnością charytatywną, utrzymuje, że niemiłe uwagi nie robią na niej wrażenia, a nadawcom nie przypisuje złych intencji. Wręcz przeciwnie. „W ciąży przytyłam trzydzieści kilo, miałam problemy hormonalne. Miałam więc 35 lat i byłam już taka grubsza. Ludzie do mnie pisali listy: „Nie żryj tyle, ty zapyziały misiu”, mam te listy do tej pory. Wymyśliłam sobie, że oni to z miłości.” Jak widać hejterzy żyli i w przed-wirtualnych czasach. I – podobnie jak dzisiaj – byli skłonni wybaczyć niemal wszystko. Poza faktem, że gwiazdy to też ludzie.

*
Na podobne reakcje publiczności narzekał ostatnio Matthew Perry – aktor, który przez lata wcielał się w rolę Chandlera Binga w kultowym serialu „Przyjaciele”. Matt, który przez lata prowadził dość hulaszczy tryb życia, wyznał: „Przyjaciele” wciąż są oglądani przez nowych, młodych widzów i to jest naprawdę niesamowite. Jednak kiedy mijają mnie na ulicy są zaskoczeni tym, jak staro dziś wyglądam. Przecież kiedy kręciliśmy „Przyjaciół”, ich nawet nie było na świecie!” Dobrze, że przez ostatnie dziesięć lat Matt nie grał lekarza z Leśnej Góry. Wtedy nie tylko musiałby przepraszać za to, że się postarzał, ale również tłumaczyć dlaczego nie może wypisać recepty.

*
Wiosna zbliża się wielkimi krokami i łatwo wpaść w popłoch z powodu kilku dodatkowych kilogramów, których dorobiliśmy się w czasie zimy i za wielkanocnym stołem. Na szczęście – według najnowszych doniesień – lekka nadwaga nie tylko nie jest tak groźna, jak przez lata sądzono, ale nawet w przypadku niektórych osób może dawać efekt ochronny. Naukowcy sformułowali teorię paradoksu otyłości i teraz próbują przekonać pacjentów, że organizmowi mniej szkodzi kilka dodatkowych fałdek, niż nieustające diety i huśtawki w postaci efektu jo-jo. Czyżby nadchodziła moda na pełniejsze kształty?
Pierwsze jaskółki widać już w kampaniach firm produkujących bieliznę. Coraz więcej producentów decyduje się zatrudniać modelki w tzw. rozmiarze XXL. „Panuje przekonanie, że musisz być super szczupły. Ale przecież ponad 90 proc. kobiet na świecie ma rozmiar 40-42. Firmy wykorzystujące modelki o proporcjonalnych ciałach w rozmiarze zwykłych kobiet odnoszą marketingowy sukces”. To prawda. Według najnowszych badań przeprowadzonych przez magazyn Forbes, to właśnie modelki XXL – czyli tak naprawdę normalnie wyglądające kobiety – sprzedały cztery razy więcej bielizny, niż marki używające w kampanii zdjęć wychudzonych dziewcząt.

*
Z tego też powodu najnowsza akcja promocyjna marki Victoria’s Secret i zdjęcie szczuplutkich Aniołków, pod którym widnieje hasło: „Doskonałe ciało” spotkała się nie tylko z krytyką mediów i organizacji walczących z anoreksją wśród nastolatek, ale również z reakcją modelek o pełniejszych kształtach. Dziewczyny, które w świecie mody zaszufladkowane są jako modelki XXL, postanowiły odpowiedzieć podobnym plakatem i wyeksponowały swoje naturalne kształty podpisując zdjęcie: „Nie jesteśmy aniołkami, jesteśmy kobietami!” W czasach, gdy już nawet 11-latki cierpią na anoreksję, firmy powinny czuć się odpowiedzialne za promowanie prawdziwych, naturalnie wyglądających ludzkich ciał, a nie nieosiągalnych ideałów – powiedział przedstawiciel Lane Bryant, firmy, która „produkuje bieliznę dla kobiet, a nie sztucznych tworów”.

*
Dla większości współczesnych gwiazd, poprawianie urody, to jak mycie zębów. Celebryci nie tylko przestali ukrywać fakt, że korzystają z usług medycyny kosmetycznej, ale nawet z kilku ulubionych lekarzy uczynili gwiazdy. Jedną z nich był Dr. Fredric Brandt, nazywany „botoksowym baronem”, który – jak podał The New York Times – w niedzielę Wielkanocną został znaleziony martwy w swoim mieszkaniu na Florydzie. Brandt miał 65 lat i depresję. Jedną z przyczyn samobójczej śmierci miał być telewizyjny show Tiny Fey pt. „Unbreakable Kimmy Schmidt”, którego główna postać jest wzorowana na „ulubionym lekarzu gwiazd”. Jedną z najbardziej znanych klientek Brandt’a była Madonna, która właśnie wystąpiła na okładce jubileuszowego wydania magazynu COSMOPOLITAN. W wywiadzie, którego udzieliła z okazji 50-lecia istnienia magazynu, królowa POP mówiła o feminiźmie i „świadomej kobiecości”. Jej zdjęcia, jak zwykle, wywołały kontrowersje. Ale – jak to coraz częściej w przypadku Madonny bywa – nie ze względu na nagość czy wyuzdane pozy, ale nadmierną ingerencję grafików komputerowych, którzy tak bardzo wygładzają twarz piosenkarki, że przestaje przypominać samą siebie. Jak ona może mówić, że jest świadomą kobietą, skoro nie potrafi zaakceptować naturalnego procesu przemijania? – napisała oburzona fanka. I ciągle świeci gołą pupą, a potem głosi feministyczne hasła – dodała druga. Nie bez racji.