Pokolenie Y albo millenialsi to określenia na dzieci urodzone pomiędzy 1980 rokiem a 1995 rokiem, albo – jak kwalifikują inni – pomiędzy 1980 a 2000 rokiem.

Dziś te osoby weszły lub próbują wejść w dorosłe życie. Dyskusja w mediach, badania prowadzone przez różne placówki naukowe, instytuty, firmy marketingowe trwają nad tą grupą społeczną od wielu lat. Co zostaną ogłoszone ich wyniki, w mediach rozpoczyna się światowa dyskusja na temat tego pokolenia, które dorastało w podobny sposób – w wirtualnym świecie.

Wszyscy pytają: jak do nich dotrzeć, jakim wartościom hołdują, czego oczekują od życia, pracodawców, przyjaciół, rodziny, co jest dla nich ważne? Dyskusja o tyle istotna, że to oni już wkrótce będą najważniejszą społeczną grupą. A że wyrosło nam kompletnie inne pokolenie, raczej nie ma wątliwości. Wcześniejsze pokolenia determinowały ważne wydarzenia. W Polsce była to wojna, powojenna socjalistyczna rzeczywistość, potem Solidarność, kapitalistyczne przemiany z tworzącymi się korporacjami i teraz oni próbujący wyjść z wirtualnego świata, by zacząć żyć w realu.

Kim są millenialsi? Na ten temat jest bardzo wiele dobrych i złych opinii. Oto niektóre: pewni siebie, niecierpliwi, przedsiębiorczy, posiadający podzielność uwagi, znający języki, dobrze wykształceni, świetnie radzący sobie w środowisku Internetu. Kult indywidualizmu, otwartość, szczerość, tolerancyjność, hedonizm, poszukiwanie nowości i zmiany, optymizm, zaangażowanie, wielozadaniowość, kolekcjonowanie doświadczeń, media społecznościowe.
Albo: nieodpowiedzialni, nielojalni ludzie, bez poszanowania dla autorytetów, cwaniaki o zbyt wysokim mniemaniu o sobie.

Jeszcze inne: Sieć jest dla nich źródłem więzi społecznych, rozrywki, wiedzy. Najważniejsi w świecie są przyjaciele i znajomi. Odsuwają na przyszłość usamodzielnienie się, założenie rodziny, czas wolny wykorzystują na podróże, sport, swoje pasje. Jeśli się angażują w jakąś sprawę to całym sercem, wspierają akcje społeczne i chętnie są wolontariuszami, Pracę, jeśli ich nudzi, zostawiają i szukają ciekawszych wyzwań. Nie chcą być pracownikami na godziny, ale jak trzeba wszystko zrobią w swoim czasie. O czasie wolnym mówią, że jest bezcenny. Mogą wiele nowego wnieść w społeczne życie, ale na ich warunkach. Przeciwstawiają się hierarchii, chcą uczestniczyć w procesie tworzenia aktywnie. Wolą wynajmować mieszkania niż je kupować. Prace zmieniają średnio co trzy lata. Mobilni.

Różne opinie krążą o nowym pokoleniu szturmującym rynek pracy. Pracodawcy, rodzice nie potrafią zrozumieć, co siedzi w głowach tych młodych ludzi?

A oni sami siebie tak charakteryzują:

„Jestem millenialsem, dzieckiem przełomu – pisze przedstawiciel Human Resources. – Wolę pisać na porządnej klawiaturze, niż ręcznie. Mimo czasu, w którym się urodziłem, potrafiłem odnaleźć się w życiu zawodowym. Dokładnie tak samo, a nawet lepiej niż ja, odnajdzie się w nim reszta mojego pokolenia. Już teraz nie jest łatwo znaleźć „długodystansowych” pracowników, a będzie jeszcze trudniej”.

„My millenialsi nie jesteśmy tylko przygodnymi gości, wpadającymi z wizytą do tego świata. My go tworzymy i łatwiej byłoby nam walczyć za prawo do legalnego piractwa niż za kawałek ziemi, który administracyjnie jest częścią jakiegoś kraju… Nie ma czemu się dziwić – nikt z nas nie protestował, kiedy rząd podwyższył wiek emerytalny, do któregoś tam roku życia. Na ulicę wyszliśmy prawie wszyscy, kiedy chcieli wprowadzić ACTA. Wystarczyła ponura groźba: „Zabierzemy wam Internety!”.

„Pokolenie millenialsów to pokolenie Sieci – Nowego Wspaniałego Świata, którego jesteśmy pionierami i czujemy się jak pierwsi kolonizatorzy tego Nowego Świata. To jest przestrzeń, której nie rozumieją starsze pokolenia, a my widzimy w nich żyłę złota. Przyzwyczajeni do zmiennej rzeczywistości wirtualnej nie dajemy wiary w to, że rzeczywistość realna, nie zmienia się równie szybko. Zmienia się. Fakt, że to dostrzegamy, jest odbierany jak brak lojalności”.
Pierwsi z tego pokolenia weszli na rynek pracy 5 – 10 lat temu, inni jeszcze tego nie zrobili. Część z nich nie wejdzie na rynek tradycyjnej pracy nigdy, bo będzie jak mówią „kolonizować” Internet. Tradycyjną pracę uzna za stratę czasu.

Pracodawcy dopiero zetknęli się z pierwszymi millenialsami, którzy okazali się mieć radykalnie inne podejście, niż ich ambitni poprzednicy – biorący udział w korpowyścigach, rządni stanowisk i kariery w dużej firmie. Praca jest dla nich tymczasowym środkiem dla zapewnienia podstawowych potrzeb, bo wielu z nich pracować nie musi. Coraz większa grupa młodych mieszka z rodzicami. Oszczędzają pieniędze po to, by móc sobie zrobić kilka miesięcy wolnego. Nie przywiązują się do etatów. Podróżują, realizują swoje pasje.

„Dajcie nam dużo swobody – apelują. Rozliczajcie z efektów, a nie z czasu pracy”.
„Nie próbujcie nas traktować, jak pracowników drugiej kategorii. Doskonale wiemy ile zarabiają inni pracownicy, albo ile zarabiać powinni, a zresztą zawsze można wpisać to w google i sprawdzić”.

„Jesteśmy graczami zespołowymi. Jesteśmy lojalni wobec ludzi, nie instytucji. Chcemy i lubimy z nimi pracować. Pokażemy wam 30 nowych sposób na przyspieszenie wymiany informacji, bo tym się zajmujemy – wymieniamy informacje”.

„Dajcie nam ciekawe zadania – rozwój jest tym, co najbardziej motywuje nas do działania. Lubimy pochwały, pieniądze, firmowe gadżety. Jeśli przestajemy się rozwijać – zmieniamy pracę, firmę, branżę”.

Jeśli to wszystko prawda, co o sobie piszą i jak inni ich postrzegają, to świat czeka systemowa rewolucja, bo za kilka lat tylko oni zostaną na rynku pracy, i to ich potrzeby w głównej mierze trzeba będzie realizować.