Recenzja filmu Fast and Furious-7

Recenzja filmu Fast and Furious-7

Siódmy odcinek „Fast and Furious” bije rekordy niemożliwego. Fabuła wychodzi z założenia, że na przekór rozsądkowi i prawom fizyki, samochody mogą nie tylko bardzo szybko jeździć, ale także latać.

W trakcie zdjęć użyto aż 320 pojazdów, z czego 240 uległo zniszczeniu. I nic dziwnego, że aż tyle poszło do kasacji. Jest tu choćby niesamowita scena zrzucania samochodów terenowych z samolotu z wysokości kilkunastu tysięcy metrów w celu pościgu za złoczyńcami. To wcale nie jest animacja komputerowa. Naprawdę zostały zrzucone w górach, z opóźnionym otwarciem spadochronów, aby z chwilą dotknięcia ziemi wziąć udział w szalonej pogodni, przez las, i po skalistym gruncie. Tylko w tej scenie zniszczono 40 pojazdów a użyto 10 kamer, żeby wszystko mocno sfotografować dając publiczności wrażenie uczestnictwa w akcji. Tylko jedną dziesiątą scen tego rodzaju reżyser James Wang doprawił na komputerze; reszta jest prawdziwa.

W realizacji filmu nie przeszkodziła nawet śmierć jednego z głównych wykonawców. Jak wie już cały zasmucony świat, Paul Walker zginął w wypadku samochodowym w przerwie między zdjęciami. Zastąpili go dwaj jego bracia bardzo doń podobni acz trochę podcharakteryzowani. Występują między innymi pod koniec filmu we wzruszającej scenie pożegnania Braina (Paul Walker), gdzie pokazano, jak rozchodzi się jego droga z drogą reszty ekipy, której przewodzi Dominic (Vin Diesel). Natomiast w pojedynku na mięśnie bezapelacyjne pierszeństwo ma Dwayne Johnson. Gra agenta bezpieczeństwa dyplomatycznego (cokolwiek miałoby to znaczyć), który pod koniec wkracza do akcji jako człowiek-maszyna nie do zarąbania. Za przeciwnika ma samego Jasona Stathama, aktora magnetycznego. Ich walka jest niewiarygodna, tego żaden człowiek nie wytrzymałby w rzeczywistości, ale nie o prawdopodobieństwo tutaj chodzi, lecz kult brutalnego męstwa.

W filmie o facetach napędzanych steroidami i benzyną roi się pięknych dziewczyn w krótkich majteczkach na zgrabnych tyłeczkach, ale na tym koniec. Nie ma żadnych scen erotycznych, a to dlatego, żeby najmłodsza młodzież też mogła film obejrzeć bez przeszkód cenzuralnych. Kobiety biorące większy udział w akcji występują tu jako babo-chłopy, jeśli nawet ładne, to groźne dzięki sile mięśni. Scena walki między dwoma wartymi siebie paniami w wieczorowych sukniach niech służy za przestrogę każdemu, kto pomyśli o zalotach. Jest to taniec w powietrzu w połączeniu ze wschodnimi sztukami walki.

Fabuła olśniewa widza rozmachem także terytorialnym. Zaczyna się w Londynie, po czym trafia do Los Angeles, Tokio, Abu Dżabi, na przyjęcie u arabskiego miliardera w podniebnej rezydencji, gdzie składają wizytę nasi bohaterowie. „Fast and Furious 7” ukazuje obraz życia na najwyższym poziomie metrycznym, finansowym i motorycznym, czyli sprawności ciała. Psychologia jest tu dziecinna, nie chodzi bowiem o badanie umęczonych dusz. Niesłychanie efektowne produkcje tego rodzaju mają na celu dać poczucie siły i znaczenia publiczności znużonej zwykłym życiem przez utożsamianie się w kinie z bohaterami. Jest to produkt globalny. Zbiorowym bohaterem jest rodzinna grupa przyjaciół różnych kolorów skóry pod wodzą starszego brata Vin Diesla, który sam stanowi mieszankę ras. Czy to człowiek przyszłości? Może dowiemy z następnego filmu „Fast and Furious 8”.