Wtorek
Dzikusy z Państwa Islamskiego (ISIS) znów dokazują. W świetnie wyreżyserowanych filmach chwalą się nowymi zbrodniami. Filmiki są profesjonalne: pomarańcz więziennych kombinezonów skazańców kontrastuje z nowiutkimi mundurami islamistów. Czarne maski dżihadystów mają siać grozę i rozbarajać ewentualny opór. Także scenografia dopracowana w szczegółach: „czyste” w kadrze wybrzeże morskie lub pustynia. Za chwilę zatopione w szyjach chrześcijan noże lub kule z kałasznikowów zakłócą piękne, niemal wakacyjne obrazki burżujów z Zachodu (bo to do nich kierowana jest ta filmowa propaganda). Strugi niewinnej krwi chrześcijan z Libii i Etiopii mają wywołać szok „krzyżowców”, rozbroić wszystkich „wrogów Islamu” i oczywiście zdobyć rekrutów, spośród znudzonego ludzkiego śmiecia, zamieszkującego tyle miast i państw Zachodu.
Interesujące jest coś innego. Poza nowoczesnością przekazu (dynamicznie montowane wideo, dobrze dobrani aktorzy i plenery) zadziwiające jak niewiele zmienia się w ludzkiej podłości. Skażone mrokami serca morderców wykorzystują od lat tę samą technologię mordowania. Obrazy, obrazy przed moimi oczami. Rzeź Ormian przez Turków – metodyczne układanie kolejnych ofiar przy poprzednich, kilku trzyma, jeden podrzyna… Zdjęcia „tuż przed” w Ponarach pod Wilnem. Rozebrani do pasa, z koszulami na głowach, trzymają się ramion poprzedników. Jeszcze kilkadziesiąt schodków i w dół. Tam jeszcze tylko rozebrani do naga i ułożeni jeden obok drugiego – żeby nie marnować miejsca na kolejne warstwy – zanim padną strzały w potylicę. Przenosimy się w dzisiejsze czasy, do Iraku. Dzicz z ISIS z lubością układa w szeregi ofiary, aby po wygłoszeniu swoich bełkotliwych formułek o Allachu (zupełnie jak Niemcy, legaliści od zawsze, którzy przed rozstrzelaniem Polaków czy Żydów zawsze musieli wygłosić formułę o „karze za łamanie prawa Trzeciej Rzeszy”) przeszyć ich ciała seriami z kałasznikowa.
Wierzę, że wszyscy ci oprawcy spotkają się kiedyś po śmierci. A piekielny ogień będzie palił ich dusze przez wieczność…

Środa
Ach ta nasza cywilizacja. Niby największa, najwspanialsza, naukowo sprawdzona i wyprowadzona na wyżyny, ale infantylizm, głupota… a zresztą, sami oceńcie te okruszki z ostatnich dni.

Sędzia z Manhattanu orzekł, że Facebook czy Twitter nie służy tylko niewinnym igraszkom społecznym. 26-latka chciała się rozwieść ze swoim obecnym mężem, ale nie zna jego adresu pocztowego. Sędzia więc orzekł, że można powodzik przesłać elektronicznie na konto na Twitterze i Facebooku. Zresztą sprawa nieco skomplikowana – bo małżeństwo na odległość, pomiędzy Ghaną a Ameryką, ponoć nie skonsumowane – ale jednak… Bo co, „chcę rozwodu” i… już po sprawie?

W dość obskurnym domeczku w Wielkiej Brytanii aresztowano wczoraj giełdowca. Zarzut? Ze swego domku przez komputer, przy użyciu internetu, doprowadził w 2010 r. do tzw. flash crash na giełdzie na Wall Street. Sam jeden, koleś z Wielkiej Brytanii, doprowadził do spadku spółek akcji o wartości miliardów dolarów, zanim giełda nie zawiesiła notowań. Więc proszę mi tu nie mówić, że Dow Jones to, Dow Jones tamto, skoro jeden lub kilku cwaniaków może manipulować rynkami jak chce i kiedy chce.

Celebryci lubią być nie tylko znani, ale koniecznie muszą być uznawani, najlepiej jeszcze chwaleni za „niezależność” albo za skuteczność „wydobywania z biedy” czy innych ludzkich dołków.

Weźmy Jolantę Kwaśniewską, wręcz wzorzec nuworyszowskiej elitki Trzeciej RP. Otóż popularna Jola opowiedziała w jednej z kolorówek o… biedzie, jakiej doświadczyła w latach 80. Wspominała tanie płytki w mieszkaniu na Wilanowie i brak mebli. „Mieliśmy puste mieszkanie, na podłodze płytki PCV, sznurek, na którym wisiały nasze rzeczy – zamiast szafy i dwa materace na podłodze” – żali się Jolanta Kwaśniewska w wywiadzie dla „Gali” i już nam płyną łzy nad losem żonsi komunistycznego działacza młodzieżowego.

Ale od czego tabloid „Fakt”? Gazeta zauważyła, że 83-metrowe mieszkanie Kwaśniewskich, znajdowało się na prestiżowym osiedlu dla partyjnych apartczyków i małżonkowie wykupili je za oszałamiającą kwotę… 1235 zł i 17 groszy. „Zapłacili tyle, ile tysiące Polaków płacą co miesiąc przez 20-30 lat za znacznie mniejsze mieszkania” skomentował „Fakt” rzucając snop prawdy na celebryckie łzy pani Jolanty D’Arc, tfuu… Biednej Jolanty Od Jedzenia Bezy Łyżeczką.

Czwartek
Dostałem mejlem wezwanie. Do działania. Oto ono: „Hierarchia śmierci. Jest to wyrażenie używane przez niektóre media (zwłaszcza anglosaskie), które odnosi się do tego, jak różnie traktowana jest śmierć poszczególnych ludzi… Takie niezauważane (albo tylko przez nielicznych nagłaśniane) śmierci są ignorowane „… na naszych oczach i z naszym milczącym przyzwoleniem”.

To nie są moje słowa. Papież Franciszek wypowiedział je w ostatni Wielki Piątek, podczas Drogi Krzyżowej, gdy odnosił się to „naszych prześladowanych braci ścinanych i krzyżowanych za swoją wiarę… na naszych oczach i z naszym milczącym przyzwoleniem”.
Dlatego, myśląc o tych słowach… proszę mi wybaczyć, że zapytam tak wprost (zapewniam Państwa, że regularnie stawiam to pytanie samemu sobie): czy też jesteś (czy jestem) osobą, która przyzwala na to barbarzyństwo poprzez Twoje (moje) milczenie?”
Czy mam przyjąć to zaproszenie? Czy czekać dalej?