Platforma Obywatelska wykreowała rzekomą aferę Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych, aby uderzyć w kandydata PiS na prezydenta Andrzeja Dudę.

Winą Dudy miałoby być to, że będąc podsekretarzem stanu w koncelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego ułożył na jego polecenie pismo do Trybunału Konstytucyjnego, zaskarżające poddanie SKOK-ów nadzorowi Komisji Nadzoru Finansowego.

Propaganda rządowa próbuje wytworzyć wrażenie, że Duda jako autor pisma prezydenta nie chciał nadzoru nad tymi kasami, aby umożliwić im dokonywanie nadużyć finansowych. Ale największe nadużycia powstały w kasie SKOK Wołomin od czasu, gdy zaczęli kierować nią byli żołnierze Wojskowych Służb Informacyjnych. Z tymi ludźmi PiS nie miał i nie ma nic wspólnego. Drugą kasą Wspólnota, w której doszło do wielkich nadużyć kierowali ludzie Platformy Obywatelskiej, z którymi jak wiadomo PiS też nie miał nic wspólnego. Bankowy Fundusz Gwarancyjny wypłacił do obu tych kas odpowiednio 2,2 miliardy złotych i 800 milionów złotych za stracone wkłady członkowskie (do wysokości 100 tysięcy euro) wskutek złej gospodarki ich zarządów. Poseł PiS i ekonomista Zbigniew Kuźmiuk twierdzi, że „gwałtowne pogorszenie sytuacji w SKOK Wołomin i SKOK Wspólnota nastąpiło dopiero po przejęciu odpowiedzialności za SKOK -i przez KNF w roku 2012 (można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że przejęcie nadzoru nad SKOK-ami przez KNF było sygnałem do rozpoczęcia grabieży KAS).”

Poseł Kuźmiuk dowodzi dalej, że Komisja Nadzoru Finansowego wiedziała o przestępstwach w SKOK Wołomin, ponieważ zawiadomiła ją o nich Kasa Krajowa SKOK w roku 2012. Jednak KNF wprowadził zarząd komisaryczny w tej kasie dopiero jesienią 2014 roku, czyli 18 miesięcy po zawiadomieniu prokuratury o możliwości popełniania przestępstw. Dzięki zwłoce oficerowie byłych WSI zarządzający kasą mogli udzielić setek milionowych kredytów tzw. słupom, czyli fikcyjnym kredytobiorcom. Mogli też ściągnąć z rynku wkłady oszczędnościowe na setki milionów złotych dzięki bardzo wysokim odsetkom.

Drugi filar afery SKOK stanowi oskarżenie o nadużycie senatora PIS Grzegorza Biereckiego, twórcę tych kas i wieloletniego prezesa. Otóż przewodniczący KNF Andrzej Jakubiak wysłał na początku marca list do premier Ewy Kopacz o stanie dochodzenia w sprawie likwidacji Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych i przekazaniu 77 milionów złotych zarobionych przez Fundację do Spółdzielczego Instytutu Naukowego Grzegorza Biereckiego.

Nie ma w tym jednak przestępstwa. Likwidacja nastąpiła decyzją fundatora, Światowej Rady Związków Kredytowych z 2009 roku i była zgodna z polską ustawą o fundacjach, która pozwala przeznaczyć środki fundacji likwidowanych na dalsze prowadzenie ich zadań. To nie były więc pieniądze pochodzące z wkładów oszczędnościowych, natomiast zostały przekazane na cele edukacyjne i naukowe. Ale mimo to przewodniczący KNF Jakubiak przesłał kopie swego listu do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Centralnego Biura Antykorupcyjnego – by wytworzyć wrażenie przestępstwa. Natomiast nie wysłał go prokuraturze dobrze wiedząc, że do przestępstwa nie doszło. Jednak fakt wysłania takiego listu do premiera i obu agencji pozwolił mediom prorządowym ciągle zajmować się aferą, której faktycznie nie ma.

Ciekawe, że na kilka tygodni przed listem szefa KNF premier Ewa Kopacz wycofała się z członkostwa w SKOK Stefczyka, gdzie sześć lat temu zaciągnęła kredyt na 22 tysiące złotych. Zapewne dowiedziała o szykowanej „aferze”, jeśli sama nie brała udziału w jej wytworzeniu. Rzekomą aferę bada obecnie podkomisja w komisji finansowej Sejmu pod kierunkiem Marcina Święcickiego z PO. Pozwala to Święcickiemu na stałą obecność w mediach i grzanie atmosfery.

Poseł Przemysław Wipler twierdzi, że afera SKOK-ów została przygotowana przez Kancelarię Premiera i z udziałem Komisji Nadzoru Finansowego. W interpelacji poselskiej postawił premier Kopacz dwanaście pytań w sprawie częstotliwości kontaktów jej urzędników z KNF od grudnia ubiegłego roku, zwłaszcza Michała Kamińskiego, dyrektora Centrum Informacyjnego Rządu. Wipler zapytał też czemu w deklaracji majątkowej za rok 2007 Ewa Kopacz nie wymieniła, skąd wzięła kredyt w wysokości 98 tysięcy złotych. Jak powiedział poseł: „W państwie cywilizowanym i praworządnym niedopuszczalne jest, by urzędnicy premiera umawiali się bądź współpracowali z mającym bardzo poważne konsekwencje organem finansowym. W państwie praworządnym nie powinno być sytuacji, w których ministrowie pani premier biorą udział w spotkaniach, jak prowadzić w mediach kampanię w ramach kampani wyborczej Bronisława Komorowskiego i nagonkę na SKOK.”

Premier Ewa Kopacz powiedziała parę tygodni temu, że zrobi wszystko, by nie dopuścić PiS do władzy. Dęta afera SKOK-ów stanowi element tej gry wyborczej. SKOK-i są istotnie zapleczem finansowym PiS, ale odbywa się to w ramach prawa a nie kosztem ich członków. Natomiast jest afera w SKOK-ach Wołomin i Wspólnota, gdzie rządzili odpowiednio oficerowie WSI i działacze Platformy Obywatelskiej.