Pewne złagodzenie napięcia na wschodniej Ukrainie w ostatnich tygodniach może być pozorne.

Rosja przerzuciła w pobliże granicy 12 taktycznych grup batalionowych, czyli kilkanaście tysięcy żołnierzy. Nie ma jednak pewności, czy jest to przygotowanie do nowej ofensywy. Krążą domysły, że Władimir Putin może chcieć siłowego zakończenia konfliktu na Ukrainie przed paradą zwycięstwa w II wojnie światowej, która odbędzie się 9 maja.

W takim wypadku atak musiałby nastąpić w najbliższych dniach. Amerykański departament stanu stwierdził w środę, że Rosjanie i rebelianci utrzymują znaczną liczbę dział i wyrzutni rakietowych na obszarach, gdzie według porozumienia w Mińsku nie wolno trzymać takiego sprzętu.

Niektórzy obserwatorzy twierdzą, że nowa ofensywa nie jest przesądzona. Putin może poczekać do czerwca, kiedy Unia Europejska ma zdecydować o przedłużeniu sankcji gospodarczych nałożonych na Rosję za przyłączenie Krymu.

Sytuacja gospodarcza Rosji wskutek sankcji nie jest tak zła, jak przewidywano kilka miesięcy temu. Wprawdzie rubel stracił połowę wartości, ale w ostatnim czasie zaczął się umacniać, po części dzięki wzrostowi cen ropy naftowej. Inflacja wynosi 17 procent, jednak rośnie wolniej niż się spodziewano. Dochód narodowy spadł nie o 5 procent, ale o „tylko” o 3 procenty. Sytuacja nie jest katastrofalna.

Niestety, Putin nie odwołuje się do względnej stabilizacji ekonomicznej jako argumentu za powrotem do pokoju i dobrobytu. Zamiast tego głosi, że Rosja jest w stanie mocno opierać się swym przeciwnikom. Propaganda rządowa twierdzi, że umocnienie rubla wobec dolara i euro jest zwycięstwem Kremla wobec agresji gospodarczej Zachodu, który chce ponoć zniszczyć Rosję. Wojna na Ukrainie jest przedstawiana jako konfrontacja z Zachodem w ogóle. W rezultacie rosyjska opinia publiczna obawia się takiej wojny i traktuje Stany Zjednoczone jako zagrożenie.

Tak uważa 81 procent Rosjan, a jest to najwyższy wskaźnik od upadku Związku Sowieckiego.

Kreml wmawia Rosjanom, że atak Zachodu następuje na wielu frontach: gospodarczym, ideologicznym, na Środkowym Wschodzie i w Europie. Dlatego Rosja musi energicznie reagować; na przykład znosząc zakaz sprzedaży rakiet S-300 do Iranu, co nastąpiło w ostatnich dniach.

A jaka jest rola Unii Europejskiej? Kanał Pierwszy telewizji rosyjskiej powiadomił widzów, że „UE zaczęła się i rozwinęła jako mechanizm przenoszenia zysków pochodzących z upadku ZSRR i byłego bloku komunistycznego. Ale na pewnym etapie przepływ zasobów z podbitych rynków zaczął maleć i jedynym wyjściem stała się ekspansja na Wschód.” Rosja zatrzymała ostatnio tę ekspansję i w rezultacie Unia pozbawiona nowych źródeł dobrobytu może wkrótce upaść.

Zdaniem tygodnika „Economist” ta propaganda przypisuje Ameryce działania, jakie wykonuje właśnie Rosja: podburzanie do przemocy w Kijowie, popieranie skrajnych nacjonalistów, udział wojskowy w konflikcie. Przewodniczący rosyjskiego parlamentu Serigiej Naryszkin stwierdził w artykule dla prasy, że Ameryka „rozpoczęła wojskowo-polityczną awanturę” na Ukrainie i teraz przeszkadza pokojowemu rozwiązaniu. „Ameryka potrzebuje ciągłego rozlewu krwi w Donbasie, aby osiągnąć coś ważnego dla siebie.” Sankcje przeciw Rosji i histeria informacyjna w mediach zachodnich służy za przykrywkę dla gospodarczego „gangsteryzmu” Ameryki.

Jakie są prawdziwe cele Kremla w konfrontacji z Zachodem? Głównie chodzi o utrzymanie władzy. Były minister finansów Aleksiej Kudrin zamówił u grupy socjologów studium, z którego wynika, że nagłębszym powodem agresji Putina na Ukrainę jest potrzeba uwiarygodnienia się przed Rosjanami, gdy zimą 2011 – 2012 wybuchły protesty uliczne wskutek niezadowolenia klasy średniej z powodu braku perspektyw obywatelskich.

Po dekadzie gwałtownego wzrostu gospodarki i dobrobytu, klasa średnia zapragnęła lepszego wymiaru sprawiedliwości, wykształcenia i opieki zdrowotnej. Ale tego nie może zapewnić skorumpowany kapitalizm Putina. Prezydent stał się symbolem raczej stagnacji niż stabilności. W rezutlacie zaczął tracić popularność. Zachwiało się także zaufanie do państwowych mediów.

Obserwatorzy dojrzeli podobieństwa z połową lat 1980-tych, gdy ówczesna inteligencja poparła „pierestrojkę” Michaiła Gorbaczowa. Protesty i demonstracje w większych miastach Rosji zaczęły pobudzać niezadowolenie w biedniejszych prowicjach kraju, grożąc otwartym konfliktem społecznym.

Przyłączenie Krymu do Rosji zatrzymało falę niezadowolenia. Przywódca protestów 2011-2012 Aleksiej Nawalny, który partię Putina „Jedna Rosja” nazwał partią oszustów i złodziei, uważa, że Putin narzucił w ten sposób narodowi swój program. Zamiast budowy nowoczesnego państwa dał Rosjanom imperialny nacjonalizm. Na miejsce płonnych nadziei spełnienia indywidualnego wysunął symboliczne zwycięstwa państwa rosyjskiego. Poparcie dla Putina sięgnęło prawie 90 procent.

Rosja nie może sobie pozwolić na prawdziwy konflikt wojskowy z Zachodem. Natomiast każdy przejaw słabości Zachodu będzie przedstawiała jako swoje zwycięstwo. Temu służą demonstracje siły i wymachiwanie bronią nuklearną przy granicach państw NATO. Niestety, wzmaga to ryzyko niezamierzonego wybuchu konflitku nuklearnego, które teraz jest największe od czasu kryzysu kubańskiego w roku 1962, gdy Chruszczow umieścił pod bokiem Stanów Zjednoczonych rakiety jądrowe. Te demonstracje siły mają obecnie przekonać Zachód do zniesienia sankcji, co w Rosji zostałoby przedstawione przez propagandę jako wielkie zwycięstwo.