W czasie wędrówek po Warszawie widziałem: bobry i borsuki harcujące na brzegach Wisły, czarne bociany żerujące przy kanałach po praskiej stronie, orła bielika krążącego nad Fortem Bielańskim i dziki buszujące nocą na boiskach AWF-u. Ponoć w stolicy można spotkać też: łosie, rysie, kuny, lisy a nawet wilki.

Część z nich przychodzi z Puszczy Kampinoskiej. Dziki już kilkakrotnie zryły naszą rodzinną działkę w pobliżu Jeziorka Czerniakowskiego, wyżerając cebulki kwiatów. Docierają tu z Kępy Zawadowskiej. Nie pomagają żadne uszczelnienia ogrodzenia, bo zawsze zrobią sobie podkop. I nikt nie wymyślił na nie sposobu.

Nocni papierosiarze i marihuaniści z akademików wspomnianego AWF-u tak już przywykli do ich obecności, że nie przerywają sobie ani na moment rozkoszy płynących z zaciągania się dymkiem. Dla nich to już normalka, ja zaś na widok chrumkającego stada stanąłem jak wryty. Na szczęście przeszło koło mnie obojętnie.

$
Znakomicie sprawdzają się stołeczne wypożyczalnie rowerów Veturilo. Korzysta z nich coraz więcej osób. Po ulicach mknie jeden cyklista za drugim, nierzadko też pomykają grupami. Mają do dyspozycji szerokie ścieżki nawet na najbardziej ruchliwych arteriach.

Pod względem ilości rowerzystów Warszawa jest na ósmym miejscu w Europie. Niebawem będzie można przejechać lewym brzegiem Wisły od Konstancina-Jeziorny aż do Łomianek. Skoro mowa o Wiśle, trzeba odnotować, iż rzeka ta wróciła do łask i przybywa na jej obu brzegach kawiarń, piwiarń i miejsc wypoczynkowych. Modne jest urządzanie imprez plenerowych właśnie nad Wisłą.

Ulokowany na jej prawym brzegu Stadion Narodowy prezentuje się imponująco z wielu punktów miasta. Wieczorem jest wspaniale iluminowany, podobnie jak mosty, kościoły i zabytkowe budynki. Atrakcyjnym miejscem stały się również: Centrum Nauki „Kopernik”, widowiskowa fontanna pod Skarpą Nowomiejską, Ogrody Zamkowe i Arkady Kubickiego, czyli dawne Stajnie Królewskie pod Zamkiem z posadzką ułożoną… z drewnianych kostek w kształcie sześciokąta.

$
Pod tymiż Arkadami natrafiłem na Targi Książki Katolickiej odwiedzane przez tysiące osób. Na iluż księży tu się napatrzyłem, na ileż zakonnic, nie wyłączając bardzo młodych i ładnych. Widziałem również polityków szukających poklasku i osobników nawiedzonych. Niektórzy byli opasani wielkimi różańcami, niektórzy z dużymi krzyżami na piersi.

Sympatię zwiedzających wzbudzał Marek Jurek, dezaprobatę zaś pewien pisarz, o którym szeptano, że jest gejem. Obaj (każdy osobno, rzecz jasna) wyszukiwali na stoiskach interesujące ich książki. Było w czym wybierać, bo okazuje się, że wydawnictw katolickich i kościelnych jest bez liku. Obok nich ulokowały się oficyny prawicowe i nacjonalistyczne.  Natomiast na palcach jednej ręki można było policzyć wydawnictwa naukowe.

Największe powodzenie miały dewocjonalia. Wiele osób przeglądało książkę „Kto tu rządzi”, będącą zapisem rozmów Jana Pińskiego z Grzegorzem Braunem, walczącym o intronizację Jezusa Chrystusa na króla Polski i o zbudowanie Katolickiego Państwa Narodu Polskiego. Pewna jejmość przekonywała gorliwie do jego racji, dodając, iż prezydentem Polski powinien być prymas a stolica powinna być przeniesiona do Częstochowy, bo tam mieszka królowa Polski, którą jest Matka Boska. Argument ten podchwyciło kilka stojących w pobliżu osób. Wśród stoisk ze zdumieniem zauważyłem punkt Telewizji Polskiej z filmami i przedstawieniami. Nie cieszył się zainteresowaniem, tedy udało mi bez kolejki zakupić kilka nagrań teatralnych, m.in. „Dziady” w inscenizacji Konrada Swinarskiego, „Trans-Atlantyk” Gombrowicza wyreżyserowany przez Mikołaja Grabowskiego, „Proces” Kafki zrealizowany w Teatrze Telewizji przez Agnieszkę Holland i Laco Adamika oraz „Mistrza i Małgorzatę” Bułhakowa z niezapomnianymi rolami Anny Dymnej, Gustawa Holoubka i Zbigniewa Zapasiewicza. Przy okazji dodam, że osoby odpowiedzialne za likwidację, czy też za wieloletnią przerwę w działalności Teatru Telewizji Polskiej skazałbym na dożywocie. Była to zbrodnia dokonana na naszej kulturze. Niewybaczalna!

$
W Pałacyku Ostrogskich na Tamce zwiedzam urządzone na nowo Muzeum Fryderyka Chopina. Interaktywne. W lochach, gdzie wedle legendy pływała złota kaczka, są teraz mostki, po których chodzi się od jednego etapu życia Fryderyka do drugiego. W zainstalowanych na nich szklanych budkach można przysiąść i posłuchać fragmentów kompozycji, które na danym etapie powstały. Nagrania wszystkich utworów czekają wraz z nutami w specjalnej sali. Słuchawki dostaje się przy wejściu do muzeum. Przydają się także przy eksponatach. Na pianistów czeka fortepian. W gablotach wiszą portrety, litografie, grafiki, obrazy przedstawiające kompozytora, jego rodzinę, kolegów, przyjaciół i bliskie panie. Są również widoki pokazujące Warszawę, taką jaką mógł zapamiętać Fryderyk, zanim wyjechał z niej na zawsze, zapamiętując ją do końca życia – „Tam, gdzie skarb mój, tam serce moje”. Na piętrach górnych są nuty z odręcznymi poprawkami i pamiątki, jakie po nim pozostały oraz fotogramy przedstawiające go w różnych miejscach i sytuacjach. Są także opisy jego osobowości dokonane, zarówno przez największych ludzi, którzy się z nim zetknęli, jak i osoby znające go prywatnie. Od siebie dołożyłbym do muzealnej kolekcji zapis poczyniony przez George Sand, który onegdaj znalazłem w znakomitej biografii kompozytora napisanej przez Kazimierza Wierzyńskiego – „Ten Chopin to anioł. Jego dobroć, czułość, cierpliwość czasem mnie niepokoją. Wydaje mi się, że jest zbyt delikatny, zbyt subtelny i zbyt doskonały aby mógł długo żyć na tej ziemi naszym pospolitym i ciężkim życiem. Na Majorce, gdy był śmiertelnie chory, pisał muzykę zalatującą rajem, ale ja już tak przywykłam widzieć go w niebie, że nie wydaje mi się aby życie lub śmierć miały dla niego jakiekolwiek znaczenie”.

$
Niegdyś zastanawiało mnie spostrzeżenie Balzaca, iż „Chopin był bardziej polski niż Polska”. Dziś wiem, że miał rację. Podobnego wrażenia doznałem teraz oglądając występ „Mazowsza”, na który zostałem zaproszony z okazji Międzynarodowego Dnia Tańca. Zespół ten przetworzył dawne pieśni i tańce w taki sposób, żeby powstało widowisko wydobywające to, co w nas najpiękniejsze i czyniące z tego wizję Polski idealnej, wymarzonej, za którą tęsknimy. Porwała ona widzów na całym świecie. „Gazette de Lausanne” napisała wprost – „Jeśli takie jest oblicze Polski, to niech żyje Polska!”. Podobnie jest z Chopinem.

$
Dziś mamy dwie Polski. Nienawidzą się jeszcze bardziej niż przedwojenna Polska Dmowskiego z Polską Piłsudskiego. I nie ma nikogo, kto nakłaniałby je do kompromisu i współpracy, nie mówiąc już o zjednoczeniu. Rozpacz.

$
Czternastoletni Chopin do redaktora „Kuriera Szafarskiego” – „Proszę bardzo cenzora nie krępować mi ozora”.