Bronisław Komorowski może mówić o pechu, jaki prześladuje go tuż przed wyborami prezydenckimi.

Nie dość, że wyciągane są jego niejasne wciąż powiązania z WSI, m.in. w książce Wojciecha Sumlińskiego, nie dość, że zalicza wpadkę merytoryczną za wpadką i Kędzierzyn myli mu się z Kościerzyną, to jeszcze jeden z założycieli jego komitetu wyborczego jest podejrzany o niezgodne z przepisami uzyskanie pozwolenia na broń. Chodzi o ministra sprawiedliwości Cezarego Grabarczyka, który w związku z tymi podejrzeniami podał się w środę wieczorem do dymisji. Trudno się dziwić, że w tej sytuacji notowania Komorowskiego poszły w dół i podskoczyły jednocześnie notowania jego największego rywala Andrzeja Dudy z PiS, który coraz częściej jest postrzegany jako najlepszy kandydat na prezydenta. W każdym razie jasne jest, że niemal we wszystkim przewyższa Komorowskiego. Ostatnio nawet złagodził swoje stanowisko wobec in vitro i związków partnerskich i zapowiedział, że chce być prezydentem wszystkich Polaków.

Sprawa Grabarczyka osłabia także notowania PO, która jest naturalnym zapleczem dla Komorowskiego, osłabia również notowania rządu i premier Ewy Kopacz. Bo jakże tu poważnie ją traktować, skoro jeszcze we wrześniu ubiegłego roku zapewniała, że „Czarek to jej „najbliższy współpracownik od trzech lat, wielki przyjaciel, ale też człowiek, o którym mogłaby powiedzieć, że kocha ludzi, jest przyzwoity i ponad wszystko stawia prawo”. A tu tymczasem minister sprawiedliwości i zarazem wiceszef PO może zarobić nawet osiem lat więzienia, jeśli potwierdzą się zarzuty, że otrzymał pozwolenie na broń bez zaliczenia obowiązkowego egzaminu praktycznego.
Sam Cezary Grabarczyk motywował dymisję tym, że chciałby aby zarzuty te zostały jak najszybciej wyjaśnione. On sam jest przeświadczony o swojej absolutnej niewinności, ale zdaje sobie sprawę, że ministra sprawiedliwości nie mogą dotykać żadne podejrzenia i nie może pracować w takiej sytuacji. Zapewnił jednocześnie, że nigdy nie wpływał na decyzje procesowe prokuratorów prowadzących postępowanie, a jego pierwszy kontakt z prokuraturą w tej sprawie nastąpił podczas przesłuchania 20 kwietnia 2015 r.

Media podały, że Grabarczyk został przesłuchany przez prokuraturę w Ostrowie Wielkopolskim w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości, do jakich miało dochodzić w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Łodzi przy egzaminach i wydawaniu zezwoleń na broń palną. Policjanci z Łodzi mieli załatwiać VIP-om broń bez konieczności zdawania egzaminów. Dziennikarze śledczy portalu tvn24. pl ujawnili, że Grabarczyk został nagrany w sprawie egzaminu na broń, jednak łódzki prokurator nie wystąpił do sądu o to, aby podsłuchana rozmowa mogła być uznana za dowód w śledztwie. Kiedy kolejny prokurator, Krzysztof Drygas, zdecydował o przeszukaniu biura poselskiego wiceszefa PO, jego szefowie odebrali mu śledztwo, twierdząc, że nie miał on do tego dostatecznych przesłanek. Grabarczyk potwierdził, iż ma pozwolenie na broń i dodał, że otrzymał je „poprzez procedurę uzyskania pozwolenia”. Pytany, czy procedura ta przebiegła w sposób prawidłowy, odpowiedział: „to jest w tej chwili weryfikowane”.

Tymczasem Radio RMF FM poinformowało, iż jeden z policjantów usłyszał już zarzut poświadczania nieprawdy w protokole egzaminu na pozwolenie na broń, jaki obecny minister sprawiedliwości zdawał trzy lata temu. Pod tym samym protokołem podpisał się też Grabarczyk. W tej sytuacji prokuratura w Ostrowie Wielkopolskim zamierza wystąpić o cofnięcie mu pozwolenia na broń, ponieważ została ona uzyskana w wyniku przestępstwa.

Wrogowie PO z PiS-u mogliby zacierać ręce z powodu kolejnej kompromitacji członka rządu pani Kopacz, gdyby nie fakt, że w przyszłym tygodniu na przesłuchanie wezwany został również poseł tej partii Dariusz Seliga. Według doniesień TVN24, jego rozmowy ze Zbigniewem K., naczelnikiem Wydziału Postępowań Administracyjnych w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Łodzi – podobnie jak Cezarego Grabarczyka – zarejestrowało Biuro Spraw Wewnętrznych. W związku z tym szef klubu parlamentarnego PiS Mariusz Błaszczak podjął decyzję o zawieszeniu Seligi, domagając się jednocześnie dymisji Grabarczyka. Jeszcze dalej poszedł Zbigniew Ziobro, żądając także odwołania ministra spraw wewnętrznych Teresy Piotrowskiej, która w jego przekonaniu musiała wiedzieć o całej sprawie i kryła ją.

Swoistym pocieszeniem dla PO i PiS oraz innych partii może być decyzja Prokuratury Okręgowej w Warszawie o umorzeniu śledztwa w sprawie tzw. kilometrówek. Śledczy badali, czy w związku z rozliczeniem wyjazdów służbowych prywatnymi autami wprowadzani byli w błąd pracownicy Kancelarii Sejmu oraz czy parlamentarzyści poświadczali nieprawdę. Po analizie zgromadzonego materiału dowodowego okazało się, że brak jest podstaw do wszczęcia postępowania przeciwko komukolwiek z 25 kontrolowanych posłów. Przypomnijmy, że oprócz Radosława Sikorskiego, wobec którego było najwięcej podejrzeń, śledztwem objęci byli m. in.: Sławomir Neuman, Andrzej Halicki, Paweł Suski z PO, Jolanta Szczypińska, Krystyna Pawłowicz, Marek Kuchciński, Karol Karski, Bolesław Piecha, Jacek Sasin, Marcin Mastalerek z PiS, Beata Kempa ze Zjednoczonej Prawicy i Eugeniusz Grzeszczyk z PSL.