Rząd w Warszawie decydując się nie wpuścić do Polski grupy motocyklowej „Nocne Wilki” po raz pierwszy wygrał konfrontację z Rosją od czasu katastrofy smoleńskiej.

Co prawda ranga obu wydarzeń jest niewspółmierna. Katastrofa stanowi punkt przełomowy w najnowszych dziejach kraju, gdy incydent motocyklowy to tylko balon próbny ze strony Moskwy, czy Polacy zachowali resztki dumy narodowej i jak powszechna jest chęć oporu wobec Rosji. Okazało się, że znaczna większość Polaków chce postawić się zakusom Kremla. W sondażu 52 procent opowiedziało się za zatrzymaniem „Nocnych Wilków” na granicy państwa, a 40 procent za ich przepuszczeniem do Niemiec. Świadczy to o zmianie nastrojów Polaków, do tej pory skutecznie straszonych Rosją przez rządową propagandę.

Polskie ministerstwo spraw zagranicznych powiadomiło w ubiegły piątek, że nie wpuści rajdu do kraju. Kiedy w poniedziałek rano niepełna grupa dziesięciu motocyklistów stawiła się na granicy w Terespolu, została poddana groteskowo szczegółowej kontroli przez straż graniczną i dostała zakaz wjazdu z powodu braku wystarczających informacji o zamiarach, trasie przejazdu oraz planowanych noclegach. Rzecz jasna był to tylko pretekst, żeby utrzeć im nosa.

Rajd wyruszył z Moskwy w sobotę. W niedzielę dotarł do Katynia, gdzie motocykliści uczcili pamięć polskich oficerów zamordowanych na rozkaz Stalina wiosną 1940 roku. Następnie mieli przyjechać do Warszawy a potem do Auschwitz-Birkenau, ale zostali zatrzymani na granicy z Białorusią. Rosyjskie MSZ zażądało wyjaśnień od strony polskiej a ich ambasador powiedział, że tak została stracona szansa poprawy stosunków między obu krajami.

Natomiast lider rajdu Aleksandr Załdostanow oświadczył na konferencji prasowej w Brześciu, że mimo postawienia im szlabanu przez polską straż graniczną rajd rosyjskich motocyklistów dojdzie do skutku. Zaznaczył, że nie robią niczego, co byłoby sprzeczne z prawem. Ostrzegł też, że nastroje antyrosyjskie „mogą się źle skończyć”, kiedy w przedzień rocznicy zwycięstwa nad faszyzmem „musimy się chować, ukradkiem iść na mogiły naszych przodków”.

Rajd ponad stu motocyklistów miał przejechać szlakiem Armii Sowieckiej z Moskwy przez Europę wschodnią i środkową na uroczystości 70 rocznicy pokonania Trzeciej Rzeszy w Berlinie. Trasa prowadziła przez Białoruś, Warszawę, Wrocław, Brno, Bratysławę, Wiedeń, Monachium, Pragę, Torgau i Karlshorst do stolicy Niemiec, w sumie sześć tysięcy kilometrów. Taki rajd „Nocnych Wilków” miał miejsce dwa lata temu. Wtedy nikt nie zwrócił na to uwagi. Jednak od tego czasu doszło do rosyjskiej agresji na Ukrainę i oderwania Krymu. Następowały kolejne prowokacje ze strony Rosji tuż przy granicach państw NATO. Można było słusznie przypuszczać, że rajd stanowi w tym roku fragment większej gry Kremla – badania morale mieszkańców państw, przez które miał jechać.

W tygodniach poprzedzających rajd polskie media i politycy od prawej do lewej strony sceny wytworzyły atmosferę próby sił między Moskwą a Warszawą. Nie bez racji „Nocne Wilki” nie są zwykłym gangiem motocyklowym. Pozostają w przyjaźni z prezydentem Putinem. Gazeta Polska ustaliła, że to groźni „najemnicy gotowi do walki w każdych warunkach, umiejący posługiwać się każdym rodzajem broni, wyszkoleni w najbardziej brutalnych systemach bojowych.” Wchodzą w skład Holdingu Struktur Ochronnych „Wilk” obok Międzynarodowego Związku Żołnierzy Sił Desantowych. Trzonem holdingu jest agencja ochroniarska też o nazwie „Wilk”. Na jej czele stoi Geinnadij A. Nikulow, wojskowy działający w strukturach władzy od czasów sowieckich. Rosyjskie Ministerstwo Obrony Narodowej odznaczyło go medalem „za odzyskanie Krymu”. Holding zajmuje się ćwiczeniami dla ochroniarzy i wojska, treningami psychologicznymi i uczeniem posługiwania się bronią palną.

Mimo zakazu wjadzu dla zorganizowanej grupy, motocykliści próbują przedostać się do Polski z obwodu kaliningradzkiego nad północną granicą kraju. Nasuwa to pytanie w jaki sposób tak szybko znaleźli się na tym terenie, który jest odcięty od Rosji i daleko położony. Nie wjechali przez Litwę, bo odmówiła im prawa przejazdu. Mogli dostać się drogą morską, ale nastąpiło to dziwnie szybko. Czyżby przedostali się do Kaliningradu wojskowym, rosyjskim transportem?

Również rząd w Berlinie odmówił Wilkom prawa wjazdu na teren Niemiec, ponieważ według MSZ nie służyłoby to poprawie stosunków niemiecko-rosyjskich. Ponadto władze unieważniły wizy, które zostały wyłudzone przez podanie nieprawdziwych danych. MSZ i niemieckie MSW oświadczyły wcześniej, że „sprzeciwiamy się wszelkim próbom instrumentalizowania zarówno bezgranicznych cierpień ofiar wojny, jak i oporu wobec nazistowskiej dyktatury”.

Wszakże inną opinię na ten tamat ma moskiewski korespondent niemieckiego tygodnika „Der Spiegel”. Pisze on na portalu tygodnika, że z moskiewskiej perspektywy widać „coś, co przybiera postać małej wojny”. Uważa, że ta grupa motocyklowych megalomanów już osiągnęła swój cel. Rosyjska propaganda stylizuje bowiem „Nocne Wilki” na ofiary odcięte od Europy. Pozwala też na oburzające pomówienie, że postępowanie wobec motocyklistów ma swe źródła w „rzekomo głęboko zakorzenionej sympatii Zachodu do nazizmu”.

Wydaje się jednak, że rządy w Warszawie i Berlinie postąpiły słusznie blokując „Nocne Wilki”. Po rosyjskiej agresji na Ukrainie i prowokacjach na granicach z NATO, trzeba pokazać Moskwie, że Europa jest zdolna do sprzeciwu wobec Kremla.