Księżna Cambridge, Catherine powiła córkę! 2 maja przyszła na świat Charlotte Elizabeth Diana. Dziewczynka waży 3,7 kilograma i – jak podają media – jest czwarta w kolejce do brytyjskiego tronu. Już po niecałych dziesięciu godzinach od narodzin, para królewska zaprezentowała córkę światu, a konkretnie oszalałemu tłumowi, który zgromadził się pod drzwiami szpitala.

„Koczuję tu od tygodnia”- wyznała, zadowolona z siebie, starsza pani i zaprosiła kamery do wnętrza namiotu wypełnionego po brzegi gadżetami związanymi z royal baby. Jak widać niewiele się zmieniło od czasów średniowiecza. Dobrze, że ciżba nie domaga się widoku zakrwawionych prześcieradeł, jak to onegdaj bywało (choć z innych powodów).

Tak czy inaczej biedna Kate nie mogła uciec przed światową histerią i zamiast odpoczywać w łóżku, musiała wbić się w elegancką suknię, buty na obcasie i uśmiechając promiennie machać do zebranych. Zdjęcia szczęśliwych rodziców obiegły świat i wydawało się, że wszyscy z tego powodu oszaleli. A najbardziej Rosjanie, którzy na łamach prokremlowskiej gazety oświadczyli, że to wszystko pic na wodę fotomontaż, bo dziecko urodziło się trzy dni wcześniej i to za sprawą surogatki.

Trudno orzec, co bardziej przeraża, doniesienia „Komsomolskiej Prawdy” czy „wyceny” brytyjskich ekonomistów, które pojawiły się w prasie kilka dni po narodzeniu maleństwa. Eksperci oszacowali, że Charlotte jeszcze zanim skończy dziesięć lat, będzie warta ponad 10 miliardów funtów. „Księżniczka rocznie przynosić będzie gospodarce około 150 milionów funtów, głównie poprzez zyski w branży modowej i urody”- powiedział Robert Mendrick z „The Telepgraph”. „Jej każdy ruch, każdy strój, każda fryzura będą przeanalizowane, opisane i skopiowane przez kobiety na całym globie”- dodał. Gdyby biedna Charlotte wiedziała, co ją czeka, pewnie wróciłaby z powrotem do łona matki.

*
Kilka tygodni temu wybuchł w Polsce skandal z różową furażerką pisarza Michała Witkowskiego i znakiem „SS”, który ów pisarz był przeoczył wdziewając nakrycie na swoją – nie do końca trzeźwo myślącą – głowę. „Nie przyjrzałem się wnikliwie” – tłumaczył mętnie i nikt mu nie uwierzył. Wszyscy bowiem znają symbol gestapo i „SS” kojarzą z hitlerowskim okrucieństwem. Czyżby?

Filip Chajzer, dziennikarz jednej z komercyjnych stacji, przeprowadził sondę na ulicach Warszawy. Pokazywał kartkę z symbolem „SS” i pytał przechodniów, z czym im się kojarzy. „Przypomina mi taki zespół, Mettalicę”, „Piorun. Oznacza wysokie napięcie”, „Wygląda mi to na strzały”- odpowiadały, głównie młode, osoby. „Wygląda jak 44”, „Kojarzy się z wojną, z tym, no, Powstaniem”- „Czy to symbol Powstania Warszawskiego”- dopytywał dziennikarz. – „Tak”- padła odpowiedź.

Na 41 zapytanych osób, tylko 11 odpowiedziało prawidłowo. W tym dwóch obcokrajowców: dziewczyna z Rumunii i mężczyzna z Brazylii.

*
„Co zrobiłeś, czego się najbardziej wstydzisz” – zapytano Artura Andrusa podczas telewizyjnego show. Andrus, dziennikarz radiowej Trójki, satyryk, autor tekstów piosenek, a od niedawna również ich wykonawca, odparł: „Kiedyś w hotelu zjadłem batonika z minibaru.” W tym zuchwałym czynie nie byłoby nic złego, gdyby nie dalsza część opowieści. „A potem zobaczyłem, że na stacji benzynowej obok są takie same, tańsze i postanowiłem odkupić.”

Autor szlagieru „Piłem w Spale, spałem w Pile” oddając rano klucze został przyłapany na kłamstwie. „Korzystał pan z minibarku?”- zapytała recepcjonistka. „Nie”- odpowiedział z kamienną twarzą Andrus. „A batonika pan nie jadł”? Okazało się, że zaraz po wyjściu obsługa hotelu „wtargnęła” do pokoju w celu sprawdzenia zawartości małej lodówki. I dziennikarz do dziś rumieni się na wspomnienie tego cytuję „haniebnego czynu”.

Miło od czasu do czasu zobaczyć w polskiej telewizji osobę publiczną, która się jeszcze wstydzi. I nie wstydzi się do tego przyznać.

David Beckham. Foto: Adidas

David Beckham. Foto: Adidas

David Beckham, najsłynniejszy piłkarz na świecie, skończył 40 lat. Z tej okazji prasa kolorowa zarzuciła fanów zdjęciami umięśnionego torsu, wytatuowanych bicepsów i jędrnej pupy sportowca opiętej bielizną firmowaną jego nazwiskiem.

A sam David – postanowił przebić wszystkie tabloidy i portale plotkarskie razem wzięte – i założył konto na Instagramie. Co – wyjaśniam niewtajemniczonym – oznacza, że teraz zdjęcia torsu, bicepsów, łydek i reszty piłkarz będzie zamieszczał osobiście.

Czyżby szykowała się internetowa wersja serialu 40-latek? W PRL-u mieliśmy siwiejącego inżyniera Karwowskiego, z Maliniakiem na dokładkę, teraz możemy oglądać boskiego Davida. Czasy się zmieniają. I bywa, że na lepsze.