Tallulah Bankhead

Tallulah Bankhead

Prawdziwy talent nie wystarcza ani na scenie, ani na ekranie. W czasach podwójnej moralności wybaczano wszystko mężczyznom. Teatralny lub filmowy gwiazdor mógł sobie pozwolić nie tylko na głośne romanse, ale i zwykłe przygody bez najmniejszego uszczerbku dla swojej kariery.

Dodawały mu one tylko glorii w oczach publiczności, szczególnie jeśli odgrywał rolę wielkiego amanta jak chociażby Rudolf Valentino. Zupełnie inną miarę przykładano do aktorek, żądając od nich może nie tyle cnoty, co zachowania bezwzględnej dyskrecji. Niestety, opisana na tych łamach i nader utalentowana bohaterka nie wzięła sobie wcale tej przestrogi do serca.

Tallulah Bankhead urodziła się 31 stycznia 1902 r. Przyszła na świat w Hunstville. Średniej wielkości miasto było położone w stanie Alabama. Pochodziła z bardzo wpływowej i zamożnej rodziny. Zarówno jej dziadek, jak i ojciec byli senatorami w amerykańskim Kongresie. Co więcej, współkoledzy bardzo liczyli się z ich zdaniem.

Niezwykłe imię odziedziczyła po swojej babce. Zamiast tradycyjnej podróży poślubnej do Europy, nowożeńcy z drugiej połowy XIX w. zdecydowali się na zwiedzenie własnego kraju. Zobaczywszy w stanie Georgia przepiękny wodospad Tallulah, jej prababka dała to imię swojej pierworodnej córce.

Niezależnie od dobrobytu, charakter naszej bohaterki uformowało niezbyt szczęśliwe dzieciństwo. Spędziła je w cieniu starszej i bardzo ładnej siostry, która była ulubienicą wszystkich. Grube i niezdarne dziecko, o dziwacznych rysach nie umiało zdobyć sympatii nie tylko bliskich sobie ludzi, ale także koleżanek i kolegów w szkole podstawowej.

Dopiero okres dojrzewania przekształcił Tallulah w piękność, choć o bardzo charakterystycznych rysach. Niezwykle zdolna dziewczyna ukończyła prywatną pensję dla panienek z dobrego domu. Pobyt w internacie nauczył ją – acz nie końca – współżycia z otoczeniem. Niestety, nigdy nie wyzbyła się całkiem swoich kompleksów. Tallulah bardzo łatwo przechodziła od zbytniej arogancji do wprost czarnej rozpaczy. Rzutowało to nie tylko na jej karierę, ale i życie prywatne. A do tego dochodził nieokiełzany temperament.

Grożąc głodówką rodzinie, wymusiła na niej pozwolenie na wyjazd do Nowego Jorku. Ojciec otworzył jej tu konto, pozwalając bankowi na miesięczne i wcale niemałe wypłaty w określonej wysokości. Wystarczyły one na życie i opłatę czesnego w dwuletniej Academy of Dramatic Arts. Tallulah zajmowała też kawalerkę w nieistniejącym już hotelu „Barbizon”. A warto wiedzieć, iż ów zabytkowy hotel wcale nie był tani.

Choć była urodzoną aktorką, to nie ulega żadnej wątpliwości, iż studia oszlifowały jej talent. Niestety, zdaniem nie tylko krytyków, ale i reżyserów czegoś nieokreślonego brakowało jej do osiągnięcia prawdziwej wielkości. A miała przecież właściwe rysy do tragicznej roli. Tallulah posiadała wielkie czarne oczy, ocienione gęstymi rzęsami, zgrabny nos i ładnie wycięte usta, z opuszczonymi kącikami. Długa szyja, dobry owal twarzy i bardzo gęste włosy jak również głęboki, acz dźwięczny głos dopełniały bardzo interesującej całości. Charakterystyczny głos miał związek z lekką chrypką po przebytym wcześniej bronchicie.

Swoją karierę na Broadwayu zaczęła od epizodycznych rólek. Uzyskała rozgłos w latach trzydziestych, wcielając się bez reszty w Reginę Giddens. Brawurowo zagrała bohaterkę tej drapieżnej sztuki, zatytułownej „Little Foxes”. Podobnie jak „Moralność pani Dulskiej” demaskowała ona mieszczańską moralność. Jej autorką była Lillian Hellman. Późniejszą rolę filmową powierzono jednak Bette Davies, która stworzyła w niej wprost niezapomnianą kreację.

A nie było to wcale precedensem w karierze Bankhead. Oliwy do ognia dolała mimo woli sama Bette. Myśląc, iż oddaje honor swojej poprzedniczce, przyznała naiwnie, iż wzorowała się na niej, kreując bohaterkę, wymienioną powyżej. Tallulah wpadła wtedy w furię, obrażając niepotrzebnie wielką aktorkę.
W gruncie rzeczy nikt ze środowiska nie zanotował momentu, w którym nastąpiła metamorfoza w życiu Tallulah. Uprawiająca skryte i dyskretne romanse, panna stała się nimfomanką i to nieomalże z dnia na dzień. Nie wybierała już sobie partnerów do łóżka, biorąc także udział w orgiach. Przekreśliła tym samym swoje szanse na wielkie role. A jeśli wierzyć ówczesnym teatromanom, miała zadatki na tragiczkę i to nieomalże klasy niezapomnianej Sarah Bernhardt.

Wielkość wymaga nie tylko pracy nad sobą, ale i dyscypliny, czego Tallulah wyraźnie zabrakło. Rozpierająca ją pasję życia prowadziła do rozmieniania się na drobne, nadużywając wszelkich dozwolonych i niedozwolonych przyjemności. Jak kiedyś orzekł recenzent z „New York Timesa”: – Panna Bankhead wolała odgrywać samą Tallulah na scenie życia, niż wcielać się w pełni w kolejne postacie. Blyszczała i brylowała wśród nowojorskiej socjety, z upodobaniem plotkując, dowcipkując i szokując przy każdej okazji. Tallulah wamp i kobieta z półświatka prawie zupełnie przyćmiła aktorkę.

O jej ekscesach krążyły legendy. Kiedyś zjawiła się w garderobie jednego z aktorów w stroju Ewy. Gdy ten zerwał się na równe nogi, zapytała z udanym zdziwieniem, czyż nie widział jeszcze w życiu platynowej blondynki. Tak oto skomentowała podstawowy problem płci pięknej – „Nie rozumiem dlaczego kobiety ukrywają swój wiek. Ja mam 36 lat”. A zbliżała się już wtedy do pięćdziesiątki.

Całymi latami czekała na wymarzone spotkanie z Garbo, do którego doszło na wielkim przyjęciu na cześć „zimnego płomienia Szwecji”. Na powitanie pociągnęła ją lekko za słynne z długości rzęsy, mówiąc niewinnie: – I kto by pomyślał, iż są zupełnie prawdziwe. Nie obrażając się wcale, boska Greta przybyła na bal karnawałowy, zorganizowany przez Tallulah. Przebrana za swoją służącą, dygnęła uprzejmie, wypowiadają następującą kwestię: – Miss G. jest chora i przysłała mnie w zastępstwie. Po prapremierze „Szklanej menażerii”, w której Tallulah przyszło odegrać główną rolę, niemiłosiernie skrytykowała sztukę w obecności dramturga, którym był Tennessee Williams.

Do największych sukcesów Tallulah na wielkim ekranie należała główna rola w filmie Cukora, zatytułowanym „Tarnished Lady”. Jej partnerem był tu Cary Grant. Niezależnie od świetnej kreacji, stworzonej przez Tallulah w „Lifeboat”, w reżyserii Hitchcocka, bezskutecznie ubiegała się ona o rolę Scarlett w „Przeminęło z wiatrem”. Powierzono ją Vivian Leigh. Zagrała za to na Broadwayu bohaterkę dramatu Cocteau, zatytułowanego „Dwugłowy orzeł”. Obecny na prapremierze autor wynosił ją pod niebiosy za wcielenie się bez reszty w monarchinię fikcyjnego państewka. I cóż z tego, skoro w znakomitej zresztą wersji filmowej oddano ją innej aktorce.

A na zakończenie wypada wspomnieć o wielkiej i zarazem niespełnionej miłości jej życia. Stał się nią angielski baron, Napier Allington, który przyszedł na świat w 1894 r. Ów arystokrata z krwi i kości był ponoć obdarzony nieodpartym wprost urokiem. Odwiedziwszy Nowy Jork w 1921 r., spędził tu prawie całą dekadę. Jeśli wierzyć plotkarzom, ich związek miał platoniczny charakter.

Występując nieomalże do końca na scenie Tallulah, zmarła 12 grudnia 1968 r. Chwała zdobyta na Broadwayu jest ulotna i prawie nikt już nie pamięta o Tallulah Bankhead, gdyż zagrała zaledwie w kilku filmach.