Tak mnie ciekawość rozpiera, że w ojczyźnie co jakiś czas zapuszczam się na prowincję. I nie ukrywam, iż doznaję na niej pozytywnych na ogół wrażeń. Już nie tylko kościoły i plebanie są wymuskane, ale i urzędy miejskie i gminne oraz domy kultury zwane ostatnio centrami.

Także i tereny szkolne świecą wzorowym porządkiem, nie mówiąc już o boiskach. Walących się chat jest coraz mniej, coraz mniej jest też podwórek, na których panuje przysłowiowy do niedawna rodzimy bałagan. W miasteczkach ryneczki są odnowione, ratuszki ukwiecone, rabatki wygrabione, alejki wytyczone, ławeczki ustawione.

Nawet miejscowości, które nigdy nie miały rynku, teraz coś tam sobie kombinują, co by rynek przypominało, jak np. w Koszęcinie. W centrum Mławy imponuje zadbany park z pomnikiem marszałka Piłsudskiego oraz piękne popiersie Stanisława Wyspiańskiego przed liceum jego imienia, zaś w sąsiednim Działdowie – zamek, nowoczesny dworzec kolejowy i interaktywne Muzeum Krzyżackie.

W obu miasteczkach zabytki są ładnie odnowione. Część sklepów otwarta jest także w niedzielę, zaopatrzenie wszędzie znakomite. Nie trzeba jeździć do większych ośrodków, by kupić wszystko, co do życia jest potrzebne. Młodzież nie różni się wyglądem od swych rówieśników z dużych miast.

Komputer i samochód mają już niemal wszyscy, bywa że żona swój a mąż swój. Znacznie gorzej jest z umiejętnością i kulturą jazdy. Drugi kierowca na szosie postrzegany jest często, nie jako wspólny jej użytkownik i pobratymiec, ale jako konkurent lub wręcz wróg. Nie wiadomo właściwie dlaczego.

Na stacjach benzynowych również można dostać niemal wszystko, nie wyłączając piw i wysokoprocentowych napojów wyskokowych. Bywa, że serwowana tam kawa jest na przyzwoitym poziomie. Toalety na ogół czyste z ciepłą wodą w kranach. Europa Zachodnia, chciałoby się przyznać, gdyby nie potwornie brzydkie budownictwo jednorodzinne nie pasujące przeważnie ani do najbliższego otoczenia, ani stylu dominującego w danym regionie.

I tak jest w całym kraju. Każdy buduje co chce i jak chce, słowem niby to wolna Amerykanka. Przy szosach prowadzących do kolejnych miejscowości ustawiane są koszmarne reklamy, które szpecą niemiłosiernie krajobraz i są oznaką równie koszmarnego gustu właścicieli lub zarządów reklamujących się firm.

Mówi i pisze się o tym od lat, ale nic się w tym względzie nie zmienia, podobnie jak i z zasłanianiem wielkimi reklamami Ściany Wschodniej i innych budynków w Centrum Warszawy.

Inną osobliwością Polski jest to, że wszyscy się od wszystkich odgradzają. Sąsiedzi od sąsiadów, dom od domu, posesja od posesji, gospodarstwo od gospodarstwa, kamienica od kamienicy. Gdzie nie spojrzeć tam mury, płoty i siatki z kolcami.

Pod tym względem Polska nie naśladuje Ameryki. W wielu oknach na parterze są kraty, widać je także w oknach na ostatnich piętrach. Nie pamiętam krat w domach amerykańskich i kanadyjskich. Nie przypominam ich sobie z czasów pobytów we Francji, Szwajcarii, Austrii i Niemczech. Czyżby w tych krajach było mniej włamań do mieszkań?

_

Lombardy są teraz wszędzie, w każdej dzielnicy, nie tylko w stolicy. Widomy znak biedy czyhającej za rogiem. Sklepy z alkoholem czynne całą dobę mnożą się jak grzyby po deszczu. Nierzadko są oddalone od siebie tylko kilkadziesiąt metrów. Podobno są pralnią brudnych pieniędzy. Tak w każdym razie twierdzą znajomi prawicowcy spod znaku PiS-u i okolic.

_

Znajomi prawicowcy spod znaku PiS-u i okolic nie znoszą liberałów spod znaku PO i okolic. I odwrotnie. To się nie zmienia. To się nasila. Jednak coraz częściej towarzyskim nietaktem jest wszczynanie sporów politycznych. Coraz częściej staje się to niepożądane także w życiu rodzinnym i między bliskimi sobie osobami.

_

Warszawska Opera Kameralna wystawiła operę młodego bydgoskiego kompozytora Michała Dobrzyńskiego skomponowaną na kanwie „Operetki” Witolda Gombrowicza. Na premierze pojawiła się wdowa po pisarzu Rita oraz główny polski gombrowiczolog – profesor Jerzy Jarzębski. Była także śmietanka stołecznego życia intelektualnego i artystycznego. Opera okazała się dziełem tyleż ambitnym, co trudnawym w odbiorze.

W pamięci nie została mi żadna aria, ani fragmenty zespołowe, nie wyłączając tanecznych. Być może dlatego, że wciąż brzmi mi w uszach muzyka skomponowana przez Tomasza Kiesewettera do „Operetki” wystawionej przez Kazimierza Dejmka w Teatrze Nowym w Łodzi. Było to niezapomniane przedstawienie, na które przyjeżdżała publiczność także spoza tego miasta, nie wyłączając Artura Rubinsteina.

Warszawska Opera Kameralna uczyniła z kompozycji Dobrzyńskiego zabawę w Gombrowicza, celnie trafiając w jego styl i wyobraźnię sceniczną. Sprawiły to przede wszystkim: groteskowa scenografia, takież ujęcie postaci i sytuacji przez reżysera i śpiewaków oraz groteskowe rozwiązania choreograficzne.

Spektakl jest dziełem tyleż dowcipnym, co umiejętnie szkicującym schemat dramatyczny „Operetki”, ale jako całość okazał się zbyt skrótowy i powierzchowny w porównaniu z pierwowzorem. Mieliśmy do czynienia z uczniowskim streszczeniem a nie z wystawieniem wielowarstwowego dzieła, które przecież można było wyśpiewać i wytańczyć w całości.

Na czas premiery siedziba tejże Opery została zmieniona w dom Gombrowicza, pełny przedstawiających go fotosów. Były m.in. jego zdjęcia w warszawskich wnętrzach, były także zdjęcia i wnętrza z okresu argentyńskiego i francuskiego. Gorzki i prześmiewczy Witoldo patrzył na nas, nie tylko z balkonu i ścian foyer, ale i spod drzew otaczających Operę.

Bardzo udana i potrzebna to inicjatywa, Gombrowicza bowiem nigdy dość. Nikt tak jak on nie obalał naszych mitów i stereotypów, co od jakiegoś czasu bardzo irytuje prawicę o nastawieniu narodowym.

_

Prócz Gombrowicza taż prawica zwalcza także i Prusa. Otóż Jan Polkowski na łamach tygodnika „wSieci” idiotycznie stwierdził, iż powieść „Lalka” jest pamfletem na polskość: „Kolaboracja, antykatolicka fobia, niewolnicza tęsknota za stabilizacją, kolonialne lokajstwo, zaorywanie polskiego przemysłu i pragnienie skończenia z niepodległą polskością – wszystkie śmiertelne argumenty i poglądy znane z dzisiejszych gazet, łącznie z lansowaniem prawa do nienaturalnej śmierci, sączył Prus Polakom dyskretnie w krew przy pomocy medium zakochanego idealisty”. Czekam teraz, kiedy redaktorzy „wSieci” zażądają usunięcia „Lalki” z lektury szkolnej.

_

Marian Hemar – „Światem rządzi sekretna pomiędzynarodówka – agresywnego durnia i nadętego półgłówka. (…) Rozumieją się wspólnym językiem i obyczajem i hasłem, które woła z ochotą raźną i rączą: ‘kretyni wszystkich krajów, łączcie się’ – więc się łączą” (…) My skłóceni, więc słabi, durnie zgodni, więc silni. My się często mylimy, durnie są nieomylni”. m