To bezsprzecznie jeden z najsłynniejszych obrazów amerykańskich. Wizerunek rozpoznawany przez wszystkich, choć niewielu pamięta nazwisko twórcy dzieła.

Jego autor, Grant Wood, należał do pomniejszych prowincjonalnych malarzy USA. Niczym się specjalnym nie zaznaczył, hołdował regionalizmowi w sztuce, przez większą część życia pracował w rodzinnym stanie Iowa – z dala od ośrodków kultury Stanów Zjednoczonych
Malował konwencjonalne obrazki. Na 43. doroczną wystawę amerykańskiego malarstwa i rzeźby zorganizowaną przez Art Institute w Chicago w 1930 r., wysłał obraz przedstawiający parę farmerów z Iowa – męża i żonę (choć sam artysta później twierdził, iż w jego intencji miał to być ojciec i córka) przed ich domem, który trochę wygląda jak lokalny kościół. Może głównie za sprawą łukowato spiętego górnego okna, a kształt taki Amerykanie nazywają „gotyckim”.

Kariera obrazu
Do obrazu pozowali Woodowi – osobno – jego siostra i lokalny dentysta. Na wystawie w 1930 r. otrzymał za tę pracę trzecią nagrodę i 300 dolarów – całkiem sporo jak na owe czasy. Dzieło i jego twórca znaleźli się na najlepszej drodze do zapomnienia – pewniejszej nawet niż zdobywca pierwszej w owym roku nagrody, Louis Ritman, malarz wtórny, uzależniony od francuskiego impresjonisty, Pierre Auguste Renoire’a, malujący piękne młode kobiety, często nagie – zapewne, aby zwiększyć popyt na swą sztukę, tym bardziej że na prowincji golizna na płótnie uchodziła za przejaw awangardowości.

Nieoczekiwana kariera „American Gothic” Granta Wood tworzy jedną z najciekawszych opowieści o wydarzeniu, jakie miało miejsce w amerykańskiej sztuce, a jednocześnie może stanowić świetną ilustrację do powikłanych często losów dzieł malarskich w ogóle.
Jak to się stało, że praca lokalnego twórcy, odnotowana na prowincjonalnej wystawie malarstwa, stała się jednym z najsłynniejszych dokonań artystycznych? Nie tylko w tym kraju, ale i na świecie. Może był to jakiś element groteski w przedstawionej scenie, nutka absurdu, surrealistycznego akcentu, a może nawet grozy, czy choćby niepokoju, że na obraz zwrócono uwagę. W pierwszej kolejności była to fala skarg i krytyki. W 1930 i 1931 r. lokalna prasa Chicago, Iowa i okolicznych stanów, opublikowały kopie nagrodzonych na wystawie dzieł. Konwencjonalne obrazy pierwszej i drugiej nagrody nie poruszyły nikogo, zaś „American Gothic” uznano za wizerunek satyryczny, w krzywym zwierciadle przedstawiający pracowitych mieszkańców wiejskich terenów USA. Posypały się protesty i potępienia. Grant Wood dowodził, iż nie miał żadnych satyrycznych intencji na uwadze, a chciał tylko przedstawić typową parę wieśniaków amerykańskich. Na próżno. Nikt nie chciał go słuchać, obraz zaczął już żyć własnym życiem.

Odmienne punkty widzenia

W pierwszym wcieleniu American Gothic” miał być krytyką prowincjonalnej Ameryki i jej mieszkańców – nietolerancyjnych, zaściankowych, zaciekłych czytelników Biblii i gwałtownie odrzucających wszystko, co nie mieści się w ich ciasnym światopoglądzie. Zaciśnięte usta przedstawionej pary, ponury, zawzięty wyraz twarzy, widły mężczyzny (ni to chłopa, ni kaznodziei) jako narzędzie pracy i jako oręż człowieka stojącego na straży wartości reakcyjnej Ameryki. Obraz Granta Wooda stał się symbolem prowincji USA w najgorszym sensie, satyrycznym wyrazem ciasnego szowinizmu spod znaku barw amerykańskiej flagi, zgodnie z deklaracją konserwatywnych, „prawdziwych Amerykanów” – podług powiedzenia, które jedynie można oddać po angielsku: We are blue, white, and read: blue collar, white skin, and red neck.

Lata trzydzieste były wyjątkowo ciężkie dla amerykańskich farmerów. Kryzys gospodarczy dał im się ciężko we znaki. Także w tym dziesięcioleciu środkowa część Ameryki – Oklahoma i okoliczne stany zostały nawiedzone przez niezwykłą klęskę żywiołową – dust bowl, czyli chmurę pyłu. Coś w rodzaju ogromnej burzy piaskowej, która przetoczyła się przez znaczne obszary Mid-Westu i zniszczyła kompletnie ziemię uprawną. Dramat amerykańskiego chłopstwa najlepiej opisał później John Steinbeck w „Gronach gniewu”. Z roli utrzymać się nie dało, wielu ruszyło do Kalifornii w poszukiwaniu zarobku.

„American Gothic” Granta Wooda zaczęto utożsamiać z wizerunkiem typowych wieśniaków tamtego regionu – niezłomnych i niepokonanych, wytrwałych i gotowych do poniesienia najcięższych trudów. Sól amerykańskiej ziemi, zawsze na roli, zawsze przed swym skromnym domem; nie do zdarcia. Zaciśnięte usta świadczą o determinacji i woli przetrwania. Obraz stał się symbolem triumfu Amerykanów nad przeciwnościami losu, wyrazem niezłomnego ducha większości tego społeczeństwa.

Ów pozytywny odbiór obrazu utrzymywał się przez następne dziesięciolecia. W czasie wojny rozważano nawet projekt zrobienia z „American Gothic” propagandowego plakatu. Obok „Rosie the Riveter” Normana Rockwella (o tym obrazie następnym razem) dzieło Granta Wooda miało ilustrować patriotyzm społeczeństwa amerykańskiego. Farmer z widłami przed swoim domem i jego żona ucieleśniać mieli niepokonanego ducha Ameryki, typowych, zwykłych mieszkańców kraju, ludzi gotowych, do obrony swej własności, tego, co im drogie, zdecydowanie stojących na straży wartości, które stanowią podstawę amerykańskiej demokracji.

Kolejna transformacja w widzeniu dzieła Granta Wooda nastąpiła w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Rewolucja obyczajowa, kryzys społeczny spowodowany m.in. wojną wietnamską, frontalny atak na tzw. amerykańskie wartości, w tym zwłaszcza tradycyjną rodzinę i purytańską moralność na pokaz, sprawiły, że obraz ten zaczęto postrzegać właśnie jako wyraz tego, co najgorsze w amerykańskiej rodzinie. Mężczyzna z widłami i jego żona, która nawet nie patrzy prosto w oczy, strzegą pozorów, aby broń Boże nikt nie zajrzał, co się dzieje za oknami i firankami schludnego domu. A według ówczesnych krytyków społecznych, za czystą, zadbaną fasadą amerykańskiego domu mają miejsce sprawy niegodne, niemoralne, a nawet zbrodnicze. Hipokryci – mąż i żona na pokaz, skrywają dysfunkcjonalną rodzinę. Rzekomo moralne na zewnątrz małżeństwo jest siedliskiem występku.

Ukoronowaniem tej interpretacji stał się film pod tytułem, a jakże – „American Gothic”. Plakat reklamujący ów film wyraźnie nawiązuje kompozycyjnie do obrazu Granta Wooda. Może w latach osiemdziesiątych, gdy go nakręcono, utwór ów miał jakąś nośność ideową. Widziałem go znacznie później – jako bezsensowny slasher, a nagromadzenie nieprawości rodzinnych, miast przerażać, po prostu niecierpliwiło. Aż się dziwiłem, że znakomity aktor Rod Steiger, zgodził się zagrać w podrzędnym horrorze. Może potrzebował pieniędzy…
Dziś z wizerunku amerykańskiej grozy tzw. normalnej, typowej rodziny nic nie zostało. Obraz staje się okazją do mnóstwa humorystycznych przedstawień; każdą parę prezydencką prezentowano podług pozy „American Gothic” przed Białym Domem. Nie oszczędzono nawet myszki Miki…

Sam twórca dzieła nie doświadczył nieprawdopodobnej kariery swego obrazu. Zmarł na początku 1942 r. Z „American Gothic” stała się rzecz niezwykła, choć zarazem jakże charakterystyczna dla dziejów sztuki: obraz pozostaje niezmienny, tak jak go Grant Wood namalował w 1930r., natomiast kolejno zmieniają się jego interpretacje, modyfikacji ulega społeczny charakter widzenia dzieła – raz jest obyczajowym portretem, humorystycznie satyrycznym wizerunkiem pary farmerskiej, to znów wzniosłym i patriotycznym przedstawieniem, a następnie – groźnym i ponurym obrazem dysfunkcjonalnej rodziny.
„American Gothic” nie jest obrazem, jest lustrem, w którym Ameryka ogląda się i rozpoznaje siebie na każdym etapie rozwoju.

„Na emigracji“, najnowsza książka Czesława Karkowskiego, do kupienia w księgarni Amazon: amzn.to/2g0fY9A