Paweł Kukiz wciąż jest zagadką, nie tylko dla swych potencjalnych wyborców, ale także dla swego potencjalnego koalicjanta, którym jest PiS.

Jego programowy brak programu wywołuje konsternację, zarówno wśród polityków, jak i wśród wielu dotychczasowych zwolenników. Brak programu bowiem może być chwytliwym hasłem dla młodych zbuntowanych i dla wielbicieli różnych happeningów politycznych i estradowych, ale na dłuższą metę jest nie do utrzymania. Szybko bowiem może okazać się buntem dla samego buntu i przekształcić się w anarchię dla samej anarchii. Sam Kukiz sprawia wrażenie człowieka, którego zaskakują dotychczasowe notowania w sondażach i kompletnie nieprzygotowanego do kariery politycznej, czemu trudno się dziwić. Brak programu i zapowiedź, iż jego Ruch nie stanie się partią, zaczynają już jednak niecierpliwić, co odbija się w rzeczonych sondażach. Oczywiście można powiedzieć, że programy zgłaszane przez partie podczas dotychczasowych kampanii wyborczych były oszustwem i szły do kosza zaraz po wyborach, podobnie jak większość obietnic dawanych społeczeństwu, ale jednak potrzebne są jakieś wektory orientacyjne. A tych ciągle brak, poza zapewnieniem, że kukizowcy będą ratować Polskę poza dotychczasowym systemem politycznym i bez współpracy z partiami, które nią rządziły, nie wyłączając PiS.
Jasne się zatem stało, że po takim oświadczeniu relacje między pisowcami a Kukizem stanęły pod znakiem zapytania. PiS powstrzymywał się dotychczas od totalnej krytyki swego konkurenta, bo jego zwolennicy stanowią obecnie trzecią siłę polityczną w kraju i mogą się przydać w przyszłości. Jarosław Kaczyński jakoś przełknął opinię, iż kieruje „straszną prawicą”. Ostatnio jednak coś zaczęło się zmieniać w tej mierze. Poseł PiS Joachim Brudziński poinformował w telewizji, że koalicja jego partii z ugrupowaniem Pawła Kukiza nie jest wcale przesądzona. Zwrócił jednocześnie uwagę, że znaczna część wyborców Pawła Kukiza nie rozumie sztandarowego postulatu ich kandydata, jakim są jednomandatowe okręgi wyborcze, zwane w skrócie JOW-ami. Brudziński jasno stwierdził, że Polska nie potrzebuje jednomandatowych okręgów wyborczych, ponieważ: „nie potrzebuje marnowania głosów Polaków. A JOW-y to miliony głosów, które pójdą w komin”. PiS-owi nie podoba się także postulat kukizowców, by partie polityczne nie były opłacane z budżetu państwa oraz ich otwartość na polityków od lewa do prawa i gotowość przyjęcia w swe szeregi osób niepewnych i podejrzanych.
Tymczasem Kukiz poparł inicjatywę zgłoszoną przez Beatą Szydło, by referendum w sprawie JOW-ów rozszerzyć o pytania dotyczące wieku emerytalnego, lasów państwowych i obowiązku szkolnego dla sześciolatków. Na Facebooku wyraził on nadzieję, że prezydent Komorowski pozytywnie się ustosunkuje do tej inicjatywy, co niestety okazało się tylko pobożnym życzeniem. Odnosząc się do chaosu informacyjnego dotyczącego jego działalności – zawinionego po części przez niego samego – Kukiz zaznaczył, że nikt nie ma prawa do używania nazw sugerujących, że „tworzone przez niego struktury, komitety czy organizacje są oficjalną strukturą wyborczą ruchu, który budować będziemy na wybory parlamentarne”. Jednocześnie oznajmił, iż nie istnieją w tej chwili żadne oficjalne struktury „Ruchu Kukiza” w żadnej miejscowości.
Jasne jest, że te deklaracje przyprawiają PiS o ból głowy. Wspomniany Joachim Brudziński przypomniał na wszelki przypadek, że to nie Ruch Kukiza a PiS był i jest „jedyną antysystemową partią”. Jego zdaniem proste populistyczne hasła „żerujące na, w wielu wypadkach uzasadnionych, emocjach Polaków są czymś skrajnie nieodpowiedzialnym”. Niezależnie od tego, czy to się podoba kukizowcom, czy nie, siłą PiS-u jest jego program. „Jeśli Paweł Kukiz tego nie zauważył, to albo ma ograniczone zdolności postrzegania politycznej rzeczywistości, albo widzi to znakomicie, ale w sposób nieuczciwy dokonuje manipulacji, by budować swoją pozycję polityczną” – oświadczył Brudziński. Przestrzegł on jednocześnie przed rozpadem Ruchu Kukiza, co może oznaczać wzmocnienie PO, czyli przywrócenie stanu, jaki jest w obecnym parlamencie.
Postawą Kukiza zawiedziony jest także Krzysztof Wyszkowski, wielki wróg Wałęsy i równie wielki zwolennik PiS. W jego przekonaniu „Kukiz i jego sztabowcy nie wykonali żadnej pracy w kierunku budowy struktur. Oni nie przygotowali niczego, nie zrealizowali żadnego planu. Teraz Kukizowi pozostało wykrzykiwanie haseł, które w mojej ocenie są głupstwem, że każdy program jest kłamstwem”. Wyszkowskiego także niepokoi fakt, iż Kukiz ogłosił, że zaprasza na swoje listy wszystkich antysystemowych kandydatów, nie wyłączając Magdaleny Ogórek niedawnej SLD-owskiej kandydatki na prezydenta. To wystawia go na pośmiewisko.
Najgorsze w tej całej sytuacji jest to, że Kukiz zachowuje się tak, jakby nie zdawał sobie sprawy z wagi sprawy i niebezpieczeństwa, że niebawem może wypaść z gry. Jego niedawny okrzyk, że kiedy przegra, będzie miał w dupie politykę i wróci na estradę” świadczy tyleż o infantyliźmie, co niepokojącej niefrasobliwości. Jego poszczególne wypowiedzi i internetowe wpisy, owszem ujawniają dobre intencje i żarliwość trybuna, ale jednocześnie obnażają brak wykształcenia i ogłady, nieporadność intelektualną oraz pogardę dla wiedzy o strukturach państwa. W każdym razie coraz częściej jawi się on jako człowiek zadufany w siebie i wierzący, iż jest geniuszem, w czym przypomina Wałęsę. Jeśli złośliwy los sprawi, że będzie koalicjantem Kaczyńskiego, to mamy murowaną powtórkę z pamiętnej wojny na górze.
Eryk Promieński