Bracia: Aby nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz Pan mi powiedział: „Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali”. Najchętniej więc będę się chełpił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny.

2 Kor 12,7-10

Po okrucieństwach II wojny światowej, 24 października 1945 powołano do życia Organizację Narodów Zjednoczonych. Przyświecały jej szczytne cele, jak: Utrzymanie międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa za pomocą zbiorowych i pokojowych wysiłków. Rozwijanie przyjaznych stosunków między narodami na zasadach samostanowienia, równouprawnienia i sprawiedliwości. Rozwiązywanie konkretnych problemów międzynarodowych, gospodarczych, społecznych, kulturowych, humanitarnych, czy dotyczących praw człowieka na zasadzie współpracy międzynarodowej oraz uznania równości ras, płci, języków i wyznań. Wiemy dobrze, że z realizacją tych pięknych idei bywa różnie. Już w momencie założenia ONZ, Polacy mieli poczucie niesprawiedliwości. Świadek obrad w San Francisco – Aleksander Bregman w książce „Dzieje pustego fotela…”., opisuje, w jaki sposób potraktowano na konferencji założycielskiej Polskę – państwo, które jako pierwsze stało się ofiarą Hitlera i Stalina w 1939 roku, które pierwsze stawiło opór i przez następne pięć lat jego żołnierze walczyli o niepodległość na wielu frontach. Polskie siły zbrojne zaangażowane w II wojnie światowej w walkę przeciw nazistom stanowiły czwartą co do wielkości armię aliancką w Europie.
W czasie uroczystości założycielskich ONZ wśród 45 sztandarów nie było sztandaru polskiego. O tej niesprawiedliwości pamiętał wybitny pianista Artur Rubinstein w czasie koncertu dla delegatów. Wielki pianista grał w sali, gdzie pozostawiono flagi „Narodów Zjednoczonych”, ale bez flagi polskiej. Rubinstejn odegrał zgodnie ze zwyczajem hymn amerykański, po czym wstał i powiedział: „W tej sali, w której tworzy się historię cywilizacji bez udziału Polski, zagram obecnie mój hymn narodowy – hymn polski”. Wszyscy wstali, a gdy Rubinstein skończył grać Mazurka Dąbrowskiego, sala zgotowała mu owację, która przyćmiła brawa dla któregokolwiek z mówców. Oklaski mówiły, że nie da się zagłuszyć prawdy przez wyrachowania polityczne, fałszywe intencje, przez prawa z ludzkiego nadania. Prawda, która spływa z nieba i staje się głosem sumienia jest najważniejsza i wcześniej czy później zajaśnieje nad pokrętnymi prawami ludzkimi i godnościami z ludzkiego nadania.

Z ludzkiego nadania powoływani są generalni sekretarze ONZ. Było ich wielu. Niewielu z nich pamiętamy, a tylko nielicznych szanujemy i cytujemy. A to dlatego, że godność z nadania ludzkiego przepoili mądrością z nieba. Należał do nich Dag Hammarskjold, który tak mówił o swojej wierze: „Bóg nie umiera w momencie, gdy przestajemy wierzyć w jakieś osobowe bóstwo. To my umieramy w dniu, w którym nasze życie przestaje być rozświetlane promieniami codziennie trwającego zdumienia, którego źródło znajduje się poza wszelką przyczyną”. Na stanowisko Sekretarza Generalnego ONZ Hammarskjold został wybrany w roku 1953. W swoim dzienniczku napisał jaki przyświecał mu cel w przyjęciu tej funkcji: „Obezwładnić śmierć. To idea, której służysz. Idea, która musi zwyciężyć, jeśli ludzkość ma nadal istnieć. Ta idea żąda twej krwi. To tej właśnie idei masz pomóc do zwycięstwa ze wszystkich sił swoich. Wiedząc to, powinieneś z łatwością zdobywać się na uśmiech, gdy będą krytykować twoje decyzje, wyśmiewać przejawy ‘idealizmu” i na śmierć skazywać to, czemu poświęcasz swoje życie”. Tej idei był wierny do końca. W roku 1960 podczas jednej z pokojowych podróży zginął w katastrofie samolotowej. Przy jego zwłokach znaleziono książeczkę Tomasza a Kempis,, O naśladowaniu Chrystusa”.
Wkrótce potem ukazał się drukiem jego dziennik duchowy „Drogowskazy”. Wtedy świat dowiedział się, skąd ten człowiek, naukowiec, ekonomista, polityk, filozof i poeta, czerpał moc i siłę do przezwyciężenia wszelkich trudności i wytrwałej walki o pokój. Ileż mądrości i wiary możemy znaleźć w jego modlitwach: „Oby wszyscy mogli Cię widzieć – także i we mnie, obym mógł przygotowywać drogę do Ciebie, obym mógł dziękować Ci za wszystko, co mnie spotyka, obym mógł przy tym nie zapominać o potrzebach innych ludzi. Ogarnij mnie swoją miłością, tak, jak chcesz, bym ja ogarnął nią wszystkich. Oby wszystko, co jest we mnie, obrócić się mogło ku Twej chwale i obym nigdy nie zaznał rozpaczy. Bo jestem pod Twoją ręką, a w Tobie jest pełnia sił i dobroci. Jestem ‘Twój” – bo Twoja wola jest moim przeznaczeniem, ofiarowany – bo moim przeznaczeniem jest, byś mnie użył i zużył według Twojej woli”. Jakże pouczające są słowa inspirowane Modlitwą Pańską: „Święć się imię Twoje – nie moje, Przyjdź Królestwo Twoje – nie moje, Bądź wola Twoja – nie moja”. Jakże pięknie ta modlitewna refleksja współgra ze słowami św. Pawła z 2 Listu do Koryntian: „Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny”. To nie tytuł z nadania ludzkiego czynił wielkim Daga Hammarskjolda, ale mądrość, światło i moc z nieba, którymi wypełnił swoją duszę. Przed każdym z nas stoi ta wielkość, niezależnie od tego jaką funkcję sprawujemy w życiu. Światowy blichtr szybko mija a zostaje tylko światło nieba. O to światło modlimy się: „A światłość wiekuista niechaj mu świeci”. Tylko bywa, że jest za późno, co wyrażamy nieraz słowami: „Pomoże mu to jak kadzidło zmarłemu”.

Z tymi refleksami stajemy dzisiaj przed Chrystusem, jak kiedyś stanęli przed Nim Jego rodacy w Nazarecie. Może jak oni podziwiamy mądrość i moc Chrystusa, mówiąc: „Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce”. Podziwiali, ale odrzucili Tego, który powiedział o Sobie, że jest światłością świata, zmartwychwstaniem umarłych… Swoje słowa popierał cudami, które budziły podziw. Można zlekceważyć to światło i zająć się swoimi świecidełkami. Po odrzuceniu przez rodaków Jezus powiedział: „Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony”. To może się odnosić także do stojących przy ołtarzu w kościele, zarówno po jednej jak i po drugiej jego stronie, którzy czują się domownikami Boga. Stają przy ołtarzu i odrzucają Chrystusa, gdy pozostają głusi na Jego słowa: „Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim! Potem przyjdź i dar swój ofiaruj!”. Odrzucamy Chrystusa, gdy przy ołtarzu myślimy bardziej o własnej chwale, niż chwale Boga. Taka postawa jest skrzyżowaniem ateizmu z hipokryzją. Św. Jan Paweł II wskazuje drogę do wyrwania się z tego zaklętego kręgu. 13 maja 1982 powiedział w Fatimie: „Staję, odczytując raz jeszcze, z drżeniem serca, macierzyńskie wezwanie do pokuty, do nawrócenia, naglący apel Serca Maryi, który rozległ się w Fatimie sześćdziesiąt pięć lat temu. Tak, odczytuję raz jeszcze, z drżeniem serca, widząc jak wiele ludów i społeczeństw – jak wielu chrześcijan – poszło w przeciwnym kierunku aniżeli ten, który wskazuje fatimskie orędzie. W obliczu tych cierpień, ze świadomością zła, jakie szerzy się w świecie i zagraża poszczególnym osobom ludzkim, narodom i całej ludzkości, następca Piotra staje tu z głęboką wiarą w odkupienie świata, zbawczą miłość, która zawsze pozostaje silniejsza, zawsze potężniejsza niż wszelkie zło”.

Niedzielne rozważania w wersji audio znajdują się na stronie www.ryszardkoper.pl w sekcji Audio-Video