Syn dobrze materialnie sytuowanego pastora, Sylvester Graham urodził się 5 lipca 1794 r. w małym miasteczku, znajdującym się w stanie Connecticut.

Poszedł w ślady swego ojca, kończąc z wyróżnieniem seminarium duchowne, które kształciło prezbiterianów do duchowej posługi. Gorliwy i wręcz złotousty kaznodzieja stracił powołanie po kilku latach, wynyślając sobie nową religię czyli odpowiednie wyżywienie, które gasi popęd płciowy. Stał się on zaciętym wrogiem nie tylko rozpusty, ale także pijaństwa i obżarstwa. Nie zamierzając bynajmniej być prorokiem bez rzeszy wyznawców, osiadł z czasem na stałe w Nowym Jorku. Nie bez kozery uważał rozrastające się w szybkim tempie miasto za współczesną Sodomę i Gomorę.
Rewolucja przemysłowa nastąpiła w Stanach Zjednoczonych bardzo wcześnie, skutecznie usuwając lub wręcz eliminując drobną wytwórczość i rzemiosło. Zastąpiły je manufaktury z dziesięcio – lub nawet dwunastogodzinnym dniem pracy. Ciemny, gruboziarnisty chleb z nieprzesianej mąki został wówczas uznany za strawę godną jedynie proletariatu i wszelkiej biedoty. Zastąpiły go bułki i biały chleb, które posiadały niską wartość odżywczą.
Idąc dalej w swoim wyznaniu wiary, Graham zdecydowanie potępił mięso, podtrzymujące popęd płciowy. Wydał wojnę nie tylko wieprzowinie, cielęcinie i tradycyjnemu indykowi na Dziękczynienie, ale także boczkowi, szynce i innym wędlinom. Objął też anatemą wszelkie zupy gotowane na kościach z odrobiną mięsa. Nic więc dziwnego, iż nie tolerował rosołu, pomstując przy okazji przeciwko sosom i wszelkim tłuszczom, łącznie z olejem. O dziwo pozwalal swoim wyznawcom na użycie oliwy, acz w niewielkich ilościach. Nie miał też nic przeciwko rybom, potępiając tylko krewetki, małże, ostrygi i inne owoce morza. Ów nawiedzony prorok grzmiał wielkim głosem przeciwko wszelkim przyprawom, łącznie z solą i pieprzem, uważajac je za środki podniecające. Był święcie przekonany, iż musztarda i ketchup powodują nie tylko wrzody żołądka, ale i inne przewlekłe schorzenia.
Sylvester Graham objął również całkowitym zakazem spożywania: śmietanę, masło i pełnotłuste mleko, zalecając jedynie mocno odciąganą maślankę. Stał się on również zaciętym wrogiem czekolady i wszelkich słodyczy, nie mówiąc już o kawie i ciastach. Tolerował jedynie apple pie z bardzo cienkim spodem i bez wierzchniej warstwy z kruszonką. Uważał to za swoją jedyną słabość, usilnie się starając z niej niej wyleczyć.
Wydał bardzo ostrą wojnę – i słusznie! – gorsetom, wchodzącym wówczas w modę, nie tylko ze względu na zdrowie. Talia osy uwypuklała zarówno biust, jak i biodra, wodząc płeć brzydką na pokuszenie. Nic więc dziwnego, iż Sylvester Graham uzyskał wkrótce powszechnie używany przydomek: – „Apostle of Eating Morality”.
Rozpoczynając swoją krucjatę, ów prorok zdrowego żywienia jeździł z odczytami po Wschodnim Wybrzeżu. Pomijając Południe, udawał się jedynie na Północ. Odwoływał się tutaj nader skutecznie do purytańskiego dziedzictwa w Nowej Anglii. Zalecał wszystkim gotowane warzywa, poza pietruszką, uważając ziemniaki bez okrasy za podstawę zdrowego wyżywienia. Nie miał on nic przeciwko owocom, zalecając jedynie umiarkowanie w tej dziedzinie. To właśnie jemu przypisuje się znane wszystkim powiedzenie: – One apple a day, keeps doctors away. Czyniąc w swoim mniemaniu wielkie ustępstwo, dozwalał swoim zwolennikom na spożywanie jednego jajka dziennie, byle tylko ugotowanego na miękko. O żadnej jajecznicy nie było nawet mowy. Działal on nie tylko słowem, ale i czynem, wprowadzając w życie tzw. graham bread z razowej mąki. Udało mu się także spopularyzować ciemne wafle, oparte na własnej recepturze i odpowiednim oprzyrządowaniu. Same grahamki narodziły się już znacznie później. Usilnie zalecał biały ser z odciąganego mleka, uważając żółte sery, a szczególnie wędzone, jak salami – za powolnie działającą truciznę.
Oskarżał on piekarzy – i nie bez powodu – o dodawanie zmielonej kredy do mąki, aby wybielić pieczywo, pomstując także przeciwko. rzeźnikom. Zarzucał tym ostatnim – również słusznie – brak elementarnej higieny zarówno przy uboju, jak i w przetwórstwie. Oddając mu sprawiedliwość, Sylvester Graham przyczynił się do znacznej poprawy w obu dziedzinach.. Dzięki niemu Johna H. Kellogs wyprodukokował płatki kukurydziane. Noszą one nadal i nie bez kozery przydomek:- Orginał and the best. Z drugiej strony Graham, o mało co nie nie zostal zlinczowany w rzekomo światłym Bostonie. Wygwizdano go w Filadelfii, nie chcąc nawet słuchać o wegetarianizmie.
W tym pozornym szaleństwie Grahama była jednak metoda. Zalecał on dawną purytańską zasadę, to jest early to bed, early to rise, you will grow healthy, wealthy and wise. Wczesne chodzenie do łóżka i wstawanie o świcie uważał za źródło wszystkich benefitów jak zdrowie, bogactwo i mądrość. Propagował nie tylko twardy materac i sypialnie bez ogrzewania, ale także i częste wietrzenie mieszkań. Rankiem kazał brać wszystkim zimny prysznić nie tylko dla orzeźwienia, ale i wygaszania wszelkich chuci. Na kąpiele w wannie, wypełnionej ledwo ciepłą wodą, pozwalał – nie wiedzieć czemu – tylko trzy razy w tygodniu. Wysławiając swoją dietą, zalecał jednocześnie umiarkowanie w jedzeniu.
Gorliwy propagator swojego odżywiania i zapalony mówca zdobył sobie z czasem sporo zwolenników. Do najbardziej wpływowych należał Horace Greeley, wydawca „New York Journal”, który od czasu do czasu udostępniał mu swoje łamy na propagowanie nowej diety. Dzięki poparciu Greeleya, Sylvester Graham uzyskal dobrze płatną posadę w „Oberlin Collage”.
O dziwo, wzbudził tu żywiołową owację na pierwszym wykładzie przeznaczonym dla młodych mężczyzn, Nie przebierając w słowach, dokładnie i wręcz przesadnie omówił wszystkie ujemne moralne i zdrowotne konsekwencje popędu płciowego. Gorliwie zachęcał zebranych do prowadzenia wstrzęmieźliwego życia według swoich zasad, wyolbrzymiając przy okazji zalety wegetarianiazmu. Zwolennicy nowego proroka przybrali nazwę „grahamitów”. Nie stracili oni swoich wpływów nawet po śmierci mistrza, który zmarł w 1851 roku, nie dożywszy – jak każe paradoks – nawet sześćdziesięciu lat. Cechował ich podobny fanatyzm nie tylko w szerzeniu diety, ale także i odpowiadającego jej trybu życia. Choć trudno w to uwierzyć, do najbardziej zaangażowanych wyznawców Grahama należał Thomas Edison, wynalazca żarówki i twórca Consolidated Edison.