Afera taśmowa nie ma końca. Raz po raz ujawniane są kolejne nagrania rozmów polityków, które ich kompromitują bez reszty.

Wprawdzie prokuratura nie postawiła dotychczas żadnemu z nich zarzutu działania na niekorzyść państwa, to jednak ich sposób rozmawiania o tymże państwie i ujawniony do niego stosunek nie pozostawia złudzeń, co do ich morale. W tychże rozmowach widać jak na dłoni ich cynizm i mafijny sposób myślenia. Jawią się w nich oni także jako oszuści, albowiem co innego głoszą w oficjalnych wypowiedziach, a co innego w prywatnych rozmowach podczas obiadów w warszawskiej restauracji „Sowa i przyjaciele”. I niestety to właśnie tam objawia się ich prawdziwe oblicze. Są oni przede wszystkim graczami chcącymi utrzymać się u władzy i rozszerzać swoje wpływy. Zwłaszcza te zakulisowe. W nagraniach objawia się również ich poziom ludzki widoczny w wulgarnym języku i knuciu intryg za plecami kolegów z rządu czy z tej samej partii. Aż strach pomyśleć, ile takich rozmów odbywa się w innych restauracjach. Przy okazji nie od rzeczy będzie wspomnieć o cenach płaconych za wyszukane dania. Trudno się później dziwić, że spożywający je politycy małe mają pojęcie o życiu przeciętnych obywateli, nie mówiąc już o wysokości większości rent i emerytur.
Dobrze zatem się stało, że w wyniku dotychczas ujawnionych nagrań zmieceni zostali z polskiej sceny politycznej politycy, którzy w nich się najbardziej skompromitowali, nie wyłączając niezatapialnego do tej pory Radosława Sikorskiego. Ich dymisje bynajmniej nie oznaczają końca afery, albowiem co jakiś czas ujawniane są nowe nagrania z nowymi „bohaterami”. Dziwić może fakt, że prokuratura nie dostała wszystkich taśm od razu, tylko otrzymuje je w odcinkach. Pojawiły się już nawet domniemania, że ktoś ujawnia nagrania wedle sobie tylko wiadomego planu politycznego. Na razie jasne jest, że chodzi o skompromitowanie PO, PSL i SLD. Nie ma nagrań polityków PiS-u, co daje do myślenia. Może nie przychodzą do „Sowy i Przyjaciół”.
Najnowszą taśmową sensacją jest rozmowa lewicowego posła Ryszarda Kalisza z Aleksandrem Kwaśniewskim, byłym prezydentem. Ujawnił ją Cezary Gmyz w prawicowym tygodniku „Do Rzeczy”. Odbyła się ona w październiku 2013 r. Rozmówcy nie przejawiali w niej sympatii do „mściwego ryżego”, którym w ich oczach jest Donald Tusk i oceniali m.in. skalę korupcji w Polsce. Zdaniem Kwaśniewskiego obejmuje ona przede wszystkim prokuraturę, służby specjalne i telewizję publiczną. „Kupią, sprzedadzą, zdradzą, zniszczą” – tymi słowami opisał on w tejże rozmowie działanie trzech kluczowych dla polskiego państwa instytucji. Kalisz natomiast mówił – powołując się na generała Janusza Noska – że Służba Kontrwywiadu Wojskowego (SKW) ma mieć dowody na korupcję, w którą mógł być zamieszany w przeszłości Tomasz Siemoniak, obecny minister obrony narodowej oraz ktoś „dużo wyżej”. Kto? Tego nie powiedział. Może ów mściwy ryży? Po tej informacji szybko pojawiły się spekulacje, że oskarżenie Siemoniaka to dopiero początek i teraz dopiero posypią się dowody korupcji na najwyższych szczeblach. Zapis całej rozmowy tygodnik „Do Rzeczy” umieścił na swoim portalu w Internecie.
Minister Siemoniak oświadczył w mediach, że „jest czysty i nie ma nic na sumieniu”, lekko sugerując, iż cień rzucany na niego przez generała Noska może być wynikiem rozgoryczenia, że został on zdymisjonowany ze stanowiska szefa wspomnianej SKW, odpowiedzialnego m.in. za walkę z korupcją. Siemoniak mówił ponadto, że nie wie, kto stoi za taśmami. W jego przekonaniu jest to taki ciemny plan, w którym co jakiś czas jakaś kolejna taśma jest publikowana z intencją siania zamieszania czy uderzania w rząd. SKW w wydanym w niedzielę oświadczeniu stwierdziła, iż nigdy nie posiadała, ani nie posiada jakichkolwiek materiałów wiążących obecnego ministra obrony z jakimikolwiek nieprawidłowościami lub podejrzeniami.
Ryszard Kalisz przeprosił we wtorek za swoje słowa przytoczone przez tygodnik „Do Rzeczy” i oświadczył, że Tomasza Siemoniaka uważa za człowieka uczciwego. Zaznaczył jednocześnie, że w rozmowie z Kwaśniewskim tylko powtórzył emocjonalne słowa gen. Noska, „który był wzburzony po odwołaniu z funkcji szefa SKW”. – Zadzwonił do mnie, spotkaliśmy się. Pytał mnie, co ma robić, w kategoriach prawnych. Był bardzo rozgoryczony. Na koniec rzucił dwa, trzy zdania, gdzie rozgoryczony powiedział, jak to często bywa w przypadku ludzi odwołanych z funkcji, które mi utkwiły w pamięci – podkreślił.
Generał Janusz Nosek w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, potwierdza fakt spotkania się z Kaliszem, ale zdecydowanie odcina się od całej sprawy. Oświadczył wprost, iż nie padły z jego ust jakiekolwiek podejrzenia dotyczące ministra Tomasza Siemoniaka. „Po prostu, Służba Kontrwywiadu Wojskowego nigdy takich podejrzeń nie miała i nie ma ich także dziś”. Nosek potwierdził, że z Kaliszem zna się od ponad dziesięciu lat i często konsultuje wątki prawne. Części dziennikarzy oświadczenia obu panów nie przekonują i są oni przekonani, że któryś z nich nie mówi prawdy.
Natomiast prawdą niezaprzeczalną, jaka wyłania się z rozmowy Kalisza z Kwaśniewskim, jest fakt, iż obaj rozmówcy mają wiedzę o rozmiarach korupcji w Polsce i dotychczas nic z nią nie zrobili, choć jest to ich obowiązkiem. Czyżby się bali? Czyżby nie mieli zaufania do organów państwa, które sami współtworzyli? Prawdą niezaprzeczalną jest także to, że taśm jest znacznie więcej, niż do tej pory głosili przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości i nie wiadomo, kiedy i przeciwko komu zostaną użyte. Kto wie, ile osób jest nimi szantażowanych i w jakim stopniu może to wpływać na życie publiczne i polityczne w kraju.
W połowie czerwca prokurator generalny Andrzej Seremet informował, że z ustaleń śledztwa w sprawie tzw. afery podsłuchowej wynika, że nagranych zostało ponad 100 spotkań, w których uczestniczyło około 90 osób. Już teraz wiadomo, że są to dane niewiarygodne.