Kurier Plus - Na drogach prawdy Bozej

Mężowie, miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany. Mężowie powinni miłować swoje żony tak, jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje. Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz każdy je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus Kościół, bo jesteśmy członkami Jego Ciała. Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem. Tajemnica to jest wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła.

Ef 5,28-32

Szczęśliwy jest ten, kto otwiera swoje serce na miłość i żyje jej wskazaniami. Spośród wielu jej odmian, czytania biblijne na dzisiejszą niedzielę mówią o miłości małżeńskiej, która staje się obrazem związku Chrystusa z Kościołem. Miłość małżeńska w sposób widzialny, na drodze sakramentalnej wpisuje się w bezgraniczną i wieczną miłość Boga. Takiej miłości poeci poświęcają najpiękniejsze strofy swojej twórczości. Angielski poeta George Gordon Noel Byron pisał:

Są dwa serca
ich ciągłe, nieustanne bicie
zdaje się w dwóch jestestwach
jedno tworzy życie,
łańcuch który nas wiąże,
los nie skruszy zmianą,
będą bić zawsze razem,
albo bić przestaną.
Zaś Konstanty Ildefons Gałczyński pięknie ukazuje barwy tej miłości:
Powiedz mi, jak mnie kochasz?
Powiem.
Więc?
Kocham Cię w słońcu i przy blasku świec,
W wielkim wietrze, na szosie i na koncercie,
W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach.
I gdy śpisz.
Dzisiaj. Wczoraj. I jutro. Dniem i nocą.
I wiosną, kiedy jaskółka przylata.
A latem jak mnie kochasz?
Jak treść lata
A gdy zima posrebrzy ramy okien?
Zimą kocham Cię jak wesoły ogień.
Blisko przy twoim sercu.
Zawsze koło niego.
A św. Paweł w Liście do Koryntian pisze jak to piękne uczucie przekuwać w naszej codzienności na wieczność:
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
Nie szuka poklasku,
Nie unosi się pychą,
Nie dopuszcza się bezwstydu,
Nie szuka swego,
Nie unosi się gniewem,
Nie pamięta złego,
Nie cieszy się z niesprawiedliwości,
Lecz weseli się z prawdy.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję,
Wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje.
Taka miłość wprowadza nas w tajemnicę Boga i człowieka: „Tajemnica to jest wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła.”

Prawdziwa miłość przetrwa największe trudności i gotowa jest oddać życie za kochaną osobę. Na stronie internetowej „Se. pl wiadomości polska” można zobaczyć wzruszającą fotografię. Na dwóch łóżkach szpitalnych, postawionych obok siebie leży mężczyzna i kobieta. Trzymają się za ręce, uśmiechają się i z miłością patrzą na siebie. To Krzysztof i Elżbietą, którzy poznali się 35 lat temu, kiedy studiowali na Wydziale Elektrycznym Politechniki Łódzkiej. Dziś są tam cenionymi pracownikami naukowymi. Od pewnego czasu Elżbieta miała problemy z nerkami, na których lekarze wykryli torbiele. Jedynym dla niej ratunkiem były dializy i czekanie na przeszczep nerki. Krzysztof, mąż Elżbiety czule spogląda na swą szczęśliwą żonę leżącą na sąsiednim łóżku i mówi: „Nie było dla mnie ważne, że będę żył z jedną nerką. Miłość do żony zwyciężyła”. Wzruszona Elżbietą ściskając rękę męża szepcze: „Mój mąż jest taki kochany”. Nie tak dawno, podobna sytuacja miała miejsce w Berlinie. 54-letni Frank-Walter Steinmeier, szef parlamentarnej frakcji SPD zapowiedział, że do października znika z życia politycznego. 48-letnia żona Steinmeiera od lat cierpi na chorobę nerek. Na początku tego roku stan jej zdrowia bardzo się pogorszył i lekarze uznali, że konieczna jest transplantacja. Mąż postanowił oddać jej swoją nerkę.

Miłość małżeńska przez swój obraz przybliża nam tajemnicę miłosnej obecności Chrystusa w swoim Kościele, obecności której zgłębić nie jesteśmy w stanie, a która daje nam przedsmak nieba. Jest to tajemnica trudnej miłości, którą możemy zgłębić rozważając śmierć Chrystusa na krzyżu. Wszechpotężny Bóg wybiera najbardziej wymowny sposób ludzkiego wyrażenia miłości. Oddaje za nas swoje życie na Golgocie, wcześniej mówiąc: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”. Ta największa miłość nie wyklucza nikogo i staje się ogromnym wezwaniem dla każdego z nas: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają i módlcie się za tych, którzy was oczerniają”. To przykazanie, w takiej formie wyłaniało się powoli z przykazań, które były sercem i życiem Narodu Wybranego. Jak cenne były te przykazania dla ludu ukazuje pierwsze czytanie z Księgi Jozuego. Naród Wybrany miał za sobą cudowne wyprowadzenie z niewoli Egipskiej i długą wędrówkę do Ziemi Obiecanej. Przed wejściem do niej Jozue zebrał cały lud i zapytał, czy chcą być wierni Bogu i Jego przykazaniom. Na co lud odpowiedział: „Czyż to nie Pan, Bóg nasz, wyprowadził nas i przodków naszych z ziemi egipskiej, z domu niewoli? Czyż nie On przed oczyma naszymi uczynił wielkie znaki i ochraniał nas przez całą drogę, którą szliśmy, i wśród wszystkich ludów, pomiędzy którymi przechodziliśmy? My również chcemy służyć Panu, bo On jest naszym Bogiem”.

Chrystus, jak Jozue staje przed swymi uczniami i pyta ich o wierność. Nauka Chrystusa jest piękna, ale zarazem bardzo trudna. Ot chociażby wymaganie miłości nawet nieprzyjaciół, czy wierności małżeńskiej do końca życia. Gdy Chrystus mówi o wierności małżeńskiej, to jeden z jego uczniów powiedział: „Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić”. Ale ci, którzy do końca zostali wierni bożym przykazaniom i wierni sobie wiedzą, że warto. Dzisiejszy fragment Ewangelii mówi także o bardzo trudnej nauce Chrystusa. W synagodze w Kafarnaum powiedział On: „Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym”. Wielu uczniów mówiło: „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?” I niektórzy odeszli, a pozostałym dwunastu Chrystus zadał pytanie: „Czyż i wy chcecie odejść?” Na co Szymon Piotr w imieniu Apostołów odpowiedział: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga”.

Św. Piotr odpowiedział także w naszym imieniu. Do takiej wiary mamy ciągle dorastać. A gdy w tej wierze, niektóre prawdy, wymagania wydają się zbyt trudne, wtedy winniśmy powtarzać za apostołami: „Panie, przymnóż nam wiary!”. Te słowa zostały wypowiedziane przez Apostołów wtedy, gdy już uwierzyli w Chrystusa i poszli za Nim. Jednak gdy patrzyli na czyny Jezusa, słuchali Jego nauki i stawali wobec Jego wymagań, uświadamiali sobie, że ich wiara jest zbyt słaba. Potrzebowali mocniejszej wiary, aby mogli iść drogą, którą im Chrystus wskazywał. My jesteśmy w podobnej sytuacji. Uwierzyliśmy w Chrystusa, idziemy za Nim, ale nasza wiara nieraz jest nie na tyle mocna, aby się całkowicie nawrócić i ukochać Go całym sercem, jak On nas ukochał. I w zmiennych kolejach losu winniśmy wołać: „Panie, przymnóż nam wiary”. A Chrystus wysłucha naszego natarczywego wołania i da moc, abyśmy z miłością, jak apostołowie odpowiedzieli na ostateczne Jego wezwanie: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga”.

Niedzielne rozważania w wersji audio znajdują się na stronie www.ryszardkoper.pl w sekcji Audio-Video