Kurier Plus - na drogach prawdy bozej

Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Czy sama wiara zdoła go zbawić? Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: „Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta”, a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała, to na co się to przyda? Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie. Ale może ktoś powiedzieć: Ty masz wiarę, a ja spełniam uczynki. Pokaż mi wiarę swoją bez uczynków, to ja ci pokażę wiarę ze swoich uczynków. Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz, lecz także i złe duchy wierzą i drżą.

Jk 2,14-18

W liturgii Kościoła Katolickiego 4 września wspominamy błogosławione męczenniczki z Nowogródka – Marię Stellę i Dziesięć Towarzyszek ze Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu. Siostry nazaretanki przybyły do Nowogródka w 1929 roku na zaproszenie Sługi Bożego biskupa Zygmunta Łozińskiego. Ofiarnie pracowały wśród dzieci i młodzieży i na różne sposoby służyły wielonarodowej wspólnocie Nowogródka. A gdy przyszedł czas okupacji hitlerowskiej, siostry niosły otuchę wątpiącym, modliły się w ich intencji, pocieszały zrozpaczonych, okazywały współczucie rodzinom prześladowanych, więzionych, mordowanych i w miarę możliwości pomagały materialnie. 18 lipca 1943 r. aresztowano ponad 120 osób z zamiarem rozstrzelania. Wówczas to siostry nazaretanki wspólnie podjęły decyzję ofiarowania swego życia za uwięzionych członków rodzin. Wobec kapelana i rektora Fary ks. Aleksandra Zienkiewicza, siostra Stella, przełożona wspólnoty zakonnej w imieniu wszystkich sióstr powiedziała: „Mój Boże, jeśli potrzebna jest ofiara z życia, niech raczej nas rozstrzelają, aniżeli tych, którzy mają rodziny – modlimy się nawet o to”. Ofiara sióstr została przyjęta. W niezbadanych wyrokach boskich uwięzieni zostali wywiezieni na roboty do Rzeszy, a kilku z nich zwolniono, zaś siostry 31 lipca wieczorem otrzymały wezwanie na komisariat. Po wieczornym nabożeństwie 11 sióstr stawiło się na wezwanie. Niemcy wywieźli je za miasto, szukając miejsca na egzekucję. Nie znaleźli, więc wrócili na komisariat i zamknęli siostry w piwnicach. Następnego dnia, w niedzielę 1 sierpnia 1943 roku około 5.00 rano ponownie wywieźli siostry 5 km. od miasta, gdzie zostały rozstrzelane.

Święty Jan Paweł II w czasie beatyfikacji męczennic z Nowogródka powiedział: „Pan wejrzał łaskawie na ich ofiarę i, jak wierzymy, obficie wynagrodził je w swojej chwale. Bóg stał się prawdziwą podporą i umocnieniem dla Męczennic z Nowogródka: błogosławionej Marii Stelli Mardosewicz i dziesięciu Towarzyszek ze Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu – nazaretanek. Był dla nich podporą przez całe życie, a zwłaszcza w chwilach straszliwej próby, kiedy przez całą noc oczekiwały na śmierć, później w drodze na miejsce stracenia i wreszcie w chwili rozstrzelania.
Skąd miały siłę, aby ofiarować siebie w zamian za uratowanie życia uwięzionych mieszkańców Nowogródka? Skąd czerpały odwagę, aby ze spokojem przyjąć tak okrutny i niesprawiedliwy wyrok śmierci? Bóg przygotowywał je powoli na tę chwilę największej próby. Ziarno łaski rzucone na glebę ich serc w chwili Chrztu świętego, a potem pielęgnowane z wielką troską i odpowiedzialnością, zakorzeniło się głęboko i wydało najwspanialszy owoc, jakim jest dar z własnego życia”. Tak w ich życiu spełniły się słowa z dzisiejszej Ewangelii: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, ten je zachowa”.

Nasze podążanie za Chrystusem przybiera różny kształt. Różnymi drogami idziemy tam, gdzie możemy zachować swoje życie na wieczność. Przykład błogosławionych sióstr wskazuje, że nawet w tak mrocznych i trudnych sytuacjach możemy dostrzec promyk, który wyprowadza nas z ciemności i mroku do światła. Ten mrok może zakraść się do naszego serca, gdy dotyka nas cierpienie, spotykamy złych ludzi. Doświadczyli tego nawet sami apostołowie. Pod Cezareą Filipową Jezus zadał swoim uczniom pytanie: „A wy za kogo Mnie uważacie?” W imieniu wszystkich apostołów św. Piotr odpowiedział: „Ty jesteś Mesjaszem”. Zapewne w tej odpowiedzi dominował obraz Mesjasza, który był pielęgnowany przez wielu Izraelitów. Mesjasz miał przynieść nie tylko wyzwolenie duchowe, ale także polityczne. Miał wyzwolić Izraela. Idąc za Mesjaszem nie jeden liczył na udział w chwale nie tylko niebieskiej, ale także ziemskiej. Jezus ukazuje uczniom prawdziwy obraz Mesjasza. Mówi o Swoim cierpieniu: „Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie”. Zapowiedź męki i śmierci Mesjasza tak przygasiła Piotra, że nawet zapowiedź zmartwychwstania nie była w stanie rozjaśnić mroku jego duszy. Zaczął upominać Jezusa, że tak się stać nie może. A wtedy Jezus upomniał go w bardzo ostrych słowach: „Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie”.

Człowiek nie jeden raz ulega szatańskiej pokusie, aby z ludzkiego życia wymazać cierpienie i śmierć. A przecież wiemy, że tego nie da się zrobić. To wszystko wypisane jest w nasze życie. Nieraz nie da się uniknąć cierpienia, a śmierci nigdy. Mesjasz przychodzi, aby wyrwać nas z przekleństwa ciemności cierpienia i śmierci. I są tacy, którzy tkwią w ciemności tego przekleństwa. Mesjasz bierze na swe barki cierpienie i krzyż, aby je przemienić w chwałę zmartwychwstania. Trzeba tylko, jak błogosławione siostry z Nowogródka wziąć swój krzyż na ramiona i iść za Chrystusem. Tę chwilową ciemność św. Piotr przezwycięży i ze światłem w duszy poniesie swoje męczeństwo i krzyż razem z Chrystusem. Chyba każdy z nas doświadczył w swoim życiu takich momentów, takich miejsc jak św. Piotr, kiedy to trud codzienności, cierpienie, ludzka przewrotność przesłaniają światło spływające z nieba. W takiej sytuacji ważne, aby się z niego wyrwać, a wtedy dojrzymy światło niebieskie. Dla ilustracji przytoczę wspomnienie z mojej ostatniej pielgrzymki do sanktuariów Europy.

Po wylądowaniu w Monachium rozpoczęliśmy swoje pielgrzymowanie od nawiedzenia katedry Najświętszej Marii Panny, która jest najważniejszą budowlą sakralną w Monachium i jednocześnie jego symbolem. Dwie, widoczne z daleka wieże stanowią rozpoznawalny na całym świecie akcent tego miasta. Jest to największy kościół w stylu gotyckim w południowej części Niemiec. Może on pomieścić dwadzieścia tysięcy osób, czyli o siedem tysięcy więcej niż liczyło miasto w momencie powstania katedry. Jedna z legend związana z tą katedrą wyjaśnia historię powstania odcisku stopy na posadzce świątyni. Otóż diabeł założył się z budowniczym świątyni, że w budowli będzie takie miejsce, z którego nie będzie widać okien. I rzeczywiście jeśli staniemy na odcisku stopy nie zobaczymy żadnych okien. Wystarczy zrobić tylko jeden krok, aby zobaczyć nie tylko jedno, ale wiele okien, przez które sączy się kolorowe światło witraży. Z pewnością jeden ze sposobów wyrwania się z tego kręgu duchowej ciemności wskazuje św. Jakub w swoim liście zacytowanym na wstępie tych rozważań: „Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie”. Można sobie wygodnie usiąść w pięknej katedrze, odmawiać różańce i nie widzieć żadnego okna, przez które sączy się światło niebieskie. Konieczny jest wtedy krok czynu, którzy zrobił św. Piotr i błogosławione Nazaretanki z Nowogródka, aby dojrzeć przenikające mrok cierpienia i śmierci.

Niedzielne rozważania w wersji audio znajdują się na stronie www.ryszardkoper.pl w sekcji Audio-Video