Kurier Plus - Na drogach Prawdy Bożej

Bracia moi, niech wiara wasza w Pana naszego Jezusa Chrystusa uwielbionego nie ma względu na osoby. Bo gdyby przyszedł na wasze zgromadzenie człowiek przystrojony w złote pierścienie i bogatą szatę i przybył także człowiek ubogi, w zabrudzonej szacie, a wy spojrzycie na bogato odzianego i powiecie: „Usiądź na zaszczytnym miejscu”, do ubogiego zaś powiecie: „Stań sobie tam albo usiądź u podnóżka mojego”, to czy nie czynicie różnic między sobą i nie stajecie się sędziami przewrotnymi?

k 2,1-4

Według Ewangelii osądzanie bliźniego jest wystawianiem swego zbawienia na ryzyko. Chrystus mówi: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą”. Osądzanie to potępiające wyrażenie swojej opinii. Zazwyczaj bliskich i przyjaciół nie osądzamy lub przykładamy bardzo łagodną miarę osądu. Ale to nie wystarczy, bo bliźnim jest każdy człowiek, nawet nam nieprzychylny. Odniesienie do tych ostatnich będzie miarą naszego osądzania przez Boga. Pismo Święte przestrzega nas przed stawianiem się w roli sędziego, a szczególnie przewrotnego sędziego. Św. Jakub ukazuje naszą przewrotność przez obraz uczty, na którą przychodzi człowiek, jak pisze św. Jakub „przystrojony w złote pierścienie i bogatą szatę”, to znaczy mający jakąś pozycję społeczną. Dajemy mu przyzwoite miejsce na uczcie, a „szaraczka” sadzamy na szarym końcu. Wielu z nas wydaje się to normalne. Jeśli tak, to do nas odnoszą się słowa św. Jakuba: „stajecie się sędziami przewrotnymi”. Zapewne w tym świętym tekście nie chodzi tylko o biesiadę. Jest ona obrazem naszej postawy życiowej wobec bliźniego. Przestrzega nas przed powierzchownym ocenianiem drugiego człowieka. Nie zewnętrzne błyskotki, świecidełka, stroje, pałace stanowią o wartości człowieka, ale jego serce i dusza. Pod zniszczonym i brudnym ubraniem, za podartymi butami, rękami zniszczonymi pracą może kryć się piękna szlachetna dusza, przed którą winniśmy pochylić czoło.

Bardzo często oceniamy człowieka, nie znając jego duszy. I jako przewrotni sędziowie wydajemy fałszywe osądy. Nie należą do rzadkości sytuacje, kiedy negatywnie oceniamy człowieka, opierając się na oszczerstwach i plotkach. Z ocenianym człowiekiem, mając okazję nie zmieniliśmy nawet słowa. Stajemy się wtedy przewrotnymi sędziami. Gdy się pochylimy z chrystusową miłością nad drugim człowiekiem, bywa, że o zapijaczonej twarzy, w cuchnącym ubraniu, pod mostem, gdzie jest jego stół biesiadny możemy dostrzec duszę wołającą o pomoc, łaknącą duchowego piękna. Dzięki ludziom, którzy potrafią uniknąć pułapki „przewrotnych sędziów”, którzy dostrzegają istotę godności człowieka, a nie tylko zewnętrzny blichtr świat jest bardziej ludzki i chrześcijański. Dla ilustracji tego problemu posłużę się obrazem odpustowym z lat mojego dzieciństwa. Dla nas dzieci odpust parafialny kojarzył się ze straganami, kramami na których były tysiące różnych świecidełek, zabawek. Nasze przygotowanie do odpustu polegało na zdobyciu jak najwięcej pieniędzy, aby kupić pyszne lody, korkowce, joja, wiatraki, cukierkowe szczypy, broszki i tysiące innych świecidełek. A jak udało się uniknąć uczestnictwa w przydługiej sumie z niezbyt ciekawym kazaniem i zagubić się wśród kramów i rozkrzyczanej gawiedzi, to wtedy naprawdę był udany odpust. Dopiero z latami przychodziło zrozumienie, że ten „udany odpust” to była zmarnowana okazja, bo najważniejszy wymiar odpustu parafialnego miał charakter duchowy. Jest to niepowtarzalna okazja uzyskania łask nieba, które nazywamy odpustami. W życiu kościoła zdarzają się takie jarmarczne uroczystości i to nie dzieci, ale dorośli tracą z oczu najważniejszy wymiar działania Chrystusa w swoim kościele. Oceniają zaangażowanie w życie Kościoła przez pryzmat fajerwerków, błyskotek i napuszonych mów. Chrześcijanin, który w swoim patrzeniu nie przedrze się przez ten odpustowy harmider nigdy nie ujrzy Chrystusa w swoim bliźnim i nie zrozumie istoty posłannictwa Kościoła, o którym mówi poniższe wydarzenie.

W Sudanie Południowym na oczach całego świata dokonuje się ludobójstwo. Sudan, zamieszkały w większości przez wyznawców islamu, za wszelką cenę próbuje przejąć władzę nad terytorium Sudanu Południowego, kraju wyznawców animizmu i chrześcijan. Caroline Cox, zasiadająca w brytyjskiej Izbie Lordów zanotowała przeżycia jednej z ofiar napadu muzułmańskiej armii na chrześcijańską wioskę na południu Sudanu: „Wróg przybył wcześnie, 25 marca. Ta kobieta była zbyt stara, by uciekać. Złapali ją więc i bili – tak, że było trudno poznać, czy jeszcze żyje. Wróg powrócił i zabił jej czterech synów, i porwał jej córkę. Oddadzą córkę, jeśli znajdą się pieniądze – powiedzieli, ale nikt nie był w stanie ich zapłacić. Zaopiekowałam się tą starszą kobietą. Zabito około 300 ludzi. Napastnicy podzielili się na dwie grupy – jedna była konno, druga pieszo. Uciekaliśmy z dziećmi, starając się ukryć je w bujnej trawie, ale znaleźli nas i zabrali nam dzieci. Kto odmawiał pójścia, był mordowany. Ci, którzy zostali zabrani, byli przywiązani liną i ciągnięci za końmi jak krowy. Niektóre dzieci miały tylko siedem lat. Część z nich umarła z pragnienia, gdyż nie dawano im wody. Rodziny tych, których porwano, ciągle starają się zebrać pieniądze potrzebne na wykup dzieci. Jeśli jednak ich nie mają, dostają jedynie informację, że ich dzieci żyją, ale do nich nie powrócą”. Codziennie na wioski Południowego Sudanu nadlatują samoloty i bombardują bezbronną ludność, zostawiając zniszczone domy, zabitych i rannych błagających o pomoc. Ludzie umierają z głodu i chorób.

W tym piekle na ziemi jest człowiek, który z narażeniem życia niesie pomoc potrzebującym. O nim to jeden z wyznawców islamu Hussein Nalukuri Cuppi powiedział: „On jest Chrystusem”. Tym człowiekiem jest dr Tom Catena, który swoim życiem i działaniem tak się upodobnił do Chrystusa, że innowierca widzi w nim samego Chrystusa. Jest on jedynym lekarzem w okolicy, zamieszkałej przez ponad pół miliona ludzi. Kapitan Aburass Albino Kuku powiedział o Catenie: „Ludzie z Nuba nigdy nie zapomną jego imienia i modlą się, aby nigdy nie umarł”. Dr Tom pracuje całe dnie i jeśli zachodzi taka potrzeba także i noce, przez cały czas jest pod telefonem. Od lat nie miał żadnego urlopu. Rocznie wykonuje ponad tysiąc operacji, szczególnie ludzi zranionych podczas bombardowania. Ustawiają się do niego kolejki długie na sześć kilometrów. Codziennie naraża swoje życie, niosąc pomoc potrzebującym. Przyjaciel dr. Toma Ryan Boyette powiedział: „On jest niezastąpiony. Każdy szuka go, jako osoby, która może uratować ich życie”. Doktor Tom urodził się w Amsterdamie w stanie Nowy Jork w muzułmańskiej rodzinie. Jako dziecko dr Catena postanowił zostać chrześcijaninem, katolikiem. Ku zaskoczeniu wielu postanowił wyjechać do Sudanu Południkowego jako misjonarz. Swoją decyzję tak uzasadnił: „Poczynając od urodzenia otrzymałem od Boga wiele darów. Kochającą rodzinę. Bardzo dobre wykształcenie. Stąd też czułem jako chrześcijanin i jako człowiek, że powinienem pomagać innym”. Pochyla się nad każdym potrzebującym, bo w każdym cierpiącym widzi Chrystusa, który powiedział: „Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść…” Doktor Tom unika zewnętrznego blichtru kościoła, dzięki temu dostrzega Chrystusa w swoim bliźnim i Kościele. Przez niego wypełniają się słowa proroka Izajasza o przyjściu Mesjasza: „Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy jak jeleń wyskoczy i język niemych wesoło krzyknie”. A ci którzy patrzyli na Jezusa czyniącego cuda mówili pełni zdumienia: „Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę”. Ten cud uzdrawiania dokonuje się dziś przez uczniów Chrystusa, którzy przedarli się przez odpustowy harmider i odnaleźli istotę nauki ewangelicznej.

Niedzielne rozważania w wersji audio znajdują się na stronie www.ryszardkoper.pl w sekcji Audio-Video