Untitled-1

 

Zeszłotygodniowy odcinek Podwójnego Życia Weroniki K. zatytułowany: „Od święta”, zgodnie z przewidywaniami Redakcji, wzbudził niemałe kontrowersje i wywołał burzliwe dyskusje. Choć tekst porusza temat współczesnego definiowania pojęcia ”patriotyzm” i traktuje o braku potrzeby manifestowania tzw. polskości i „dumy narodowej”, został odczytany jako krytyka, odbywającej się od lat, Parady Pułaskiego. Oto wybrane wypowiedzi, które pojawiły się po opublikowaniu tekstu na jednym z portali społecznościowych:

 

Dorota Kamińska: Świetny felieton, myślę tak samo.

Katarzyna Roszak: Raczej nie mam tu prawa głosu, jako nie-emigrantka, ale w pełni się z Tobą zgadzam. A paradę Pułaskiego dane mi było oglądać w 2009 i… już więcej nie chcę.

Katarzyna Fiorita: Zgadzam się. Też nigdy nie uczestniczyłam w Paradzie Pułaskiego. Nie pomalowałam twarzy na narodowe barwy, nie machałam chorągiewką biało-czerwoną. Polskość celebruję lokalnie, oddolnie, społecznie i skromnie.

Eva Harley:  Świetne, brawo Weronika!

Kinga Marszal-Norsworthy: W punkt! Rewelacja! W końcu ktoś o tym zaczyna mówić!

Peter Lakomski: Mikołaj Rej pisał: “A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają.” Podobnie jak poeta, ja też jestem dumny z bycia Polakiem, posługiwania się językiem polskim, ale również chcę promować Polskę wśród innych narodów. A Parada Pułaskiego jest ku temu doskonałym sposobem. Bo gdzie, jak nie w Nowym Jorku można znaleźć tyle nacji? Gdzie lepiej pokazać naszą kulturę, stroje, tańce? Naszą obecność? A do zrobienia jest dużo. Ciągle spotykam ludzi, którzy nie wiedzą gdzie leży Polska. Oczywiście sama parada nie wystarczy. Dlatego ważne też są inicjatywy, o których Weroniko wspominasz w artykule. Nikt nikogo nie zmusza do pójścia na paradę. Na szczęście 1-majowe przymusowe spędy skończyły się dawno temu. Jeśli więc komuś nie pasuje Parada Pułaskiego niech sobie ją odpuści. Tylko dlaczego tyle jadu i “hejtu” te osoby produkują? Słyszę głosy, aby zamknąć Paradę Pułaskiego. Jeśli ktoś nie otwierał, to nie ma prawa zamykać. Łatwo jest krytykować. To chyba nasz sport narodowy. Gdyby ktoś z tych krytykujących zobaczył ile potrzeba pracy i poświęcenia aby to polonijne święto przygotować, ilu ludzi i z jak daleka potrafi przyjechać na Manhattan, to może chociaż ugryzłby się w język. Ja wcale nie twierdzę, że Parada Pułaskiego jest super. Jest dużo do zrobienia i do ulepszenia. Dużo zależy też od pogody. Ważne jest jednak nasze nastawienie. Jeśli nie potrafimy się cieszyć z tego co mamy, to inni też tego nie zauważą i nie docenią.

Ewa Sukiennik Maliga:  Brawo Weronika! Jest nas tu – na szczęście – o wiele więcej myślących o tego typu uroczystościach podobnie jak Ty. I chociaż – niestety – jesteśmy wśród Polonii nowojorskiej zdecydowaną mniejszością, to cieszę się, że jest wśród Polonii – i w Kurierze – głos nas reprezentujący! Trafiasz w sedno! Byłam w czasie moich ponad 20 lat w Nowym Jorku dwa razy na Paradzie, raz z przyczyn zawodowych, raz osobistych. I obiecałam sobie, że noga moja więcej tam nie postanie. Przaśność tego zjawiska jest porażająca! Ale oczywiście nigdy bym nie śmiała odwodzić nikogo od uczestnictwa w tej i każdej innej paradzie. Tolerancja przede wszystkim! Myślę, że w PRL-owskim harcerstwie wyczerpałam już swój limit uczestnictwa w podobnych imprezach. Pozdrawiam i gratuluję felietonu!

Basia Błońska:  Na Paradzie byłam dwa razy, jako obserwator i jako uczestnik. Zupełnie inny odbiór! Jako obserwator byłam trochę zażenowana poziomem audio- wizualnym, jako uczestnik poszłam z córką w szeregach konsularnej szkoły, żeby wesprzeć i wzmocnić zastępy szkoły. To już było fajniejsze doświadczenie. Zgadzam się w 100%, że to wydarzenie potrzebuje “makeover” big time!

Agata Woldan: Ja też nie lubię parady, ale zawsze myślałam, że jestem dziwna z moim całkowitym brakiem potrzeby obnoszenia się z polskością.

Zofia Kłopotowska: Bronię naszej Parady. Ma 78 lat. Jest sporym kawałkiem polonijnej historii, drugą co do długości stażem Paradą w Nowym Jorku. Zmienia się tak, jak zmieniają się kolejne polonijne emigracje: “za chlebem”, “żołnierska”, “solidarnościowa”, ale jest ciągle świadectwem naszej obecności w tym pięknym mieście. Ci, którzy obserwują etniczne parady mówią, że nasza zasadniczo nie jest ani gorsza, ani lepsza niż inne. Jeśli nam się nie podoba – poprawmy ją, jeśli potrafimy. Ci, którzy nigdy nie widzieli jej na oczy, jak Weronika, nie mają prawa głosu. (Nie piszemy o filmie, którego nie widzieliśmy, o książce, której nie przeczytaliśmy – to oczywiste prawda?) Malkontenci nie myślą o wielomiesięcznym wysiłku dziesiątków polonijnych grup: parafialnych, szkolnych, organizacyjnych, żeby tę Paradę zorganizować, zebrać na nią pieniądze, bo to bardzo kosztowne przedsięwzięcie. Ci, którzy widzieli Paradę i nie zyskała ich uznania, nie muszą brać w niej udziału. Nie ma przecież przymusu. Osobiście chodzę na Paradę każdego roku, choć, przyznaję, też nie wszystko mi się w niej podoba, ale zawsze przeżywam mniejsze lub większe wzruszenie. W Paradzie podoba mi się najbardziej to, że aktywizuje mniejsze i większe grupy Polaków do wspólnego, bezinteresownego działania. Daje poczucie więzi, wspólnoty. Fakt, nie wszystkim jednakowo potrzebne. Osobiście lubię biało-czerwoną 5 Aleję w pierwszą niedzielę października, ludowe stroje i muzykę. Drażni mnie natomiast wynoszenie się ponad ludzi biorących udział w Paradzie, wytykanie im przaśności, części osób wypowiadających się pod felietonem Weroniki. Właśnie to świadczy o skrywanych kompleksach i sorry Winnetou, braku wrażliwości. A jeśli już mowa o patriotyzmie, to pozwólmy, żeby każdy przeżywał go na swój własny sposób.

Luiza Dunat: Co pokolenie to inny odbiór (nie wrażliwość), inne doświadczenia, inne “trendy”, inne wspomnienia. Pierwszy raz wybrałam się na Paradę Pułaskiego, we wczesnych latach 90-tych. Zażenowana i totalnie zdegustowana obiecałam sobie, że będę unikać tego typu polonijnych spędów, z Paradą na czele. Przaśna, żałosna, nudna…i w sumie mało patriotyczna. Nie promuje ani naszych wybitnych osiągnieć, ani jednostek lub grup, które się doń przyczyniły. Szkoły i parafie oraz garstka innych polonijnych organizacji faktycznie maszerują bardziej jak na szafot, niż coś celebrując, ale nie zgadzam się, by akurat Parada Pułaskiego była bardziej „przaśna” czy „smętna” od innych polonijnych imprez. Wszystkie są podobne. Jednak trzeba powiedzieć głośno, że Polska nie jest już taka, jak to, co reprezentuje Parada Pułaskiego. Jak mam wytłumaczyć dziecku, które tu urodziłam i wychowałam, po polsku- bo inaczej nie umiałam, że ten “obciach” to nie jest mój kraj? Że szkoła do której uczęszcza w weekendy uczyć się polskiego w Polsce nie jest taka kiepska, jak tutaj? Że Polacy są “cool “? Organizacje polonijne powinny mieć to na uwadze. Być może Pani Kłopotowskiej kręci się łezka w oku, bo to jej Polska, ale nie mojego syna, któremu polskie imprezy w Nowym Jorku, placówki i niektórzy ludzie w nich działający, zupełnie zachwiali wizerunek mojego domu, kraju, ojczyzny (?), który mu budowałam przez lata bardzo starannie. Polska to nie ksiądz, traktor, azbest, weteran, i wizerunek Matki Boskiej “drepczący” tuż za blond Miss Polonia…a tak to w skrócie wygląda. I to nieprawda, że jeśli „nie widziało się jej na oczy nie ma się prawa głosu”. Wystarczy obejrzeć zdjęcia. Nijak to się ma do pisania recenzji o filmie, którego się nie widziało. W Paradzie nie ma żadnej dramaturgii…

Krystyna Pitula: A ja maszeruję w Paradzie i macham z radością. Macham i polską flagą i amerykańską. Nikt mnie nie zmusza i nikt nie zabrania. Macham z radością, że jestem tutaj, że mogę być sobą. Że mogę uczestniczyć w tych wydarzeniach, o których Pani pisze i w wielu innych. Że mogę przekazywać dzieciom kawałek tego co polskie, że mogę wzbudzać radość do nauki języka polskiego, poznawania polskich wierszy czy piosenek. Gorący bigos po Paradzie smakuje zawsze wyśmienicie, a zbójnicki taniec z przystojnym góralem dostarczy energii na cały tydzień. Tej twórczej też.

Aneta Pierog-Sudol:  Nie chodzę na Paradę co roku, mój udział zależy zwykle od tego, kto reprezentuje moje strony Clifton – Passaic, jak również traktuję ją jako wydarzenie warte fotografowania. To była moja czwarta, a jestem tu na stałe już 13 lat. W tym roku, moim zdaniem, najlepiej wypadła Husaria, a najładniejszy transparent to Pocono, PA. Jeżeli chodzi o wywiady z uczestnikami i obserwatorami w polonijnych mediach, to najlepiej wypadł Pan (przepraszam nie pamiętam nazwiska) z sejmiku woj. Podkarpackiego, ale to mnie nie dziwi. Wystarczy pojechać np. do Rzeszowa, to widać od razu że mądrzy ludzie tam rządzą albo powiedziałabym raczej – służą.

Ks. Ryszard Koper: Dzięki Bogu, że ci którzy mają jedynie słuszny pomysł na sposób wyrażania swojego patriotyzmu rzadko kiedy mają realną władzę, aby przymusić innych do takiej czy innej formy jego demonstrowania. Możemy zatem pomalować sobie twarz w barwach narodowych, dumnie maszerować z flagą polską w Manhattanie, wziąć karabin do ręki, gdy Ojczyzna woła, uczyć polskiej mowy, chodzić na uliczne występy polskich artystów, a nawet popijać polskie piwo i śpiewać „Niech żyje wolność i swoboda”. Weroniko, nie podejrzewałem Ciebie o sympatię dla przywódcy Korei Północnej. Pod jego czujnym okiem rzeczywiście ostatnia parada patriotyczna wyglądała imponująco, a lud pod dyktando równiuteńko i cichutko zdążał na imprezy kulturalne przygotowane przez wspaniałych, jednomyślnych artystów. Ale ja nie oddałbym za ten wielki splendor „koślawej platformy” z Piątej Alei na Manhattanie.

​​Christopher Vened: Czego jak czego ale „sympatii dla przywódcy Korei Północnej” nie da się dopatrzyć w Pani felietonie. A jednak Ks. Ryszard Koper się dopatrzył. Jak On to zrobił? Wiem że nie znajdę na to retoryczne pytanie logicznej odpowiedzi.

Teresa Balcerzak: Droga Redakcjo, jakiś zły bakcyl przywędrował do nas z Polski i miesza w głowach i sercach Polaków za granicami. Zwalam na Polskę, gdyż konia z rzędem temu, kto w bieżącej, oficjalnej prasie polskiej znajdzie mądry, nietendencyjny, nie-propagandowy artykuł na jakikolwiek temat związany z życiem naszego narodu i szanujący inteligencję, wrażliwość czytelnika-obywatela, niepróbujący uczyć go wstydu czy poczucia winy za niemodne poglądy, czy nie swoje grzechy.  Przykłady daruję, bo nie chcę powielać tamtejszego chłamu tematycznego. Ale ad rem: artykuł z 10 października br. mojej ulubionej felietonistki z Kuriera p. Weroniki Kwiatkowskiej pt. “Od święta” wprawił mnie w osłupienie. Tak słabego Jej tekstu nie czytałam dawno albo nigdy. Pomieszanie pojęć i znaczeń, sianie w głowach wątpliwości i pretensja, że „stanie w rozkroku” to wyjątkowo źle oceniana dolegliwość. Zapytam tylko retorycznie: a komu wygodnie stać w rozkroku? A te już dodatkowe argumenty rodem z podrzucanych na taśmę ogłupiałemu narodowi problemów tzw. lewackich czy lewicowych, i ten gender do tematu “dlaczego mam w d… Paradę Pułaskiego”, no po prostu szok…

Też nie jestem “zwierzęciem stadnym”, też wolę bok niż centrum, też nie lubię wrzasku i deklaracji bez pokrycia, ale jeszcze z czasów licealnych pamiętam jako życiową wskazówkę słowa Jana Kasprowicza w wierszu “Rzadko na moich wargach” i nie mam wątpliwości, kogo nazwać patriotą, a kogo przebierańcem czy oszustem. A wytworzone sztuczne problemy czy wątpliwości, to problemy “pięknoduchów”, którzy niczego nie zbudowali, a gadają do upadłego. Poprzednie pokolenia Polaków zorganizowały Paradę, która może w formie nie każdemu smakuje, ale trzeba ją wspierać i uczestniczyć, ewentualnie wpływać na jej kształt, ale nie uczyć pogardy, bo szalik, bo farba, bo flaga, bo obciach. Co nasza generacja Polaków- emigrantów stworzyła? Proszę o przykłady. A tamte generacje stworzyły dziesiątki kościołów, Unię, szkoły i różne stowarzyszenia, no i Paradę. A my…. ? Zatem powiem tylko, że ktoś, kto się urodził Polakiem, “Ruskiem”, Niemcem czy Holendrem będzie nim do końca dni swoich, bez względu na to, czy będzie się do tego przyznawał czy nie, czy będzie mu z tym do twarzy, czy nie. Najwyżej będzie zaprzańcem, niedobrze widzianym przez swoich i inne nacje też, bo nikt nie lubi wyrodnych dzieci. Dlatego warto wspieram siebie i jeśli to możliwe, każdy na swoją miarę, uczestniczyć w wydarzeniach, które naszą wspólnotę wiążą i nobilitują. W końcu nie wszystkie narodowości w Ameryce mają swoją paradę.

 

Dagmara DW: Cóż, ja nigdy nie byłam i jakoś się nie wybieram , nie potępiam tych, co bywają ani tych, co się odcinają . Dla mnie niech każdy sobie celebruje polskość jak mu podpowiada i serce i rozum.