Na drogach Prawdy Bozej

Każdy arcykapłan z ludzi brany, dla ludzi bywa ustanawiany w sprawach odnoszących się do Boga, aby składał dary i ofiary za grzechy. Może on współczuć z tymi, którzy nie wiedzą i błądzą, ponieważ sam podlega słabościom. Powinien przeto jak za lud, tak i za samego siebie składać ofiary za grzechy. I nikt sam sobie nie bierze tej godności, lecz tylko ten, kto jest powołany przez Boga jak Aaron. Podobnie i Chrystus nie sam siebie okrył sławą przez to, iż stał się arcykapłanem, ale uczynił to Ten, który powiedział do Niego: „Ty jesteś moim Synem, Jam Cię dziś zrodził”, jak i w innym miejscu: „Tyś jest kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka”.

Hbr 5,1-6

W Stanach Zjednoczonych październik jest miesiącem Dziedzictwa Polskiego. Ten miesiąc kojarzy mi się z nabożeństwem różańcowym z lat dzieciństwa. Nad polami snuły się jesienne dymy z ognisk, w których piekliśmy ziemniaki. Umorusani przypalonymi ziemniakami wracaliśmy do domu, myliśmy się i wyruszaliśmy do kościoła na nabożeństwo różańcowe. Gdy wracaliśmy z kościoła na dworze było już ciemno. Latarkami rozświetlaliśmy drogę, konkurując między sobą, która z nich świeci najdalej. Latarka przydawała się także do odpędzania psów, które nie tylko szczekały, ale próbowały nas atakować. W te wspomnienia wplata się modlitwa różańcowa za mój ojczysty dom w kraju nad Wisłą, modlitwa za moją Ojczyznę, której na imię Polska. Z myślą o mojej Ojczyźnie wyruszam w pierwszą niedzielę października z moimi Rodakami na Paradę Pułaskiego. Wdzięczni za polskie dziedzictwo maszerujemy Piątą Aleją na Manhattanie. W tym roku przewodził nam Generalny Marszałek Parady, wielce oddany sprawie polskiej Artur Dybanowski. Przykrym epizodem w tegorocznej mojej paradzie była grupa młodych „ślepców” na chodniku.

W paradzie maszerowała młoda dziewczyna. Niosła przed sobą portret mężczyzny. Młodzi chłopcy, stojący na chodniku zapytali ją: „Czyja jest to fotografia”. Dziewczyna odpowiedziała: „To mój tata”. Zaskoczeni chłopcy, zaczęli kpić z niej, pytając czym on się wykazał, że niesie jego portret na paradzie. Zażenowana dziewczyna starała się im wytłumaczyć: „Każdego roku, z tatą brałam udział w paradzie. maszerowałam razem z nim. W tym roku mój tata zmarł. Bardzo mi go brakuje. Chciałam, aby w ten sposób był razem ze mną”. Ale to nie poruszyło młodych ślepców i nie powstrzymało ich kpin. Jeden z nich krzyknął do niej: „To na drugi rok weź portret ojca Rydzyka”. Dziewczyna zamilkła i spuściła głowę, a łzy kropelkami bólu spadały na portret taty. Ktoś tych zwyrodnialców karmił nienawiścią i pogardą do drugiego człowieka, ktoś ich karmił kpiną z wiary, ktoś ich karmił lekceważeniem rodziny i ludzkich uczuć. I to ich zaślepiło. To są widzący ślepcy, którzy nie dostrzegają, najważniejszych spraw i rzeczy.

Ich ślepota jest bardziej tragiczna niż ślepota żebraka Bartymeusza z dzisiejszej Ewangelii. Jezus przechodził przez Jerycho, jedno z bogatszych miast tamtych czasów. Przy drodze siedział niewidomy żebrak Bartymeusz, który głośno wołał: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną”. Jezus usłyszał to wołanie i zapytał go, co chce, aby mu uczynił. Na co niewidomy odpowiedział: „Rabbuni, żebym przejrzał”. Jezus przywrócił mu wzrok i powiedział: „Idź, twoja wiara cię uzdrowiła”. Tak jak Bartymeusz, ślepcy z Piątej Alei mają szansę uleczenia, tylko muszą wołać, jak żebrak: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną”. Dziś nie wołają, nienawiść i pogarda tak ich zaślepiła, że nawet nie zdają sobie sprawy, jak bardzo są godni pożałowania. Bardzo często tacy ślepcy zaczynają dostrzegać swoją ślepotę, gdy wyrżną głową w słup na drodze swojego życia i w głowie zawirują gwiazdy. Ale nawet bez takiego uderzenia światło Chrystusa może dotrzeć do tych ślepców. Chrystus ma swoje drogi do każdego człowieka.

Dzisiejsze czytania ukazują Chrystusa jako arcykapłana. Słowo kapłan wywodzi się od słowa „pontifex”, co znaczy budowniczy mostów. W znaczeniu religijnym kapłan buduje mosty między wiecznością a obecnym czasem, między ziemią a niebem. Św. Paweł w Liście do Tymoteusza pisze: „Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem i ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus, który wydał siebie samego na okup za wszystkich”. Jezus jest jedynym i najważniejszym „mostem” między Bogiem a ludźmi. Na mocy chrztu świętego każdy z nas ma udział w kapłaństwie Chrystusowym. Mówi o tym Sobór Watykański II: „Na mocy chrztu świętego wierni otrzymują udział w kapłańskiej funkcji Chrystusa dla sprawowania duchowego kultu, oddając Mu samych siebie jako ofiarę”. Przez ten sakrament jesteśmy powołani do sprawowania funkcji apostolskich i ewangelizacyjnych. Święty Piotr pisał: „Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, świętym narodem, ludem Bogu na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła”. Zaś jego następca, św. Jan Paweł II mówił w Meksyku: „Wszyscy wierni na mocy sakramentu chrztu i bierzmowania zobowiązani są do publicznego wyznawania wiary, którą otrzymali od Boga za pośrednictwem Kościoła. Powinni ją szerzyć i bronić jej jak prawdziwi świadkowie Chrystusa, ponieważ są wezwani do ewangelizacji – fundamentalnego obowiązku wszystkich członków ludu Bożego”.

Jesteśmy wezwani, aby otwierać innym oczy na rzeczywistość, której nie wyczerpuje świat materialny, a która ma swoje spełnienie w wieczności. Możemy to czynić na różne sposoby i w różnych okolicznościach. Poniższa historia może być tego przykładem. Aktorka Ewa Gorzelak wychowała się w rodzinie ateistycznej, ale dzięki babci nauczyła się niektórych modlitw. Niewierzący rodzice zgodzili się na prośbę córki aby przyjęła I Komunię św. Jednak, jak mówi aktorka nie miało to większego wpływu na jej młodzieńczą wiarę, która była dla niej czymś obcym. Momentem przełomowym w jej życiu była miłość do Zbyszka, który w młodości pragnął zostać księdzem. Zrezygnował z tych planów, ale wiara nadal zajmowała ważne miejsce w jego życiu. Słowa przysięgi małżeńskiej wypowiedzieli w wiejskiej kapliczce Matki Bożej Bolesnej, gdzie Zbyszek przyjeżdżał kiedyś jako ministrant i modlił się w ważnych życiowych momentach. Ta wiara otwierała Ewie nowe okna, stając się źródłem siły, gdy w 2003r. u półrocznego synka Rysia zdiagnozowano nowotwór mózgu. Lekarze nie dawali mu szans na przeżycie. Aktorka była wtedy gwiazdą serialu „Na Wspólnej”, z którego zrezygnowała, żeby czuwać przy synku. O tych ciężkich zmaganiach powiedziała: „Kiedy medycyna powoli rozkłada ręce, pojawia się wielka nadzieja, że jest jeszcze, a może przede wszystkim Ktoś, na Kim można się wesprzeć, do kogo można się zwrócić, poprosić o opiekę, po prostu się pomodlić. Ryś mi umierał na rękach. W pewnym momencie nie miał siły płakać, tylko cichutko się skarżył. Prosiłam Boga, aby szybciej go zabrał i skrócił jego cierpienie. Myślałam, że mi serce pęknie. Przyszedł ksiądz, namaścił go, dał mu sakrament chorych i zaczął się modlić o zdrowie. Wszyscy wspólnie wstawiali się za Rysiem u Boga. I wtedy zdarzył się prawdziwy cud, synek wyzdrowiał. Z pewnością było to działanie Boga!” Te trudne doświadczenia, przeżywane z Bogiem umocniły rodzinę Ewy. Aktorka wspomina: „Wiele małżeństw się rozpada, przy tak ciężkiej chorobie dziecka. Mężczyźni często nie wytrzymują tego. To był trudny okres w naszym życiu. Dziś jestem bardzo szczęśliwa, że wybrnęliśmy z tego cało jako rodzina”.

Tak spełniły się słowa psalmisty z dzisiejszej niedzieli: „Idą i płaczą / niosąc ziarno na zasiew, / lecz powrócą z radością / niosąc swoje snopy”. Wzrok wiary daje siłę oczekiwania radości nawet wtedy, gdy będziemy powracać do domu Ojca.

Niedzielne rozważania w wersji audio znajdują się na stronie www.ryszardkoper.pl w sekcji Audio-Video