Kurier Plus - Na drogach Prawdy Bozej

W Starym Przymierzu każdy kapłan staje codziennie do pełnienia swej służby, wiele razy te same składając ofiary, które żadną miarą nie mogą zgładzić grzechów. Jezus Chrystus przeciwnie, złożywszy raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, zasiadł po prawicy Boga, oczekując tylko, „aż nieprzyjaciele Jego staną się podnóżkiem nóg Jego”. Jedną bowiem ofiarą udoskonalił na wieki tych, którzy są uświęcani. Gdzie jest odpuszczenie, tam już więcej nie zachodzi potrzeba ofiary za grzechy.

Hbr 10,11-14.18

Co pewien czas wizjonerzy, magicy, samozwańczy prorocy, przepowiadacze przyszłości, a także naukowcy malują przed nami wizję końca świata. Naukowe teorie ukazują koniec życia na ziemi na różne sposoby. Najczęściej straszą nas nadlatującymi asteroidami, które w kolizji z Ziemią mogą spowodować zagładę życia. Naukowcy z NASA ogłosili, że 31 października tego roku obok Ziemi przeleci groźna asteroida. Ma w przybliżeniu 2,5 kilometra średnicy i mogłaby stanowić wielkie zagrożenie dla świata. Będzie to miało miejsce w Halloween, kiedy to każdy każdego straszy kościotrupami i duchami. Dojdzie nam zatem jeden strach, chociaż naukowcy uspokajają nas, że chyba asteroida ominie Ziemię. Gdy będziemy czytać te słowa, to będziemy mogli powiedzieć, że mieliśmy tym razem szczęście – rzeczywiście asteroida nas ominęła. No cóż jeden strach mamy za sobą, ale inny przed nami. Otóż tym razem ufolodzy straszą nas tajemniczą „różową planetą”, która ma zagrozić Ziemi w grudniu 2015 roku. Ich zdaniem niebezpieczny obiekt kosmiczny będzie widziany jako wielka różowa kula, która pochłonie życie na Ziemi. A zatem murowany koniec świata. NASA nie wypowiada się na ten temat, być może sprawa wygląda niepoważnie lub zbyt poważnie. Kiedyś na pewno to się stanie, wskazuje na to nawet rachunek prawdopodobieństwa. Ze swej strony nie radziłbym jednak rezygnować z przygotowań do uroczystego powitania Nowego Roku.

Gdyby się spełnił któryś z powyższych scenariuszy, to na pewno mieściłby się w szeroko pojmowanej interpretacji słów z dzisiejszej Ewangelii, która mówi o końcu świata: „W owe dni, po wielkim ucisku słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte”. Jednak nikt z nas nie wie kiedy to nastąpi: „Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec”. Zapewne dla nas to lepiej, że nie znamy konkretnej daty końca świata. Ta nieokreśloność jest wezwaniem dla każdego pokolenia, dla każdego z nas do przygotowania się na ten dzień. Bo w tym dniu będzie miało miejsce coś ważniejszego niż spadające gwiazdy. Ewangelia mówi: „Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą”. Będzie to dla nas dzień spotkania z naszym Zbawicielem. W tym całym zamęcie świata najważniejsze jest to spotkanie i nasze przygotowanie do niego. Znamienne są słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: „Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie”. A zatem każdy z nas niejako na własnej skórze doświadczy rzeczywistości końca świata. Może nie będziemy widzieć spadających gwiazd, bo to nie jest najważniejsze w tych wydarzeniach. Najważniejsze będzie spotkanie z Chrystusem.

Tego spotkania, niejako w sposób dotykalny doświadczyli ludzie, którzy znaleźli się w stanie śmierci klinicznej. Ich relacje, pod znamiennym tytułem „życie po śmierci” stały się tematem wielu książek. W 1991 roku sondaż Instytutu Gallupa wykazał, że dwanaście milionów Amerykanów doświadczyło śmierci klinicznej. Oto najczęściej pojawiające się doświadczenia z tego stanu: przejście przez tunel, przebywanie w jakimś innym świecie lub wymiarze, wszechogarniające uczucie spokoju, przegląd wszystkich wydarzeń z życia, bardzo precyzyjne postrzeganie pozazmysłowe, święte światło emanujące życzliwością i dobrem, które przez wielu było identyfikowane z Chrystusem. Teorii wyjaśniających to zjawisko jest wiele. Jedna z nich mówi, że w czasie śmierci klinicznej nasz mózg produkuje endorfinę i dzięki niej powstają owe wizje. Przedstawiciele tej teorii uważają, że nie ma podstaw, aby te przeżycia stanowiły argument za istnieniem życia wiecznego. Jednak ta teoria nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością tych przeżyć. Ciekawe są ostatnie badania naukowców z Uniwersytetu Southampton w Anglii, którzy przez cztery lata przebadali ponad 2000 osób, które przeżyły śmierć kliniczną. Okazało się, że prawie 40 procent badanych odczuwało swego rodzaju „świadomość”, również w czasie, gdy byli w stanie śmierci klinicznej. 57-letni pracownik socjalny z Southampton, był formalnie martwy przez około trzy minuty. Gdy akcja jego serca powróciła, stwierdził, że wszystko pamięta i opisał w szczegółach działania personelu medycznego. Jego przypadek szczególnie zainteresował ekspertów, ponieważ według oficjalnej doktryny medycznej, mózg nie może funkcjonować, gdy serce przestaje bić. Jednak w tym przypadku mózg kontynuował pracę przez przynajmniej trzy minuty w czasie, w którym serce przestało bić. Teoretycznie mózg zwykle przestaje przyjmować bodźce po 20-30 sekundach od zatrzymana akcji serca. Badania nie mówią co dzieje się dalej po śmierci, ale sugerują, że świadomość i ciało są w jakiś sposób ze sobą powiązane, lecz mogą po śmierci rozdzielić i „pójść własnymi drogami”.

Św. Jan Paweł II w Encyklice „Fides et ratio” pisze: „Wiara domaga się, aby jej przedmiot został poznany przy pomocy rozumu; rozum osiągając szczyt swoich poszukiwań uznaje jak konieczne jest to, co ukazuje mu wiara”. Gdybyśmy uznali wyniki badań uczonych z Uniwersytetu Southampton za szczyt możliwości poszukiwań w wyżej wspomnianej materii, to możemy powiedzieć, że stawiają nas one przed koniecznością tego, co ukazuje nam wiara. A wiara prowadzi nas do Bożego Objawienia zawartego na kartach Biblii. W pierwszym czytaniu z Księgi Daniela słyszymy słowa mówiące o końcu świata: „W owych czasach wystąpi Michał, wielki książę, który jest opiekunem dzieci twojego narodu. Wtedy nastąpi okres ucisku, jakiego nie było, odkąd narody powstały, aż do chwili obecnej. W tym czasie naród twój dostąpi zbawienia, każdy, kto się okaże zapisany w księdze. Wielu zaś, co posnęli w prochu ziemi, zbudzi się: jedni do wiecznego życia, drudzy ku hańbie, ku wiecznej odrazie”. W Chrystusie „proch” znajduje moc do „przebudzenia” się do życia wiecznego. W Liście do Hebrajczyków czytamy: „Jedną bowiem ofiarą udoskonalił na wieki tych, którzy są uświęcani. Gdzie jest odpuszczenie, tam już więcej nie zachodzi potrzeba ofiary za grzechy”. Opromieniony światłem Bożego Objawienia św. Ignacy Antiocheński pisał: „Nie chcę rozkoszy tego świata i królestwa doczesnego. Wolę umrzeć, by połączyć się z Chrystusem, niż królować aż po krańce ziemi. Tego szukam, który za nas umarł. Tego pragnę, który dla nas zmartwychwstał. Bliskie jest moje narodzenie”.

Św. Jan Paweł II, spoglądając na nas z nieba przypomina nam: „Jeśli ktoś lub coś każe ci sądzić, że jesteś już u kresu, nie wierz w to! Jeśli znasz odwieczną Miłość, która Cię stworzyła, to wiesz także, że w Twoim wnętrzu mieszka dusza nieśmiertelna. Różne są w życiu ”pory roku”: jeśli czujesz akurat, że zbliża się zima, chciałbym abyś wiedział, że nie jest to pora ostatnia, bo ostatnia porą Twego życia będzie wiosna – wiosna zmartwychwstania. Całość twojego życia sięga nieskończenie dalej niż jego granice ziemskie: Czeka cię niebo”. m

Niedzielne rozważania w wersji audio znajdują się na stronie www.ryszardkoper.pl w sekcji Audio-Video