Ostra Brama wnętrze

Ostra Brama wnętrze

Bracia: Gdy nadeszła pełnia czasu, Bóg zesłał swojego Syna, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo. Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: „Abba, Ojcze”. A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej.

Ga 4,4-7

Gdybyśmy w tych dniach, bez kalendarza, zegarka i telefonu znaleźli się na bezludnej wyspie, to z pewnością, tracąc rachubę czasu nie zauważylibyśmy, że skończył się stary rok, a zaczął nowy. Słońce przetaczałoby się na tropikalnym błękicie nieba, wyznaczając cieniem plamy na złocistej plaży pory dnia. I tak by mijałyby sielankowe dni mierzone szumem morskiej fali i krzykiem kolorowych papug tropikalnej dżungli. Może byłoby to i cudowny czas, ale z pewnością pośród monotonnie upływających dni zatęsknilibyśmy za kalendarzem, za zegarkiem, które wyznaczają czekanie, spełnienie, zatrzymanie.

Zatęsknilibyśmy za balem sylwestrowym, czy samą atmosferą tego dnia nasączonego nostalgią za czasem minionym i radością dni, które są przed nami. Zatrzymanie na rocznym przełomie czasu jest także potrzebne, aby zadać sobie pytanie postawione w jednej z piosenek religijnych: „Nikt dziś nie ma czasu, / każdy goni szczęście, / Na później zostawia to, / co najważniejsze. / Zatrzymaj się na chwilę / Odetchnij pięknem świata! / Zatrzymaj się na chwilę, / Zauważ swego brata / Zatrzymaj się na chwilę / Nad tym, co w sercu kryjesz! / Zatrzymaj się na chwilę / I pomyśl po co żyjesz!”

W refleksję nad minionym rokiem zapewne wpisuje się powyższe pytanie. Odpowiedzi jest wiele. Dziesiątki zadań stoi przed nami, które wpisują się w naszą odpowiedź na pytanie: Po co żyjesz? Przejdzie jednak taki moment, że to pytanie nie będzie już nas dotyczyć. Jeśli jeszcze będziemy zadawać jakieś pytanie, to będzie ono prawdopodobnie brzmieć: Po co żyłem? I wtedy odkryjemy, że najgłębszy sens naszemu życiu nadają wartości zawarte w błogosławieństwie, które słyszymy w pierwszym czytaniu na uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi, którą obchodzimy w pierwszy dzień Nowego Roku: „Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie swoje oblicze i niech cię obdarzy pokojem”. A inni dodadzą: Wiecznym. Amen. W ramach podsumowania roku w wielu mediach zobaczymy fotografie i nazwiska ludzi, których nie dotyczy już pytanie: Po co żyjesz?

Nasze osobiste pytania wpisują się w publiczne wydarzenia minionego roku. Miały one przemożny wpływ na kształt życia społecznego, a niejednokrotnie także na nasze życie osobiste. Zapewne bardzo ważnym wydarzeniem minionego roku był problem imigracyjny w Europie. Setki tysięcy uchodźców szturmowało granice Unii Europejskiej. Stało się to źródłem wielu problemów, z zamachami terrorystycznymi włącznie.

Te problemy mają także wymiar religijny. Marek Orzechowski, polski dziennikarz, od lat mieszkający w Belgii, autor książki „Mój sąsiad islamista” powiedział dla Wp. pl, że za niecałe 20 lat Belgia stanie się krajem muzułmańskim. A o integracji ludzi różnych kultur, którą od lat promowali nierozgarnięci europejscy politycy powiedział: „Integracja polega na tym, że człowiek, który przenosi się do innego kraju, wchłania jego kulturę poprzez nowy język, korzysta z niej, wzbogaca się jej wartościami, próbuje wnieść do niej własne, uniwersalne elementy.

No tak, ale to piękna teoria. Praktyka wygląda inaczej. A dlaczego? Nasi współmieszkańcy w muzułmańskiej wierze uważają, że są u siebie, a nie w obcym kraju, reprezentują wyższy poziom cywilizacji, wyznają jedynie słuszną wiarę, więc integracji z nami nie potrzebują. To my musimy przejąć ich wzorce. I właśnie to prędzej czy później nastąpi. A ponieważ są naszymi obywatelami, nigdzie stąd nie pójdą”.

Na tym samym portalu Dominika Ćosić cytuje marokańskiego taksówkarza: „Jak mam szanować Belgów, skoro swoich rodziców na starość oddają do domów starców albo uśmiercają, aborcja jest u nich normalna, kościoły są puste, za to burdele pełne? Za co mam ich szanować?” Po czym autorka dodaje: „I wielu muzułmanów tak myśli nie tylko o Belgii, ale i o całej zachodniej Europie, która ich zdaniem jest zdegenerowana i nie zasługuje na nic dobrego. A ta sama Belgia w imię poprawności politycznej nie walczy z np. radykalnymi imamami. Ci ostatni, których coraz więcej się pojawia, mówią wprost, że ich celem jest wprowadzenie w Belgii szariatu. Belgistanu”.

Europa, jakby pogrążona w jakimś amoku odchodzi od wartości, które dawały jej siłę przeciwstawienia się złu – wewnętrznemu i zewnętrznemu. Wspomniany wcześniej Marek Orzechowski mówi: „Wystarczy dwoje, troje dzieci muzułmańskich w klasie, aby reszta musiała zmienić swoje obyczaje. Na przykład rodzicom zabrania się podawać dzieciom kanapki z szynką, ponieważ razi to ich muzułmańskich kolegów. Teraz, przed świętami, zaczynają się debaty, na przykład we Włoszech. Eksperci zastanawiają się, czy można używać nazwy ‘Boże Narodzenie” dla naszych świąt i czy nie zamienić jej w ‘święto zimy, obchodzone w styczniu, aby nie urazić tysięcy muzułmańskich migrantów.

Powraca także ‘problem” choinek w miejscach publicznych, które się ‘źle kojarzą” muzułmanom. Brzmi to wręcz surrealistycznie, ale to, niestety, twarda rzeczywistość. To jest zawłaszczanie naszej przestrzeni. Drugim pasmem podążają zabójcy, zamachowcy, aby nas przestraszyć i sparaliżować, pokazać, że nie mamy szansy i przyszłości. Nie brakuje głosów, że przegrywamy, ponieważ sami odeszliśmy od naszych wartości, także wywiedzionych z cywilizacji opartej na chrześcijaństwie. Zapewne jedną z reakcji na to, co się dzieje i narastające zagrożenie, będzie jakaś forma renesansu naszych korzeni.

Pośród tego zamętu i zgiełku świata tak jak w Betlejem ponad dwa tysiące lat temu tak i dzisiaj dociera do nas głos Boga przypominający o Mesjaszu, który zstąpił na ziemię, aby nas zbawić, a który jest samą Miłością. Z pewnością takim znakiem jest wydarzenie, które miało miejsce kilka tygodni temu w Salt Lake City w stanie Utah. To miasto jest światową siedzibą Mormonów, których jest w tym mieście 63%. Mormoni odwołują się do Chrystusa, ale z powodu odrzucenia dogmatu Trójcy Świętej nie są uznawani za chrześcijan zarówno przez Kościół katolicki, jak i Światową Radę Kościołów. Nie uznają oni Eucharystii, i to właśnie pośród nich miało miejsce wydarzenie, o którym donosiły amerykańskie media.

Otóż w parafii św. Franciszka Ksawerego, chłopiec który nie był jeszcze u pierwszej Komunii św. przyjął na rękę Komunię świętą. Po powrocie do domu matka chłopca zauważyła, że synek ma Komunię. Zadzwoniła do proboszcza parafii informując go o tym i przyniosła Komunię do kościoła. Ksiądz włożył ją do Vasculum, specjalnego pojemnika z wodą. Po rozpuszczeniu hostii wodę wylewa się do ziemi. Hostia po trzech dniach nie rozpuściła się, ale przybrała kolor krwi. Ta wieść obiegła całą parafię. Wierni zaczęli się gromadzić w kościele na adoracji tej Hostii, uważając, że jest to cud. Powołano specjalną komisję, która po przeprowadzeniu badań orzekła, że nie jest to krew, czy tkanka ciała, mimo to dla wielu samo przebarwienie hostii niezależnie od przyczyn uważane jest za znak z nieba.

Proboszcz parafii ks. prałat Francis Mannion jeszcze przed orzeczeniem komisji powiedział: „Niezależnie od wyników badań specjalnej komisji już dziś to cudowne wydarzenie może być dla nas impulsem odnowienia naszej wiary i adoracji największego cudu jakim jest realna obecność Chrystusa pod postaciami Eucharystycznymi w czasie sprawowania każdej Mszy świętej”.

Takich przypadków oraz udokumentowanych cudów eucharystycznych moglibyśmy przytoczyć tysiące. W tych świątecznych dniach prowadzą one do stajenki betlejemskiej. Bo tam jest źródło wszystkiego. Św. Paweł w Liście do Galatów pisze: „Gdy nadeszła pełnia czasu, Bóg zesłał swojego Syna, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo”. Również Ewangelia na dzisiejszą uroczystość prowadzi nas do stajenki: „Pasterze pospiesznie udali się do Betlejem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu”. Za pasterzami udajmy się do stajenki, aby z Maryją rozważać tę tajemnicę: „Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu”. A wtedy wrócimy jak pasterze wielbiąc Boga: „A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane”.

Zatrzymanie się przy stajence, zamyślenie i modlitwa przyniosą odpowiedź na pytanie postawione na początku tych rozważań: Po co żyjesz?