Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.
1 Kor 12,1- 6

 

 

W czasie bożonarodzeniowej kolędy w Brooklynie odwiedziłem w jednym z bloków polską rodzinę. Przed blokiem zauważyłem ławkę, przy której stała mała choinka i dwa płonące znicze. Pod ławką był kamień a na nim wygrawerowany napis w języku angielskim, który można przetłumaczyć: „Z pamięcią miłości Danucie Kuklińskiej”. Przed rokiem śp. Danuta otwierała mi drzwi do swojego mieszkania, a w tym roku uczynił to Andrzej i córka zmarłej Anna. Danuta od dwóch lat zmagała się z nowotworem. Dźwigała swój krzyż cierpienia w łączności z krzyżem Chrystusa. W swoim zmaganiu z chorobą ogarniała bezgraniczną miłością swoją rodzinę i wszystkich którzy stanęli na drodze jej życia. Była w swoim bloku, jak to mówimy w Nowym Jorku „suprem” tzn. osobą która odpowiada za sprawne funkcjonowanie całego domu i poszczególnych mieszkań. A czyniła to z wielkim oddaniem i życzliwością jaką miała dla lokatorów mieszkających w tym budynku.

 
Przez zwykłe służebne czynności zaskarbiła sobie ogromną miłość wszystkich mieszkańców tego wielonarodowego bloku. Odeszła do domu Ojca pojednana z Bogiem i pogodzona z cierpieniem, które wyniszczało jej organizm. W pogrzebie oprócz rodziny wzięli udział liczni przyjaciele i mieszkańcy bloku. Przed uroczystościami zadzwoniła do mnie Żydówka, jedna z mieszkanek tego bloku i powiedziała, że wybiera się na pogrzeb śp. Danuty i ze względu na szacunek do zmarłej chciałaby wiedzieć jak się ubrać i jak się zachować w czasie uroczystości pogrzebowych. Po pogrzebie rodzina zmarłej zaprosiła mieszkańców bloku na poczęstunek. Nie spodziewali się, że tyle osób skorzysta z zaproszenia. Mieszkańcy bloku z kwiatami i kartkami stali w kolejce na ulicy, aby zmarłej okazać szacunek a rodzinie współczucie. I to właśnie mieszkańcy tego budynku ufundowali wspomnianą ławkę. Można na niej usiąść i zadumać się nad miłością, ludzką życzliwością i poświęceniem, które czynią człowieka wielkim, spełnionym niezależnie od tego jakie pełni funkcje w ludzkiej społeczności, jakie wykonuje czynności. Jeśli nasączymy nasze życie miłością, wtedy wszystko co czynimy jest wielkie i najważniejsze, a my sami, odchodząc po nagrodę wieczną w niebie będziemy mieć poczucie dobrze przeżytego i dobrze wykorzystanego życia, które darował nam Bóg.

 

 

Święty Paweł w zacytowanym na wstępie Liście do Koryntian pisze jak ważna jest miłość w naszym życiu. Nawet gdybyśmy mówili językami aniołów, to znaczy wyśpiewywali hymny na cześć Boga, a miłości byśmy nie mieli, bylibyśmy jak cymbał pusto brzmiący. Św. Paweł przedstawia hierarchię wartości rzeczy szczególnie pożądanych przez człowieka jak: dar prorokowania, poznanie tajemnic świata, wiedza, silna wiara. Gdyby to wszystko człowiek posiadł a miłości by nie miał, to i tak nic nie znaczy. Miłości nie zastąpi nawet jałmużna ani surowe umartwienie i pokuty. Jakże często w naszym codziennym życiu ocieramy się o cymbałów pusto brzmiących. Mają oni różnego rodzaju tytuły naukowe, godności, dobrze prosperujące biznesy, sławę, a są cymbałami, których życie jest bezwartościowe, bo nie mają w sobie miłości. Myśląc o „cymbałach” mijanych na ulicy, czy współpracujących z nami, warto wsłuchać się w głos własnego sumienia. Może usłyszymy również dźwięk cymbałów? Św. Paweł wymienia niektóre z istotnych cech prawdziwej miłości. Warto je powtórzyć jeszcze raz: Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.
Pośród wszystkich wartości duchowych św. Paweł pisze, że miłość jest najważniejsza: „Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, te trzy: z nich zaś największa jest miłość”.

 

 

W jednej ze swoich katechez św. Jan Paweł II mówił: „Miłość Chrystusa jest z całą pewnością taka, o jakiej czytamy w Pawłowym hymnie. Jeśli Apostoł w swym Liście przedstawił taki obraz ewangelicznej miłości swoim korynckim adresatom, to z pewnością jego umysł i serce przeniknięte były Chrystusową miłością, ku której pragnął skierować życie chrześcijańskich wspólnot. Jego hymn o miłości może więc być uważany za komentarz do przykazania, które każe kochać na wzór Chrystusa-Miłości, czyli ‘tak jak Ja was umiłowałem”. W innym miejscu św. Paweł podkreśla, iż szczytem tej miłości jest krzyżowa ofiara: „Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze”. Zaś w czasie pielgrzymki do Polski św. Jan Paweł II powiedział w Łowiczu: „Ku Chrystusowi kierujcie wzrok. Niech będzie obecny w waszych myślach, podczas waszych zabaw i w waszych rozmowach. Z Nim winniście zawsze żyć w szczególnej przyjaźni. Pan Jezus chce wam pomagać. Chce być dla was podporą i umacniać w młodzieńczej walce o zdobywanie cnót, takich jak: wiara, miłość, uczciwość, szlachetność, czystość, wielkoduszność. Gdy będzie wam trudno, gdy będziecie w życiu przeżywać jakieś niepowodzenia czy zawody, niech wasza myśl biegnie ku Chrystusowi, który was miłuje, który jest wiernym towarzyszem i który pomaga przetrwać każdą trudność. Wiedzcie, że nie jesteście samotni. Towarzyszy wam Ktoś, kto nigdy nie zawodzi. Chrystus rozumie najtajniejsze pragnienia waszego serca. On czeka na waszą miłość i na wasze świadectwo”. W Chrystusie odnajdujemy moc kroczenie drogą najpiękniejszej, zbawiającej Miłości.

 

 

Można się rozminąć się z tą Miłością, jak to przydarzyło się niektórym mieszkańcom Nazaretu. Jezus przybył do rodzinnego miasta i jak to było w zwyczaju Izraelitów udał się w szabat do synagogi. Podano Mu Biblię. Po przeczytaniu fragmentu proroctwa Izajasza Jezus powiedział: „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli”. Mieszkańcy Nazaretu byli zdumieni mądrością Jezusa, a także potęgą cudów, o których słyszeli. Nie potrafili jednak uwierzyć, że jest On kimś więcej niż ich sąsiadem i zwykłym rzemieślnikiem. A gdy Jezus wytknął im ich niedowiarstwo zapałali do Niego nienawiścią. Św. Łukasz napisał: „Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali się z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. unieśli się gniewem i chcieli Go strącić w przepaść”. Sytuacja z Nazaretu może przydarzyć się także w naszym życiu. Bóg ciągle przemawia do nas przez ludzi, których znamy i przez codzienne zwykłe zdarzenia. Na przykład jechałeś samochodem, ktoś cię zatrzymał na chwilę, dzięki temu uniknąłeś nieszczęśliwego wypadku. Człowiek zamknięty na rzeczywistość Boga powie, że to przypadek, a dla człowieka otwartego na rzeczywistość nadprzyrodzoną, będzie to znak z nieba, który jeszcze bardziej zbliży go do Chrystusa.

 

 

Odtrącony przez nas Jezus odchodzi, oddala się, ale nas nie opuszcza, nie odwraca się od nas. Czeka na nasz powrót, jak ojciec w przypowieści o synu marnotrawnym. Wiara w Chrystusa, nasze do Niego powroty są nieraz skomplikowane i trudne tak jak to napisał Fiodor Dostojewski, jeden z największych pisarzy czasów nowożytnych: „O sobie samym mówię, iż jestem synem mojej epoki, synem braku wiary, wątpliwości i pozostanę nim aż do godziny śmierci. Jak wiele okrutnych mąk kosztowało mnie i do tej pory mnie kosztuje pragnienie wiary, które rośnie proporcjonalnie do listy argumentów przeciwnych. A mimo to Bóg daje mi chwile, w których wszystko jest jasne i święte. W tych właśnie momentach ułożyłem moje credo: wierzyć, że nie ma nikogo piękniejszego, głębszego, bardziej miłowanego, bardziej mądrego i bardziej doskonałego od Chrystusa; że nie tylko nie istnieje nic Mu równego, ale mówię to pałając zazdrosną miłością, nie może istnieć. A nawet więcej: jeśli kto udowodniłby mi, że Chrystus jest poza prawdą, wolałbym bez namysłu pozostać przy Chrystusie, niż przy prawdzie.”

Niedzielne rozważania w wersji audio znajdują się na stronie www.ryszardkoper.pl w sekcji Audio-Video