Bracia: Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkim. Wszystkim zaś objawia się Duch dla wspólnego dobra. Jednemu dany jest przez Ducha dar mądrości słowa, drugiemu umiejętność poznawania według tego samego Ducha, innemu jeszcze dar wiary w tymże Duchu, innemu łaska uzdrawiania przez tego samego Ducha, innemu dar czynienia cudów, innemu proroctwo, innemu rozpoznawanie duchów, innemu dar języków i wreszcie innemu łaska tłumaczenia języków. Wszystko zaś sprawia jeden i ten sam Duch, udzielając każdemu tak, jak chce.
1 Kor 12,4-11

 

 

Tytuł tych rozważań był mottem polskich misjonarzy – męczenników: Zbigniewa Strzałkowskigo i Michała Tomaszka. Pod tym samym tytułem zrealizowano o nich film. Ojcowie franciszkanie zginęli w 1991 roku w Peru z rąk terrorystów organizacji Świetlisty Szlak. W sierpniu tego samego roku rząd Peru przyznał pośmiertnie ojcom Michałowi i Zbigniewowi najwyższe odznaczenie państwowe: Wielki Order Oficerski „El Sol del Perú” (Słońce Peru). Jednak najważniejsze „odznaczenie” otrzymali 5 grudnia 2015 r. w czasie uroczystości beatyfikacyjnych, które miały miejsce na stadionie w Chimbote w Peru. Zostali ogłoszeni błogosławionymi. Tę godność otrzymujemy z rąk samego Boga, a Kościół po dokładnym zbadaniu całej sprawy tylko ogłasza swoim autorytetem, że błogosławieni na drodze świętego i nieskalanego życia osiągnęli zbawienie, osiągnęli niebo, nagrodę samego Boga.

 

 

Franciszkanie wyjechali do Peru w listopadzie 1988 roku. Decydując się na wyjazd zdawali sobie sprawę w jak trudnych i niebezpiecznych warunkach będą głosić Ewangelię. Przed wyjazdem na misję ojciec Michał powiedział: „Jeśli trzeba będzie złożyć ofiarę życia, to nie będę się wahał”. Swoją misję prowadzili w Pariacoto, andyjskiej wiosce bez elektryczności i bieżącej wody. Gdy do niej dotarli, był tam jedynie prowizoryczny kościół. Wieść o przybyciu oczekiwanych misjonarzy szybko rozniosła się po okolicy. Wierni z wielką gorliwością i zapałem pomagali przy remoncie świątyni i parafialnego domu. Franciszkanie troszczyli się o zdrowie parafian, pracowali z dziećmi i młodzieżą, głosili katechezę. Tak było do 9 sierpnia 1991 r.. W tym dniu po Mszy św. ojcowie franciszkanie mieli zaplanowane spotkanie z młodzieżą. To spotkanie już się nie odbyło.

 
Przed świątynią czekali na misjonarzy terroryści z organizacji Świetlisty Szlak. Związali oni ręce zakonnikom i wywieźli z wioski. Ciała misjonarzy znaleziono kilka kilometrów od Pariacoto. Zamordowano ich na podstawie aktu oskarżenia, który brzmiał: „Za podjudzanie przeciwko rewolucji modlitwą różańcową, kultem świętych, mszą św. i Biblią. Za okłamywanie ludu Ewangelią i Biblią, bo wszystko to są kłamstwa. Religia jest opium dla ludu. Za głoszenie pokoju. Kto to czyni, musi umrzeć”.

 

 

Mimo młodego wieku i tragicznej śmierci nikt nie może powiedzieć, że ci dwaj zakonnicy zmarnowali życie. Wręcz przeciwnie, wykorzystali je najpiękniej, jak jest to możliwe. Realizowali swoje powołanie, wypełniając w Kościele jedną z licznych posług, o jakich pisze św. Paweł w Liście do Koryntian: „Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkim”. W tym samym Liście czytamy: „Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak jest i z Chrystusem. Wszyscyśmy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, aby stanowić jedno Ciało”. Tę myśl kontynuuje Katechizm Kościoła Katolickiego: „Kiedy uczniowie Jezusa zostali pozbawieni Jego widzialnej obecności, Jezus nie zostawił ich jednak sierotami. Obiecał pozostać z nimi aż do końca czasów i posłał im swego Ducha. Komunia z Jezusem stała się przez to w jakiś sposób jeszcze bardziej intensywna. ‘Udzielając bowiem Ducha swego, braci swoich, powołanych ze wszystkich narodów, ustanowił w sposób mistyczny jako ciało swoje”. Przez chrzest zostaliśmy włączeni w mistyczne Ciało Chrystusa, Jego Kościół. Bóg udziela nam różnych darów, abyśmy służąc nimi ubogacali wspólnotę wiary.

 

 

W świetle powyższej nauki pytanie, które nieraz przewija się w rozmowach: kto jest ważny, ważniejszy, a kto najważniejszy w Kościele jest pytaniem typu; które oko jest ważniejsze prawe, czy lewe? Obydwa są tak samo ważne i gdy razem spoglądają na świat, obraz który dociera do nas jest pełniejszy. Obraz ten się zamazuje, gdy jedno z oczu jest chore, czy też obydwa. Jeśli mamy mówić o ważności członków Kościoła, to konieczne musimy zastosować kryterium, o którym pisze św. Paweł w Liście do Koryntian. Tym kryterium jest otwarcie się na działanie Ducha św., przyjęcie Go i przyzwolenie, aby kierował naszym życiem i naszymi czynami. Jeśli jesteś owiany Duchem Świętym, to jesteś wielki w tym Kościele, bo już tu na ziemi widać na twojej głowie najważniejszą koronę, koronę świętości, którą otrzymali wcześniej wspomniani męczennicy. Ta korona jest ważniejsza niż tiara papieska, której dzięki Bogu dzisiaj papieże już nie używają. Zrezygnował z niej papież Paweł VI, który po uroczystej ekumenicznej Mszy świętej złożył ją na ołtarzu. Została ona następnie zlicytowana na aukcji w USA i sprzedana. Pieniądze za nią otrzymane przeznaczono na cele charytatywne. Korona świętości, to nie tylko wyglądanie szczęśliwej wieczności, to także wielkość, która z miłością wychodzi naprzeciw ludzkiej nędzy zarówno duchowej jak i materialnej. Czynili to błogosławieni o. Michał i o. Zbigniew wśród ubogich Peruwiańczyków. A zatem w Kościele jesteś wielki i ważny na tyle na ile napełnisz się Duchem Świętym i Nim żyjesz. Wszelka inna wielkość to pawie pióra na pustej głowie.

 

 

W Ewangelii na dzisiejszą niedzielę odnajdziemy pewne wskazówki, jak otworzyć serce na Ducha Świętego i Nim żyć. W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele, na które nowożeńcy zaprosili Jezusa i Jego Matkę. Weselną radość nowożeńców zmąciła prozaiczna sytuacja. Zabrakło wina. Zapewne nie chodziło tu o samo wino, ale fakt, że nowożeńcy zaprosili gości, a nie przygotowali się odpowiednio do tego. Co za wstyd. Prawdopodobnie Jezus zauważył tę niezręczną sytuację nowożeńców, ale zapewne chciał, aby Jego łaska dotknęła ich za wstawiennictwem Jego Matki. Ale niewykluczone też, że to wrażliwe matczyne serce dostrzegło tę trudną sytuację. Maryja powiedziała do Jezusa: „Nie mają już wina”. Na co usłyszała zaskakującą odpowiedź: „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?”. To nie zniechęciło Maryi. Głęboko ufa, że Chrystus za jej wstawiennictwem uratuje radość weselną nowożeńców. Powiedziała do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Jezus kazał napełnić stągwie kamienne wodą i przemienił wodę w wino. To był pierwszy cud Jezusa w sprawach zwykłych, codziennych, a trzy lata później będzie miał miejsce najważniejszy cud, cud zmartwychwstania, w mocy którego możemy najpiękniej przeżyć życie i zyskać koronę świętości.

 

 

Na tej drodze świętości Chrystus obiecuje nam Ducha Świętego, który jest dla nas mocą i mądrością Bożą. Aby Duch św. kierował naszym życiem winniśmy jak nowożeńcy z Kany Galilejskiej zaprosić Chrystusa i Jego Matkę do naszego życia, szczególnie do życia rodzinnego, bo rodzina jest kościołem domowym. Winniśmy słuchać Maryi, która zachęca nas do czynienia tego, czego oczekuje od nas Jezus. Wiele jest nakazów Jezusa, ale najważniejszym jest nakaz miłości: „Będziesz miłował Pana Boga twego całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego”. Duch Święty uzdalnia nas do życia taką miłością i sprawi, że nie zmarnujemy naszego życia.

Niedzielne rozważania w wersji audio znajdują się na stronie www.ryszardkoper.pl w sekcji Audio-Video