Poniedziałek
Wiem, że zdjęcie warte tysiąca słów. Wiem też, że zdjęciami manipulować najłatwiej, a tymi z dziećmi już w ogóle. Jest jednak kategoria zdjęć, przy których wymiękam kompletnie. Nachodzą mnie falami, gdy utkwię przez przypadek wzrok na czymś w internecie. Ostatnio to zdjęcia z Syrii, głównie pod hasłem „ofiary rosyjskich nalotów”. Kilkuletnie dzieci zakrwawione w szpitalu. Martwe, ze strzępami kończyn, rozbitymi głowami. Albo biegające w bezsilnym płaczu w poszukiwaniu zmasakrowanych rodziców. Rozumiem, takie obrazki towarzyszą wszystkim konfliktom zbrojnym i to jest właśnie cena, jaką płaci się często za pięknie opisane „strategiczne interesy” tych czy innych państw…

 
Przy okazji tych kolorowych urywków z naszej rzeczywistości, stają mi przed oczyma inne obrazy, z dalekiej przeszłości II wojny światowej – siedemdziesiąt lat to ogrom, w interentowej „kulturze dzisiaj”, gdy historie sprzed miesiąca są traktowane przez większość medjałorkerów (zaludniających większość redakcji) niczym opowieści z czasów króla Łokietka. Wpadł mi w oko na YouTube film zatytułowany „warszawskie getto”. To 34 minuty nagrania życia w gettcie w Warszawie. Nagranie dokonane ręką niemieckiego operatora, bo widać pełną swobodą w poruszaniu się i wybieraniu tematów. Życie, a właściwie powolne umieranie. Szkielety żywych jeszcze ludzi i już nie żywych, wystawianych nago (ubranie jeszcze się przyda, to zawsze więcej kilodżuli energii dla tych, którzy chcą przetrwać jeszcze jeden dzień, może noc) w bramach. Cała droga nieboszczyków – od żebrania z ulicy, poprzez tymczasowe składowanie, wreszcie zakopanie w zbiorowych mogiłach. Uderza niemiecka precyzja obrazu: kamera dobrze ustawiona, pod odpowiednim kontem tak, aby pokazać dobrze sposób w jakiżyje się w getcie. Ciekawe ile dubli robiono, aby uzyskać końcowy efekt. Ale znów obrazy dzieci. Tych jeszcze żywych, wychudzonych, patrzących tymi swoimi oczami na kamerzystę, jakby zadając pytanie: a skąd? a kto? a dlaczego nas filmują? My, teraz oglądając te ujęcia wiemy, że ich życie to czas tymczasowy – prawdopodobnie wszystkie wkrótce zginęły od głodu, kuli lub komory gazowej. Ale ten ogarek życia w oczach robi starszniejsze wrażenie nawet niż obrazy małych, dziecięcych ciałek – tak wychudzone, że rzucane przez grabarzy niczym lalki. Te dzieci nędarze, potrzymujące się wzajemnie, przytulające się do ścian domów aby przejąć te kilka drobin słonecznej energii zmagazynowanej na chropowatości tynku…

 
Są wreszcie zdjęcia, na których oprawcy sami dokumentują swoje dokonania. Jak to w Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie. Teren byłego Związku Radzieckiego, znad dołu śmierci. Dziecko kilkuletnie i matka. Dziecko wyraźnie osunięte na krawędzi wykopu, ale w górze jeszcze ręka – czy to ostatni gest, czy tylko prawo grawitacji, trudno powiedzieć. Obok matka trzymana przez usmiechniętych zbirów w chwili śmierci: widać przecież biały obłok, efekt strzału z karabinu z tzw. przyłożenia… Ktoś to zdjęcie robił jako trofeum, powód do dumy (a na krawędzi dołu już czekają buty, jakieś klamoty, może być odwieczny ludzki powód do mordu – chęć okradzenia ofiar)…

 
Chodzą za mną te koszmarne obrazki. Może i dobrze, bo trzeba pamiętać, że pod cienką powłoczką socjalizacji kryje się w Człowieku wielki zasób okrucieństwa i zła. Ale dzieci, przecież dzieci? Będą je mordować, jak mordowali i mordują, naiwnością jest myśleć, że będzie inaczej. Jedyna nadzieja, dla nas, wierzących w słowach Jezusa, że Tam, Gdzie Wszystko Wiadomo, mali męczennicy będą szczęśliwi. I nic nie będzie zapomniane ani ukryte. Bo przecież jak w Ewangelii Mateuszowej: „W tym czasie uczniowie przystąpili do Jezusa z zapytaniem: „Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?”. On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: „Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje. Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza. Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie”.

 

 

Środa
Gdybym tylko potrafił kierować się mądrymi radami mnichów
i unikał między innymi:
– „żarłocznego rzucania się na teraźniejsze”
– „pragnień ciała, chciwości oczu i pychy żywota”
– nadmiernego „szelestu słów”
– „zajmowanie się próżnymi dociekaniami”
– starań o „cień wielkiej sławy ani o liczne przyjaźnie” (bo to tylko wprowadza „roztargnienie i zagęszcza w sercu ciemność”)
– „gwałtowności” przez którą popada się w „zamęt ducha”
– „zachcianek zmysłów”
I jeszcze kilku innych rzeczy, mniejszych i większych, może wtedy byłbym szczęśliwy?
Może…

 

 

Czwartek
„Cięcia w budżetach na obronność wśród europejskich krajów NATO praktycznie ustały. W 2015 r. cięcia te były bliskie zeru (…) Pozytywnie oceniam te starania, ale musimy robić jeszcze więcej. Na południu i na wschodzie stoimy wobec największych wyzwań dla naszego bezpieczeństwa w tym pokoleniu (…) Rosja dokonała poważnych inwestycji w obronność przez siedem lat oraz pokazała, że gotowa jest użyć siły militarnej, by zmienić granice w Europie” powiedział sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg. Polska jest na trzecim miejscu pod względem wielkości wydatków na obronność w relacji do PKB w całym Sojuszu. Dobrze. Si vis pacem, para bellum.