Wtorek
Od dawna staram się wyszukiwać dla Państwa ciekawe artykuły z polskiego internetu. Warto szperać, bo są tam często najważniejsze teksty tłumaczące rzeczywistość. O wiele lepiej niż w przemądrzałych i pustych jak dzban „analizach” w „GW” czy innym „Newsweeku”.

 
Chcąc zrozumieć dokąd zmierza Jarosław Kaczyński warto sięgnąć do publikacji Instytutu Jagiellońskiego. Tytuł eseju Krzysztofa Mazura „Jarosław Kaczyński – ostatni rewolucjonista III RP” jest intrygujący, a treść jeszcze lepsza. Będę cytował dużo, bo nie każdemu chce się skakać po sieci.

 
Wstęp czyli rekonstrukcja poglądów na państwo i prawo Jarosława Kaczyńskiego. Autor pisze: „Każda książka biograficzna na temat lidera PiS-u musi wspominać postać prof. Stanisława Ehrlicha. Jego seminarium stało się kluczowym wydarzeniem formacyjnym dla młodego Kaczyńskiego. Ehrlich był promotorem jego pracy magisterskiej, a następnie doktoratu. Miał w zwyczaju spotykać się ze swoimi seminarzystami również na stopie prywatnej, gdzie kwestie akademickie ustępowały dyskusjom politycznym. Te wielogodzinne spotkania, często mocno zakrapiane alkoholem, były na tyle ważne, że Kaczyński nazwie swojego promotora jednym ze swoich mistrzów, na równi z Józefem Piłsudskim”. Co takiego prof. Ehrlich przekazał? Otóż „(…) znając współczesne wypowiedzi Kaczyńskiego na temat prawa można się tylko uśmiechnąć, odkrywając ich oczywistą zbieżność z poglądami Ehrlicha sprzed pół wieku. Światopogląd prawniczy prezesa PiS-u do dziś organizuje bowiem prymat czynnika politycznego nad prawnym, prymat praktyki stosowania prawa nad ujęciem teoretycznym oraz prymat ujęcia realistycznego nad idealistycznym (kluczowa rola grup interesu w kształtowaniu porządku prawnego). ‘Do dziś Jarosław mówi jego językiem, te wszystkie ośrodki politycznej dyspozycji, te grupy interesów są właśnie z Ehrlicha”, spointuje w „O jednym takim“ Maciej Łętowski, uczestnik tamtych seminariów”.

 
Z tego intelektualnego podglebia wyrasta pogląd prezesa Kaczyńskiego nt. obecnego stanu spraw. Pisze Krzysztof Mazur: „Wprowadzona odgórnie doktryna ‘demokratycznego państwa prawnego”, nie poprzedzona realnym demontażem państwa komunistycznego, zamiast służyć młodej demokracji tak naprawdę wiązała ręce reformatorom i gwarantowała ‘rentę nomenklaturową” ludziom poprzedniego systemu. To w dużej mierze przez tę doktrynę nie była możliwa dekomunizacja, lustracja, pozbawianie funkcjonariuszy aparatu represji ogromnych emerytur, osądzenie winnych zbrodni komunistycznych czy skonfiskowanie majątku PZPR-u. W teorii mieliśmy demokratyczne państwo prawne. W praktyce – postkomunizm..”

 
Pisząc trywialnie, legalizm z późnego Jaruzelskiego posłużył do zabetonowania status quo Republiki Magdalenkowej. To otwiera całkiem nowe perspektywy: w całej „walce o Trybynał Konstytucyjny” chodzi tak naprawdę o obalenie status quo i otwarcie systemu na nowych ludzi i nowy paradygmat władzy. Jaki? Czerpiąc z dorobku prof. Ehrlicha powinien się opierać na „czterech cechach państwa prawnego, których istnienie neguje w realiach III RP”. Po kolei:

 
– po pierwsze, pluralizm społeczny, przy czym „w III RP – zdaniem Kaczyńskiego – zamiast wprowadzenia mechanizmów gwarantujących pluralizm doszło jedynie do kooptacji części elit solidarnościowych do dawnej elity komunistycznej”.
– po drugie, elita zakorzeniona w społeczeństwie, które w obecnej Polsce wg szefa PiS „skupione są na obronie partykularnego interesu swojej grupy” a nie działają w interesie społeczeństwa i narodu.
– po trzecie, zdrowe elity sądowe. Tymczasem „w III RP – zdaniem Kaczyńskiego – większość środowiska sędziowskiego „uczestniczyło w procesie stosowania represji i realizacji postanowień stanu wojennego” a „sędziowie orzekający w latach 80. ukształtowali kolejne pokolenie swoich następców”.
– po czwarte, istnienie opinii publicznej jako mechanizmu wewnętrznej, pozapaństwowej kontroli. „Sercem takiej opinii publicznej są pluralistyczne media. W III RP – zdaniem Kaczyńskiego – media są jednostronne, co skutkuje brakiem realnej kontroli wewnętrznej. Widać to zwłaszcza w wymiarze lokalnym (..) Brak pluralistycznych mediów sprawia, że nie ma silnej kontroli społecznej”.
Konkluzja: „Jarosław Kaczyński ostatecznie nie poszedł w ślady swojego intelektualnego mistrza. Pomimo licznych zachęt prof. Stanisława Ehrlicha nie pozostał wierny karierze akademickiej. Gdzieś w połowie lat 70. zaczął o sobie mówić, że wybrał drogę „samotnego rewolucjonisty”. W „wojnie o Trybunał” widać całą siłę, a zarazem słabość, tamtego wyboru. „Samotny rewolucjonista” ma wystarczająco dużo odwagi, by zakwestionować cały porządek prawny III RP. Ma wystarczająco dużo siły i determinacji, by zaskakującymi działaniami zmniejszyć rolę instytucji, którą środowisko prawnicze uznawało dotąd za nienaruszalny fundament. „Samotny rewolucjonista” nie ma jednak wystarczająco dużo siły, by zaproponować nowy ład instytucjonalny, który na kilkadziesiąt lat zmieni Polskę. Jarosław Kaczyński jest w ten sposób ostatnim rewolucjonistą III RP. Wystarczająco przenikliwym, silnym i konsekwentnym, by wygrać historyczną wojnę z Adamem Michnikiem. Chyba jednak zbyt słabym, by zbudować wymarzoną IV RP.”

 
Na koniec mój komentarz. W przeciwieństwie do autora uważam, że Kaczyński ma mimo wszystko szansę na dokonanie przełomu czyli ostateczne odesłanie do historii III Rzeczypospolitej i zbudowanie nowej, bardziej sprawiedliwej i silniejszej państwowo Polski. Uwieńczeniem tego procesu będzie nowa Konstytucja RP, która powinna skończyć nie tylko z wieloma patologiami (jak samowola różnych korporacji, głównie prawniczych), ale i zlikwidować wywołujący ciągłe konflikty dwójpodział władzy wykonawczej. Wydaje się, że zwiększone kompetencje powinien zyskać wybierany w wyborach powszechnych prezydent, ale ostateczne stworzenie systemu kanclerskiego, też byłoby lepsze niż to, co jest. Kaczyński ma szansę na dokonanie zmiany, o ile wygra wybory parlamentarne w 2019 r., i znajdzie większość konstytucyjną w sojuszu z Ruchem Kukiza (albo tym, co się z niego wykluje) i jakimś rozsądnym centrum. Czy tak się stanie, rozstrzygnie się w najbliższych miesiącach, gdy wejdą w życie ustawy, które ukrócą rządy silnych grup interesów oraz przywrócą wiarę obywateli w bardziej sprawiedliwą Rzeczypospolitą. Jeśli większość obywateli RP powie w grudniu, że „dobra zmiana” im się podoba, jest szansa że III RP dokona żywota po trzydziestu latach istnienia (i tak długo, przypomnijmy, II RP przetrwała jedynie 21 lat). Pytanie jaką Czwartą Rzeczypospolitą uda się zaprojektować.