Niedziela
Bądź wdzięczny za wszystko.
Za każdy poranek, kiedy wstajesz wkurzony, że trzeba wstawać i szybko się ruszać, aby nadążyć za tym, co straciłeś przez wieczorne lenistwo

 
Za tego barana, który blokuje twój samochód na światłach, dzięki czemu straciłeś dziewięćdziesiąt sekund na dojeździe do roboty
Podłą kawę, którą zaparzył jakiś dureń i zakurzone biurko, ten paproch na wykładzinie, który złapał Twój wzrok (Zaco my im płacim? Nie dość że ruszają się jak muchy w smole, to syf, nic nie posprzątane.)

 
Za kupę niezałatwionych spraw, za piętrzące się stosy papierów, za kolegów i koleżanki, których nie darzysz zbytnio sympatią, ale musisz, bo przecież ten przelew co dwa tygodnie na konto, a nawet za zepsutą mikrofalówkę (No nie, w tej pracy, nawet zjeść nie można na ciepło, do k… y nędzy!)

 
Jeszcze wdzięcznym być trzeba za:
– szefa, co goni w pracy (patrz wyżej: przelew);
– małżonka, co się tłucze z garami i zawraca… gitarę tysiącami „A kiedy? A kto? A z kim? Za ile i dlaczego tak drogo?“
– dzieciaki, które zawsze mają najwięcej do pytania akurat wtedy, gdy łeb pęka ci w szwach

 
– teściów, sąsiadów, polityków (ględzą, ględzą, kłócą się na wizji, a w kuluarach tylko ubijają deale, sk…. y), dzieciaki (znowu, bo przecież one nie przestaną nigdy zawracać… gitary), za Netflix, Amazon i YouTube (choć wyoglądałeś już wszystkie filmy, a nowe jak są, to drogie jak w kinie, zdziercy), wreszcie za producentów materacy, chociaż wiesz jak trudno trafić na dobry produkt tak, żeby nie bolały plecy.

 
Jak widać jest tysiąc i jeden rzeczy za które powinniśmy być wdzięczni każdego, Bożego dnia, ale jesteśmy tak zakręceni, skoncentrowani na sobie, życiowe płaczki, że mamy w… duszy fakt, że świat nie kręci się wokół nas.
Pomyślmy –
przecież nie lecą nam na głowy bomby kasetowe, nie leje się fosfor z nieba, nie ma w pobliżu dzikich obcinaczy głów albo debili z zakrawionymi nożami, nasze domy nie mają dziur po pociskach, nie straszą nas obrazki sąsiadów noszących zakrwawione strzępki dzieci, zagłodzone twarze czy przerażony wzrok osoby, której za chwile poderżną gardło albo wpakują kulę w potylicę (w tej sprawie możemy się oburzyć, po czym szybko przełączyć telewizor na inny kanał)
Można by tak mnożyć w nieskończoność – ostatecznie w dzisiejszym świecie nie możemy narzekać na brak słów czy obrazów, co nie zmienia postaci rzeczy, że nie da się zagadać, zakryć najważniejszej prawdy.

 
Więc
Bądź wdzięczny za wszystko,
Masz naprawdę wszystko, co potrzeba, żeby przeżyć swoje życie…

 

 

Czwartek
Kolejna ciekawa analiza położenia międzynarodowego Polski i co ona może. Tym razem Krzysztof Rak na gościnnych stronach Ośrodka Analiz Strategicznych. Sam tytuł mówi wiele: „Polska dyplomacja – między mirażem potęgi, a pokusą appeasementu”. Przekładając z polskiego na nasze: nie wolno Warszawie miotać się od ściany niemocy do ściany rzekomej potęgi, ale realizować twardo to, co jest realne.

 
Najpierw dobrze zarysowany kontekst: Polski wciśniętej między Berlin (spełniającego w Europie rolę namiestnika Stanów Zjednoczonych w ramach „partnerstwa w przywództwie”) a Moskwę. Poczytajmy: „Waszyngton i Berlin nie obnoszą się ze swoją współpracą w przywództwie, albowiem od dawna elity polityczne obu państw deklarują, że polityka równowagi sił i koncert mocarstw to generalnie złe praktyki na arenie międzynarodowej. Manifestowanie ich miałoby negatywny wpływ na wizerunek obu państw. Z tego też powodu „partnerstwo w przywództwie” jest nad Wisłą zazwyczaj niedostrzegane (…) Nasza zależność od Rosji jest tematem tabu. Zupełnie nie mieści się w głowach naiwnych Polaków. No bo przecież skoro Zachód, czyli Amerykanie i Niemcy, walczą niestrudzenie o wolność i demokrację na arenie międzynarodowej, to na pewno nas obronią przed „imperium zła” oraz nie pozwolą, aby w naszym regionie mogło ono realizować swoje nieczyste interesy. O, sancta simplicitas! Zapominamy, że dla Stanów Zjednoczonych największym koszmarem nie jest wcale odbudowa imperium przez Putina, ale jakikolwiek scenariusz dezintegracji postimperialnej Rosji. Wywołałoby to ogromną destabilizację w Eurazji i groziłoby tym, że część ogromnego arsenału jądrowego wpadłaby w niepowołane ręce. Trzeba więc robić wszystko, aby temu zapobiec. Gdyby w grę wchodziło sprzedanie interesów państw środkowoeuropejskich, to z pewnością uznane by to było w Waszyngtonie za niewyśrubowaną cenę”.

 
Mały szok? Ano, prawda boli. Ale i Berlin, i Moskwa to rozumieją i „dlatego współpraca Niemiec i Rosji trwa w najlepsze. Wspólnym, sztandarowym projektem obydwu mocarstw jest zmonopolizowanie handlu surowcami energetycznymi w naszej części Europy. Służyć temu ma m.in. rozbudowa gazociągu Nord Stream. Jej celem jest utrzymanie uzależnienia naszego regionu od rosyjskiego gazu. Obydwa mocarstwa mają też nadzieję, że gazociąg ten zablokuje powstanie nowego gracza w regionie, czyli Polski.”
Krzysztof Rak wylewa kolejny kubełek zimnej wody na główki hurrapatriotów, stwierdzając że Polska jest „peryferium”. Jedyna zmiana po 1989 r.: „z kraju będącego peryferium imperium peryferyjnego (kategoria, za pomocą której opisywał status Związku Sowieckiego rosyjski politolog Borys Kagarlicki) staliśmy się peryferium centrum systemu światowego (Zachodu). To był niewątpliwy dziejowy awans i dlatego elity przywódcze III RP uznały, że trzeba się nim zadowolić.”

 
Co w tej sytuacji może zrobić rząd PiS, który idzie w kontrze do III RP? Rak zaleca „pracę u podstaw”. Twierdzi, że „już dziś winniśmy zwiększyć aktywność w naszym regionie” a „zasadnicze znaczenie ma też poprawa relacji z Litwą i Białorusią oraz aktywizacja relacji z Czechami.” Mniej gadania, zgłaszania wielkich projektów (z nie mającą szans – na razie – na realizację projektu Międzymorza sterowanego z Warszawy), bo na razie Polska ma zbyt mało atutów, no i kontra ze strony Moskwy i Berlina prawie pewna. „Naszym zadaniem jest więc prowadzenie ostrożnej, ale konsekwentnej polityki, a tam, gdzie nie jest ona tożsama z interesami naszych sojuszników z UE i NATO – uzyskiwanie ich neutralności, czemu nie służy jednak retoryka otwierająca nowe, politycznie nieistotne, fronty” – radzi Krzysztof Rak. Podpisuję się pod tym obydwoma rękami.