Rozdano Złote Globy. Największym zwycięzcą okazał się obraz „The Revenant”, który zdobył aż trzy statuetki: dla najlepszego filmu dramatycznego, najlepszego reżysera (Alejandro González Inárritu) i najlepszego aktora (Leonardo DiCaprio). Wśród wyróżnionych znaleźli się również: Jennifer Lawrence, Kate Winslet, Matt Damon i Lady Gaga, której pojawienie się wywołało sporo szumu, choć piosenkarka nie wystąpiła w sukni z prawdziwego mięsa, ani nie wylądowała na scenie w kosmicznym jajku. Wręcz przeciwnie. Nagrodzona za rolę w serialu „American Horror Story” miała na sobie elegancką, wydekoltowaną suknię i blond perukę, w której przypominała Marylin Monroe. Występ Lady Gagi zapamiętano również dlatego, że spiesząc po odbiór statuetki, potrąciła Leonardo DiCaprio i filmik z roześmianą i zdziwioną twarzą Leo pokazywano nazajutrz we wszystkich amerykańskich stacjach telewizyjnych.

 
Po Złotych Globach, które traktowane są jako prognoza przed Oscarami, prasa zastanawia się, czy złota statuetka powędruje w końcu w ręce DiCaprio, który pierwszą nominację Akademii otrzymał już 22 lata temu, za rolę w filmie „Co gryzie Gilberta Grape’a?”. Potem jeszcze trzykrotnie był bliski zdobycia najważniejszego wyróżnienia w branży filmowej, ale zawsze ktoś go ubiegł. Czy tym razem się uda? Leonardo co rusz udowadnia, że dla roli jest gotów na wiele. Podobno, by lepiej wczuć się w postać, na planie filmu „The Revenant” (polska „Zjawa”) jadł surową wątrobę bizona. Poza tym przez ponad pół roku nosił brodę i odmrażał sobie tyłek kręcąc sceny plenerowe w temperaturze – 20 stopni Celsjusza. Podobno aktor nie miał do nauczenia się zbyt wielu kwestii, ponieważ większość scen pozbawiona jest dialogów. Jednak jeśli sprawdzą się przewidywania bukmacherów, już 28 lutego będzie miał okazję wygłosić najważniejszą (w swym zawodowym życiu) kwestię, zaczynającą się od słów: „dziękuję Akademii…”.

 
Natomiast gwiazdą czerwonego dywanu została okrzyknięta Jennifer Lopez, która wręczała jedną z nagród. 46-letnia piosenkarka i aktorka wyglądała zjawiskowo. Wystąpiła w kanarkowej sukni projektu Giambattista Valii, który w jednym z wywiadów przyznał, że „inspiruje się seksownym ciałem” Lopez. Gwiazda do eleganckiej kreacji założyła diamentowe kolczyki oraz kolię o łącznej wartości sześć milionów dolarów. Można śmiało powiedzieć, że Jenny przyćmiła pozostałe panie. A pamiętacie, jak rymowała, że jest zwykłą dziewczyną „z bloków”?

 

 
Rowan Atkinson czyli Jaś Fasola tak bardzo uwierzył w talent swojej 20-letniej córki, że postanowił wydać 16 tysięcy funtów, by zrealizować jej pragnienie o karierze w branży muzycznej. Troskliwy ojciec wyłożył fundusze na produkcję pierwszego klipu, sesje zdjęciowe oraz… lekcje śpiewu drogiej Lily. Mamy nadzieję, że córka jednak nie podzieli losu ojca. I kiedy wyjdzie na scenę publiczność nie będzie się pokładać ze śmiechu.

 
„Na firmamencie słodko upływającego roku 2015, żeby było jeszcze słodziej, pojawili się nieoczekiwanie… młodzi panowie. Jak wiadomo młody mężczyzna w pobliżu dojrzałej kobiety to kosz pełen endorfin i nowej energii, co udowodniała już w osiemnastym wieku generałowa Zajączkowa, i chwała jej za to”- napisała 73-letnia wdowa po Janosiku, Agnieszka Fitkau-Perepeczko. Aktorka słynie z ponętnych kształtów i słabości do młodszych mężczyzn. Jest również jedną z niewielu kobiet w polskim szołbiznesie, która ideały równouprawnienia wprowadza w czyn. I wybiera partnerów młodszych średnio o czterdzieści lat. A na dodatek ma czelność twierdzić, że „okłady z młodego ciała działają lepiej, niż najdroższe kremy na zmarszczki”. Niektórzy chyba próbują sobie wyobrazić co i gdzie przykłada sobie „Janosikowa” i stąd to święte oburzenie oraz grożenie palcem. Na szczęście tylko wirtualne.

 
Na koniec smutna wiadomość, która wstrząsnęła światem, nie tylko muzycznym. 10 stycznia, dwa dni po swoich 69- urodzinach, odszedł David Bowie. Legendarny wokalista, producent, autor piosenek, który wyznaczał trendy i miał decydujący wpływ na to, co działo się w muzyce w II połowie XX wieku. „Zmarł w spokoju, otoczony przez rodzinę, po odważnej 18- miesięcznej walce z rakiem”- tak brzmiał oficjalny komunikat. Krótko przed śmiercią Bowie wydał nową płytę, nakręcił teledysk do piosenki „Lazarus”, wziął udział w ostatniej sesji zdjęciowej. „Był pogodzony ze śmiercią. Chciał pożegnać się ze światem. To jeden z jego prezentów – napisał na Twitterze producent zmarłego artysty i potwierdził, że w momencie pracy nad wideo do pierwszego singla z nowego albumu, Bowie wiedział już, że nie uda mu się pokonać choroby. „Był jedną z moich najważniejszych inspiracji, nieustraszony, kreatywny”- napisał Kanye West, „był prawdziwym innowatorem”- dodał Pharrell Williams, „jestem zdruzgotana, legenda odeszła” – wyznała Cher, „ten wspaniały artysta zmienił moje życie, jestem szczęściarą, że mogłam go poznać”- napisała Madonna. Internet zalała fala wspomnień, wyrazów współczucia i komentarzy szczególnie na temat wideoklipu „Lazarus”, który w świetle tragicznych wydarzeń nabiera zupełnie nowego kontekstu. Artysta leży przykuty do szpitalnego łóżka, a następnie wchodzi do szafy, jak do trumny. Tekst też nie pozostawia miejsca na domysły „spójrzcie w górę, jestem w niebie”- śpiewa Bowie. „Będę wolny, jak niebieski ptak”- dodaje. I znika ze świata, w którym zawsze było mu trochę za ciasno.