Stało się zaś to wszystko, by mogło posłużyć za przykład dla nas, iżbyśmy nie byli skłonni do złego, jak oni zła pragnęli. Nie szemrajcie, jak niektórzy z nich szemrali i zostali wytraceni przez dokonującego zagłady. A wszystko to przydarzyło się im jako zapowiedź rzeczy przyszłych, spisane zaś zostało ku pouczeniu nas, których dosięga kres czasów. Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł.
1 Kor 10, 6.10-12

 

 

W moich wspomnieniach bardzo często powraca obraz sadu z rodzinnego domu. Za stodołą rosły drzewa i krzewy owocowe. Pamiętam jak wiosną sad zamieniał się w różnobarwny rajski ogród pachnący kwiatami i miodem, który zbierały pracowite pszczoły. Kwitnący sad radował oczy i obiecywał pyszne owoce. Zapewne wielu z nas pamięta pierwsze dojrzałe jabłka w sadzie, które w moich roztoczańskich stronach nazywano papierówkami. Tego smaku się nie zapomina i na próżno go szukać w nowojorskich sklepach zawalonych owocami. Nawet zimą, patrząc na drzewa owocowe ogołocone z liści dobrze wiedzieliśmy, które z nich rodzi najsmaczniejsze owoce. Nie kupowało się wtedy gotowych sadzonek drzew owocowych, tylko tata zaszczepiał dzikie drzewko zrazem szlachetnej jabłoni, czy innego drzewa. Czasami jednak zaszczepione drzewo rodziło półdzikie owoce, niezbyt dobre do jedzenia. Wtedy tata ścinał to drzewo i zaczepił od nowa. Te sentymentalne wspomnienia przywołała Ewangelia na dzisiejszą niedzielę o owocowaniu i bezowocnej fidze.

 

 

Ziemia Święta ma swoje piękne i niepowtarzalne ogrody i sady, które zachwycają śródziemnomorską roślinnością. Szczególnie piękne sady i ogrody możemy oglądać w Galilei nad Jeziorem Tyberiadzkim, inaczej Galilejskim. Urodzony w 37 roku historyk żydowski Józef Flawiusz pisał o Galilei: „Jest tak żyzna, że nie ma rośliny, która by tu nie krzewiła się, a jej mieszkańcy uprawiają wszelkie gatunki. Umiarkowany klimat jest odpowiedni dla różnych rodzajów. Drzewa orzechowe, które wymagają w porównaniu z innymi roślinami większego chłodu, rosną tam w ogromnej ilości, a dalej palmy, które potrzebują gorącego klimatu, oraz drzewa figowe i oliwne, bliższe tym, dla których wskazana jest łagodniejsza aura. Można by rzec, że natura przejawia jakąś szczególną ambicję, żeby na siłę ściągnąć na jedno miejsce przeciwne sobie gatunki albo że jest to jakieś szlachetne współzawodnictwo pór roku, z których każda jakby ubiegała się o tę okolicę”.

 
Jezus doświadczając żyzności i piękna tej ziemi użył jej jako obrazu ilustrującego życie człowieka, a konkretnie jego owocności. Chrystus mówi, że po owocach poznajemy wartość człowieka. Drzewa – ludzie, które nie wydają owocu będą usunięte, jak mówi Ewangelia: „Pewien człowiek miał drzewo figowe zasadzone w swojej winnicy; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł więc do ogrodnika: „Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię wyjaławia?”. Lecz on mu odpowiedział: „Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć”.

 

 

W dzisiejszych czasach bardzo często wartość człowieka ocenia się miarą osiągniętego sukcesu, który przybiera formę sławy, popularności, majątku, otrzymanej godności, czy stanowiska. Chrystus tego nie przekreśla, tylko mówi o rzeczywistości, która nadaje sens wyżej wymienionym wartościom, sens całemu naszemu życiu. Jeśli tego zabraknie, to wtedy nawet gdybyśmy umierali u szczytu sławy i w złotym pałacu, to i tak Przedwieczny powie: Dlaczego przychodzisz z pustymi rękami, gdzie jest owoc twojego życia? Szukając prawdziwego i wiecznego owocu naszego życia spójrzmy na tych, do których Chrystus na sądzie ostatecznym powiedział: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata!”. Są nimi ludzie, których Kościół ogłosił publicznie świętymi i ci nie ogłoszeni, ale my patrząc na owoc ich życia jesteśmy pewni, że i oni otrzymali koronę wieczności ale wszyscy, o których nieraz mówimy to był dobry, święty człowiek. Wśród nich jest święta Aniela Merici, założycielka zakonu Urszulanek. W Testamencie duchowym napisała: „Matki i Siostry w Jezusie Chrystusie! Przede wszystkim usiłujcie z pomocą Bożą dojść do przeświadczenia i je zachować, że jedyną pobudką waszych trosk i rozporządzeń ma być miłość Boża i gorliwość o zbawienie dusz. Jedynie zakorzeniona w tej dwojakiej miłości i z niej wyrastająca działalność wychowawcza przyniesie zbawienne i dobre owoce. Chrystus przecież powiedział: ‘Dobre drzewo nie może złych owoców rodzić”. Dobre drzewo – powiada – to jest dobre serce oraz duch ożywiony miłością – może wykonywać tylko dobre i święte czyny. Dlatego święty Augustyn mawiał: „Miłuj i czyń, co chcesz”, to znaczy: miej miłość i dobroć, a możesz czynić, co chcesz. To tak, jak gdyby powiedział otwarcie: „Miłość zgrzeszyć nie może”. Proszę was, abyście się troszczyły o każdą z waszych córek i miały je jakby wypisane w sercu. Nie tylko z imienia, ale w ich uwarunkowaniach i możliwościach. Nie będzie to dla was trudne, skoro otoczycie je żywą miłością”. Zadziwiający jest owoc życia tej Świętej i zakonu, który założyła.

 

 

A zatem to miłość sprawia, że owoc naszego życia jest piękny i zasługuje na wieczną nagrodę, gdy włączymy ją w nadprzyrodzoną miłość Trójcy Przenajświętszej. Ta miłość przybiera najprzeróżniejsze i wzruszające formy w naszym codziennym życiu. Jedna z nich została opisana na portalu internetowym viralka.pl. oto fragment tej opowieści: „Po 21 latach małżeństwa moja żona poprosiła mnie, abym zabrał inną kobietę na kolację i do kina. Powiedziała: ‘kocham cię, ale wiem, że ta druga kobieta też cię kocha i chciałaby spędzić z tobą trochę czasu”. Ta druga kobieta, to moja matka, która od 19 lat jest wdową. Ze względu na obowiązki zawodowe i rodzinne mogłem odwiedzać ją tylko okazjonalnie. Tego wieczoru zadzwoniłem do niej, aby zaprosić ją na kolację i do kina. W następny piątek trochę się stresowałem jadąc po nią. Zakręciła włosy i miała na sobie tę samą sukienkę, którą założyła na ostatnią rocznicę ślubu. Jej uśmiech był tak jasny jak uśmiech anioła. Poszliśmy do restauracji, która być może nie była zbyt elegancka, ale za to bardzo przytulna i sympatyczna. Podczas kolacji odbyliśmy miłą rozmowę – niby nic nadzwyczajnego, ale nadrobiliśmy stracony czas, opowiadając sobie o najnowszych wydarzeniach z naszych żyć. Kilka dni później moja mama zmarła na atak serca. Jakiś czas później otrzymałem kopertę z kopią rachunku z tej samej restauracji, gdzie byliśmy z mamą na kolacji. Na załączonej notce widniał napis: ‘Opłaciłam ten rachunek z góry. Nie byłam pewna, czy dotrę. Niemniej jednak opłaciłam dania dla dwojga – dla ciebie i twojej żony. Chyba nigdy nie zrozumiesz, jak wiele tamten wieczór dla mnie znaczył. Kocham cię synku!” W tamtej chwili zrozumiałem nagle jak ważne jest powiedzieć w porę ‘kocham cię”, oraz podarować tym, których się kocha czas, na który zasługują”.

 

 

Bóg darował nam jeszcze jeden okres Wielkiego Postu, który jest jak najbardziej stosownym czasem, aby powiedzieć Bogu i bliźniemu, słowem i czynem: kocham cię. A to na pewno zrodzi obfity owoc naszego życia. Jeśli nie owocujemy wystarczająco, Bóg w swoim miłosierdziu daje nam jeszcze jeden wyjątkowy rok. Papież Franciszek ustanowił w całym Kościele katolickim Nadzwyczajny Rok Miłosierdzia. Jego obchody rozpoczęły się 8 grudnia ubiegłego roku, a zakończą 20 listopada 2016 roku. Przez cały ten okres będziemy kontemplować tajemnicę miłosierdzia Bożego. W ten Rok wpisują się pięknie słowa z dzisiejszej Ewangelii. Gdy gospodarz chce wyciąć bezowocną figę, wtedy ogrodnik prosi: „Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz ją wyciąć”. Ten darowany rok, czas Wielkiego Postu daje nam wiele możliwości przemiany, aby zacząć wydawać dobre owoce naszego życia. A jeśli owocujemy, to słuchajmy słów św. Pawła: „Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł”.

Niedzielne rozważania w wersji audio znajdują się na stronie www.ryszardkoper.pl w sekcji Audio-Video