Cóż mówi Pismo? „Słowo jest blisko ciebie, na twoich ustach i w sercu twoim”. A jest to słowo wiary, którą głosimy. Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych, osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej do zbawienia. Wszak mówi Pismo: „Żaden, kto wierzy w Niego, nie będzie zawstydzony”.
Rz 10,8-11

 

 

Bajki i legendy zostawiamy dzieciom. A bywa, że zawierają one istotne przesłania dla dorosłych. Ot, chociażby legenda o mistrzu Twardowskim. A zatem na kogucie Pana Twardowskiego udajmy się w sentymentalną podróż do lat dzieciństwa, aby odkryć tam twardą prawdę o dorosłym życiu i diabelskich pokusach. Dla przywołania baśniowej atmosfery z lat dzieciństwa posłuchajmy fragmentu tej legendy w oryginalnym brzmieniu: „Za panowania miłościwego króla Zygmunta Augusta, żył pewien szlachcic po mieczu i po kądzieli, imć Pan Twardowski. Ci, co go mieli szczęście lub nieszczęście wtedy znać, mówili potem, że od najmłodszych lat siedział w nim jakiś niespokojny duch. Ciągle go gdzieś nosiło, ciągle czegoś szukał i wiecznie mu czegoś było za mało. A że był przy tym chłopcem bystrym i rezolutnym, przeto posłali go rodzice na studia do Akademii Krakowskiej, żeby się kształcił na medyka. Tego mu było trzeba, w to mu było graj! Studiował odtąd pilnie receptury mikstur, maści i naparów, wertował stare księgi w poszukiwaniu tajemnych przepisów i myślał nad tym, jak by tu człowieka uczynić nieśmiertelnym. Chociaż był jeszcze młody, myśl o śmierci nie dawała mu spokoju, bo strasznie dobrze mu było na świecie i nigdy nie chciał się z nim żegnać”.
Po skończonych studiach stał się wziętym lekarzem, zdobywając bogactwo i sławę. Jednak to go nie zadowoliło, zaczął zgłębiać magię, aby kamienie zamienić w brylanty i złoto oraz zdobyć eliksir wiecznej młodości. Aż pewnego dnia rozniosła się wiadomość, że Twardowski, aby to osiągnąć własną krwią podpisał cyrograf z diabłem i zaprzedał mu duszę. Widziano czasami Twardowskiego, jak fruwał na kogucie a diabeł spełniał wszystkie jego zachcianki. Twardowski liczył, że tak będzie zawsze, bo nigdy nie zamierzał się udać do Rzymu, gdzie według podpisanego cyrografu, diabeł miał prawo zabrać jego duszę do piekła. Jednak diabeł podstępem zwabił go do karczmy, która nazywała sie Rzym. Następnie porwał przerażonego Twardowskiego, unosząc go do piekła. Patrząc na oddalającą się ziemię Twardowski przypomniał sobie pieśń maryjną, której nauczyła go matka i zaczął ją śpiewać, a przerażony diabeł wypuścił go ze swoich szpon.

 
Jedni mówią, że Pan Twardowski spadł na chmurę, gdzie wiedzie samotne i smutne życie, zaś inny widzą go na księżycu. Ale gdziekolwiek by się nie znajdował można powiedzieć, że marnie skończył. A wszystko to z powodu szatańskich pokus, którym uległ.

 
Nigdy nie brakowało ludzi, którzy chcieliby dosiąść koguta Twardowskiego, fruwać po świecie i mieć na usługach nawet samego diabła, aby tylko spełniał ich zachcianki, nie licząc się z tym, że wcześniej czy później czeka na nich „karczma Rzym”.
W sposób szczególny widzimy to w środowisku celebrytów i mniejszych lub większych gwiazdek. Nieraz robią nawet największe głupstwa i świństwa, aby tylko o nich mówić, bo przecież popularność przekłada się na pieniądze. Pieniądze, sława, przyjemności nie liczące się z moralnością wydają się być dla nich najważniejsze. Mają prawie wszystko: duże pieniądze, adorację i uwielbienie milionów zapatrzonych w nich fanów, prywatne odrzutowce i ekskluzywne przyjęcia. A mimo to u wielu gwiazd rodzi się poczucie pustki, która popycha ich do poszukiwania sensu życia. Ostatecznie te wszystkie dobra okazują się być pokusą, która miała zaspokoić najgłębsze, duchowe pragnienia człowieka. Uświadomienie sobie istoty tych pokus, pomaga im ustawić w życiu wszystkiego na właściwym miejscu i odnalezieniu naczelnej wartości życia, którą odnajdują w duchowości, wierze w Boga, w Chrystusie. Oto kilka takich przykładów.
John Davis grał w amerykańskim zespole Superdrag, który cieszył się powodzeniem na początku lat 90-tych. Wokalista i gitarzysta spędził większość tego czasu na walce z uzależnieniem alkoholowym. W listopadzie 2001 roku, Davis przeżył nawrócenie podczas podroży, w trakcie nocnego stromego zjazdu samochodem. Dla CBN. com powiedział: „Po prostu zacząłem czuć się dziwnie, nie wiem, dlaczego. Następnie oblał mnie zimny pot. Nagle, po prostu dotarło do mnie, że Bóg miał do czynienia ze mną… Wiedziałem już, że pustka w moim sercu, moje życie, nigdy nie będą wypełnione butelkami alkoholu, czy czymkolwiek innym, tylko On mógł wypełnić moje serce. Powiedziałem: Panie, jestem tak zmęczony ciągłym biegiem. Jestem zmęczony. Daj mi pokój”. Od tego czasu Davis wydał dwie solowe płyty z chrześcijańskim rockiem. Spitz był gitarzystą w zespole metalowym nagle stracił zainteresowanie muzyką. Serwisowi „BeliefNet. com” powiedział: „Po prostu straciłem miłość do grania tego rodzaju muzyki. Nie mogę nawet tego wyjaśnić. I nawet nie chciałem dotknąć gitary – gdy do tego się zabierałem, to było prawie jak uczucie pieczenia. Nie grałem przez prawie cztery lata.” W 2000 roku, Dan Spitz, zaczął wyznawać judaizm mesjanistyczny, który przy zachowaniu tradycyjnego judaizmu głosi, że zbawienie jest możliwe tylko w Jezusie Chrystusie. Dave Mustaine stał się sławny grając w zespole Metallica, a później w grupie Megadeth. Uznaje się go za jednego z najwybitniejszych gitarzystów metalowych. Sława wepchnęła go w szpony wielu pokus, między innymi miał problem alkoholowy, zajmował się okultyzmem. Olśnienie i nawrócenie przyszło w roku 2000, które później tak wspomina: „Patrząc na krzyż, powiedziałem kilka prostych słów: Co mam do stracenia? Potem całe moje życie się zmieniło. To było trudne, ale nie zamieniłbym tego doświadczenia za nic. Idę przez życie wierząc, że Bóg istnieje”. W nawiązaniu do tytułu tych rozważań można powiedzieć, że ci ludzie w pewnym momencie zsiedli z koguta Twardowskiego.

 

 

Chyba każdy z nas, w jakiś tam sposób dosiada tego symbolicznego koguta, ulegając pokusom, które oddalają nas od Boga i zacierają obraz prawdziwej miłości, która tak jak Chrystus na Golgocie gotowa jest oddać życie za bliźniego. Okres Wielkiego Postu, który rozpoczęliśmy w Środę Popielcową wzywa nas abyśmy pomyśleli o naszym życiu i pokusach, na które wystawia nas dzisiejszy świat. Byśmy jak Dave Mustaine spojrzeli na krzyż Chrystusa i umocnieni tym spojrzeniem mogli z całym przekonaniem powiedzieć jak wspomniany artysta: „Idę przez życie wierząc, że Bóg istnieje”.

 
Ewangelia na dzisiejszą niedzielę ukazuje nam scenę kuszenia Jezusa przez szatana. Diabeł zjawia się z potrójną pokusą: przeciw zależności, posłuszeństwu i przeciw czci należnej samemu Bogu: „Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby się stał chlebem”. „Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je odstąpić, komu chcę. Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje”. „Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół”. Jezus nie schodzi ani na jotę z drogi, którą wyznaczył Mu Ojciec. Zwycięstwo, jakie odniósł diabeł w ogrodzie rajskim, zmienia się w całkowitą porażkę na palestyńskiej pustyni: „Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu Bogu swemu będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”. W jedności z Chrystusem każdy z nas odnajduje moc, aby jak Chrystus odpowiedzieć szatanowi w czasie pokusy i mieć świadomość, że słowa z Listu św. Pawła zacytowane na wstępie tych rozważań odnoszą się do nas: „Żaden, kto wierzy w Niego, nie będzie zawstydzony”. A zatem cały nasz wysiłek duchowy, szczególnie w Wielkim Poście powinien zmierzać do pogłębienia i umocnienia naszej duchowej więzi z Jezusem.

Niedzielne rozważania w wersji audio znajdują się na stronie www.ryszardkoper.pl w sekcji Audio-Video