Poniedziałek w nocy
Pierwsze prawybory prezydenckie czyli sejmiki w stanie Iowa odbyły się. Skończyły się deklaracje, zapowiedzi, sondaże i spekulacje a „przemówił lud”. I co się okazało? U demokratów: że Hillary Clinton nie jest taka silna, jak się zdawało jeszcze kilka miesięcy temu. Bernie Sanders zapewnił, że droga do nominacji nie będzie łatwą koronacją.
U republikanów jeszcze ciekawiej. Wygrał konserwatywny senator Ted Cruz ze sporą przewagą co nie dziwi, biorąc pod uwagę miliony wydane na organizację w terenie. W nos dostał Donald Trump, co też nie dziwi. Ostatecznie wrzaskliwa kampania telewizyjna przy żałowaniu wydania kilku więcej milionów na działania lokalne musiały przynieść taki efekt. Trzecie miejsce z bardzo dobrym wynikiem senatora Marca Rubio to z kolei promyk nadziei dla establiszmentu Partii Republikańskiej. Zdaje się, że w końcu ma kandydata, który może pokonać konserwatywnego do cna (więc niewybieralnego) Cruza i superpopulistę (też rzekomo niewybieralnego) Trumpa. Dziewiątego lutego w stanie New Hampshire kolejne prawybory i dalsza selekcja. Jeśli nie zdarzy się nic nadzwyczajnego, myślę że przyszłym prezydentem Stanów Zjednoczonych będzie ktoś z piątki: Clinton, Sanders, Trump, Cruz i Rubio.

 

 

Wtorek
Wypadł na Święta Bożego Narodzenia, bo potrzebne było miejsce na choinkę. Choinki już dawno nie ma, ale nie wrócił. Stoi na strychu. Telewizor. Nie mam go, swoje potrzeby w zakresie oglądania załatwiam przy użyciu urządzeń mobilnych. Co prawda omija mnie trochę imprez sportowych na żywo i czasami programów newsowych, ale nie narzekam. Wibrator do oczu, maszynka do mielenia mózgu, wspomagacz niedobrych emocji, wreszcie narzędzie Wielkiej Gnuśności… mógłbym tak mnożyć. Postanowiłem żyć bez telewizji i dobrze się z tym czuję.

 

 

Środa
Kolejna dawka Zbigniewa Herberta. Jak zwykle w punkt. Warto wracać i czytać naszego klasyka…

Potęga smaku
Pani Profesor Izydorze Dąmbskiej

To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
nasza odmowa niezgoda i upór
mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
w którym są włókna duszy i cząstki sumienia

Kto wie gdyby nas lepiej i piękniej
kuszono
słano kobiety różowe płaskie
jak opłatek
lub fantastyczne twory z obrazów
Hieronima Boscha
lecz piekło w tym czasie było jakie
mokry dół zaułek morderców barak
nazwany pałacem sprawiedliwości
samogonny Mefisto w leninowskiej kurtce
posyłał w teren wnuczęta Aurory
chłopców o twarzach ziemniaczanych
bardzo brzydkie dziewczyny o czerwonych rękach

Zaiste ich retoryka była aż nazbyt parciana
(Marek Tulliusz obracał się w grobie)
łańcuchy tautologii parę pojęć
jak cepy

dialektyka oprawców żadnej dystynkcji w rozumowaniu
składnia pozbawiona urody koniunktiwu

Tak więc estetyka może być pomocna w życiu
nie należy zaniedbywać nauki o pięknie

Zanim zgłosimy akces trzeba pilnie badać
kształt architektury rytm bębnów i piszczałek
kolory oficjalne nikczemny rytuał pogrzebów

Nasze oczy i uszy odmówiły posłuchu
książęta naszych zmysłów wybrały dumne wygnanie

To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
mieliśmy odrobinę niezbędnej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo
choćby za to miał spaść bezcenny kapitel ciała
głowa

 

 

Czwartek
Wyłuskane z internetu. BBC publikuje wideo z pojmania pułkownika Kadafiego. Ówczesny władca Libii zbroczony krwią na tyle samochodu typu pick up, wokoło masa radośnie wrzeszczących bojowników opozycji. Ustrzelony w nalocie sił NATO w październiku 2011 r. na obrazach publikowanych przez BBC dyktator jeszcze się rusza. Czy to przedśmiertne konwulsje czy – już poza ujęciem kamery – bojownicy „pomogli” mu się przenieść w zaświaty, pewnie się nie dowiemy. Bezbronny, rozczochrany, zbroczony krwią – tak skończył ten, który przez 42 lata rządził Libią. Próbował w tym czasie rozwiązać sprzeczności arabskiego nacjonalizmu i socjalizmu, tworząc nową teorię ustrojową, „trzecią drogę” z własną „Zieloną książeczką”. Próbował, bo skończył jak większość watażków: stworzył skorumpowany zamordyzm, sam stając się najbogatszym człowiekiem świata. – Sic transit gloria mundi – miał powiedzieć kumpel Kadafiego, ówczesny premier Włoch Silvio Berlusconi na wieść o śmierci przyjaciela. Miejmy nadzieję, że biblijne „tak przemija chwała tego świata” ma zastosowanie dla wszystkich współczesnych tyranów. Kto następny? Władymir Władymirowicz Putin? Oby… Choćby syryjski Baszar al-Assad… No cóż, pomarzyć każdy może.