Na początek garść cyferek: film „Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy” potrzebował zaledwie 12 dni od premiery, by zarobić miliard dolarów. To najlepszy wynik w historii kinematografii. Poprzedni rekord należał do „Jurassic World”. 96 tysięcy dolarów – za taką sumę sprzedano na aukcji bikini Księżniczki Lei z „Powrotu Jedi”. Okazuje się jednak, że niekoniecznie trzeba występować w kasowych filmach, by zarabiać krocie. Można na boisku. Prasa donosi, że Cristiano Ronaldo kasuje 260 tysięcy dolarów za wrzucenie jednego sponsorowanego tweeta na swój profil. Ile dostaje za wrzucenie piłki do bramki przeciwnika – wolimy nie pytać.
Jeśli już o piłkarzach mowa – brytyjski reżyser Asif Kapadia zapowiedział, że rozpoczyna pracę nad filmem dokumentalnym o argentyńskiej ikonie futbolu- Diego Maradonie. Jak pamiętamy – życie Boskiego Diego obfitowało w nieoczekiwane wzloty i jeszcze bardziej spektakularne upadki: od mistrzostwa świata – po uzależnienie od narkotyków. Kapadia został ostatnio nominowany do Oscara za dokument o zmarłej w wieku 27 lat piosenkarce – Amy Winehouse. Wygląda więc na to, że czeka nas kawał dobrego kina. Reżyser jest w końcu specjalistą od… upadłych gwiazd.

 
A propos upadłych gwiazd… Paweł Małaszyński, aktor, który onegdaj podbił serca Polek rolą seksownego prawnika w serialu „Magda M.”, a dziś próbuje sił na deskach teatralnych, a także scenie rockowej – znów zasłabł podczas spektaklu. „Aktor stracił przytomność w przerwie przed drugim aktem sztuki „Medium”, wystawianej na deskach Teatru Muzycznego „Capitol”- czytamy. „Przedstawienia nie dokończono, gdyż sami widzowie zauważyli problemy aktora i zasugerowali przerwanie spektaklu”. Złośliwi komentują, że to sceniczny koniec „Małacha”. Kiedyś bowiem to fanki mdlały na jego widok, dzisiaj – odwrotnie.

 
Coraz częściej aktorstwo staje się zawodem wysokiego ryzyka. Podczas żywiołowego spektaklu w Teatro Lux, w Pizie, doszło do tragicznego wydarzenia. „Młody włoski aktor trafił w ciężkim stanie do szpitala po tym, gdy omal nie został uduszony podczas odgrywania sceny powieszenia”. Na szczęście siedząca na widowni młoda absolwentka medycyny w porę zorientowała się, że odgrywający scenę skazanego na śmierć naprawdę znajduje się od co najmniej kilku minut w stanie anoksji – czyli niedoboru tlenu i wszczęła alarm. Przedstawienie przerwano, a mężczyznę szczęśliwie udano się odratować. Trwa śledztwo mające wyjaśnić, czy aktor świadomie zdecydował się na akt samobójczy, czy zawiodła technika. Nie tylko aktorska.

 
„Mam czterech ochroniarzy, bo zdarzało się, że ludzie zdzierali ze mnie ubranie albo spali pod moim hotelem”- wyznała 26-letnia Natalia Janoszek z Bielska-Białej. „Młoda Polka, w myśl starej zasady, że nikt nie jest prorokiem we własnym kraju, tu znana słabo albo wcale, robi oszałamiającą karierę w Bollywood”- czytamy. Polka zagrała główną rolę w filmie „Dreamz”, a następnie we „Flame”, co skończyło się dla niej nagrodą za najlepszy debiut w Bollywood 2013. Kiedy brała udział w promocji filmu w Cannes, została zauważona przez amerykańskich producentów i w efekcie ma już za sobą pierwsze kroki w Hollywood. Oprócz tego – młoda gwiazda jest producentką filmu dokumentalnego „Beauty Queen” o kulisach konkursów piękności, gra obecnie główną rolę w filmie „Chicken Curry Law” i jest – uwaga! – studentką zarządzania na Uniwersytecie Warszawskim. Czyżbyśmy doczekali się wreszcie godnej następczyni Poli Negri?

 
Nowy rok rozpoczął się serią smutnych pożegnań z gwiazdami i niestety zła passa trwa nadal. W zeszłym tygodniu, 26 stycznia, zmarł Colin Vearncombe – znany publiczności jako Black. Światowy sukces piosenkarzowi przyniósł hit z 1985 roku pt: „Wonderful life”. Wszyscy pamiętamy czarno-biały teledysk, na którym Black przypominał gwiazdora z lat 60-tych, i rzewny refren: „No need to run and hide. It’s a wonderful, wonderful life…” „To jedna z wielu ironii w moim życiu”- wspominał Vearncombe okoliczności powstania przeboju. „Ta piosenka zrodziła się nie z radości, lecz ze smutku. Bardzo popieprzone pierwsze małżeństwo skończyło się napisaniem kilku piosenek. Moja żona jest pośrednio odpowiedzialna za ten hit”- przyznał. Piosenkarz był uznawany za „artystę jednego sezonu”, ponieważ nigdy nie powtórzył sukcesu „Wonderful life”, a dodatkowo unikał rozgłosu. Od początku źle czuł się w skórze gwiazdy i do końca nie potrafił odnaleźć się w artystycznym światku. „Nie miałem dzikiego seksu, nie zażywałem narkotyków, nigdy nie byłem wygadany ani bardzo towarzyski, więc spotykanie się z pewnym typem ludzi stało się dla mnie przekleństwem. Byłem sfrustrowany, że tak niewielu artystów mogłem szanować”- wyznał w jednym z wywiadów. Dlatego uciekł z Londynu, zaszył się w południowo- zachodniej Irlandii i chwalił życie na łonie natury. W kwietniu ubiegłego roku wydał nowy album, który był dobrze przyjęty. Komponował piosenki na kolejny. 10 stycznia Colin uległ wypadkowi samochodowemu. Poważny uraz głowy, obrzęk mózgu – lekarze nie dawali artyście żadnych szans. Wprowadzili go w stan śpiączki klinicznej, z której już się nie obudził. Miał 53 lata. Odszedł zbyt wcześnie, ale zostawił następnym pokoleniom przepiękny evergreen. „Piosenka „Wonderful Life” przestała być moja”- powiedział Black w jednym z wywiadów. „Teraz należy do tych, którzy ją kochają”.