Bracia: Jeśliście razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadając po prawicy Boga. Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi. Umarliście bowiem i wasze życie ukryte jest z Chrystusem w Bogu. Gdy się ukaże Chrystus, nasze życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale.
Kol 3, 1-4

 

 

W życiu społecznym, jak i osobistym przychodzą dni, kiedy czujemy duchowy mrok ogarniający nasze myśli i serce. Przybiera on formę smutku, lęku, niepokoju, cierpienia, nieuchronnej śmierci. Nie jest nam z tym dobrze, szukamy światła, które rozjaśniłoby ten mrok. Szukamy wokół siebie i spoglądamy także w niebo. W tym szukaniu mylimy nieraz prawdziwe światło z fałszywymi świetlikami, które można dostrzec nad bagnami. Kto zaufa tym złudnym światełkom, może już nigdy nie wyjść z tego bagna.
Wielkanoc ukazuje nam prawdziwe Światło, które wyprowadza nas z wszelkiego rodzaju ciemności. Doświadczył tego Vittorio Messori, wzięty dziennikarz i autor wielu książek, które znalazły się w czołówce światowych list bestsellerów. W jednej z nich „Dlaczego wierzę. Życie jako dowód wiary” opowiada wybitnemu watykaniście Andrei Torniellemu jak to się stało, że pewnego razu młody chłopak, agnostyk, niedowiarek i antyklerykał stał się gorliwym wyznawcą Chrystusa.

 
Pewnego dnia, latem 1964 r., 24-letni Vittorio, sam w wielkim domu poczuł się wyjątkowo samotny. Po raz pierwszy uświadomił sobie, że śmierć to także jego osobisty problem. Ciemności śmierci nie mogli rozjaśnić dotychczasowi nauczyciele, jak i racjonalistyczna ideologia, w której się wychował, i którą żył. Uświadomił sobie, że jeśli śmierć jest końcem wszystkiego, to wtedy jego życie jest absurdalne i nie ma sensu. Ta świadomość niosła ze sobą duchowe cierpienie, wewnętrzny krzyk człowieka pogrążonego w beznadziejnej ciemności. W tym stanie ducha, jak sam mówi nie wie, jak to się stało, że tego dnia, wziął do ręki Ewangelię. Nie wie, w jaki sposób znalazła się w jego pokoju, nie wie, skąd pochodziła. Zaczął czytać, i ogarnęła go światłość zwyciężająca mrok śmierci. Tak to wspomina: „Z „papierowych kart” Słowo naprawdę stało się dla mnie „ciałem”, ofiarowując mi radość i pokój, wielki entuzjazm i bojaźń, zadowolenie z wypełnionej powinności i wyrzuty sumienia z powodu niewierności”. Messori pisze, że był to dar nieba, którego nie mógł odrzucić, bo gdyby to zrobił, to – jak sam pisze – byłby: „skończonym osłem, który zamyka nie tylko serce, ale też oczy, odrzucając to, co oczywiste”.

 

 

Tę Światłość wychwala hymn brewiarzowy: „Minęły cienie i mroki nocy, / Światło jaśnieje nowego życia, / Bo Dobry Pasterz, zabity dla nas, / Wyszedł promienny ze swego grobu. / Przecierpiał mękę na drzewie krzyża, / Obmył grzeszników we krwi i wodzie, / Co wypłynęła jak zdrój ożywczy / Z serca przez włócznię ugodzonego. / Niech zmartwychwstanie Bożego Syna / Będzie nadzieją dla wszystkich ludzi, / Nastało bowiem królestwo łaski, / W którym Zbawiciel obdarza szczęściem”. Tym blaskiem byli napełnieni bohaterscy mieszkańcy niewielkiej miejscowości w Anglii. Poświęcili swoje życie dla innych, wierząc, że wielkanocne Światło ogarnie ich bohaterski czyn i zamieni mroczne dni cierpienia i śmierci w wieczne światło radości.

 

 

W połowie XVII wieku wielka zaraza, prawdopodobnie dżuma, zabiła jedną piątą mieszkańców Londynu. Z tamtych czasów jest znana historia epidemii w małej wiosce Eyam w Anglii. Zarazę do tej miejscowości przynieśli handlarze z Londynu. Po wybuchu epidemii proboszcz wraz z parafianami podjął bohaterską decyzję. Wokół wioski utworzono kordon sanitarny, a jej mieszkańcy poddali się dobrowolnie kwarantannie. Nikt nie mógł opuścić tego miejsca, aby uniknąć zarażenia mieszkańców innych miejscowości i pewnej śmierci. Wioskę otoczono kamieniami, coś w rodzaju granicy, której nikt z mieszkańców Eyam nie mógł przekroczyć. Kamienna granica była także ostrzeżeniem dla ludzi, którzy przypadkiem znaleźli się w pobliżu tej miejscowości. Czyniono to w nadziei, że to powstrzyma rozprzestrzenianie się choroby w okolicznych gminach. Przez cały czas trwania epidemii mieszkańcy z sąsiednich miejscowości przynosili jedzenie, lekarstwa i zostawiali przy studni, która była na granicy wyznaczonej kamieniami. Uwięzieni mogli jedynie czekać i patrzeć, jak umierają jeden po drugim, na początku rzadko, aż do kilkunastu osób dziennie w szczytowym okresie zarazy. Straszliwa epidemia trwała 15 miesięcy i pod jej koniec Eyam przypominało wioskę duchów. Jednakże poświęcenie mieszkańców nie poszło na marne – zaraza nie rozprzestrzeniła się na inne gminy. Ceną tego poświęcenie było życie około 75 procent mieszkańców Eyam.

 

 

Mimo mroków cierpienia i śmierci ta mała miejscowość stała się znakiem wartości, które wnoszą w życie wiele światła. Studnia stała się symbolem wszystkiego co dobre: symbolem życia, uzdrowienia i oczyszczenia. Historia Eyam jest opowieścią o tym, jak duch ludzki może w mrokach cierpienia i śmierci odnaleźć światło życia. A dokonuje się to, gdy w duchu miłości i poświęcenia zanurzymy swoje cierpienia a nawet śmierć w blaskach Chrystusowego zmartwychwstania. Wtedy całe nasze życia, z jego radościami i cierpieniami przesączone jest światłem dotykającym wieczności. Po raz pierwszy doświadczyli tego świadkowie zmartwychwstania Jezusa. Mrok Golgoty ogarnął ich serca i skuwał je do poranka wielkanocnego. Wobec okrutnej wymowy śmierci na krzyżu, nawet zapowiedzi Jezusa o zmartwychwstaniu gubiły się w mroku cierpienia. Zapłakana i smutna Maria Magdalena udała się wczesnym rankiem do grobu Jezusa. Kamień od grobu zastała odsunięty, a grób był pusty. Nie przyszło jej do głowy, że Chrystus mógł zmartwychwstać. Pobiegła do uczniów i powiedziała: „Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono”. Zaskoczeni Szymon Piotr i Jan pobiegli do grobu Jezusa. Swoje pierwsze wrażenie Jan zapisał słowami: „Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, który mówi, że On ma powstać z martwych”.
I wtedy ich życia wypełniało światło, które rozjaśniało mroki życia nawet wtedy, gdy trzeba było cierpieć i umierać. Św. Piotr ogarnięty tym światłem nie lęka się prześladowania, cierpienia, ale odważnie świadczy o Chrystusie: „Jego to zabili, zawiesiwszy na drzewie. Bóg wskrzesił Go trzeciego dnia i pozwolił Mu ukazać się nie całemu ludowi, ale nam, wybranym uprzednio przez Boga na świadków, którzyśmy z Nim jedli i pili po Jego zmartwychwstaniu”. Zaś św. Paweł ukazuje owoc naszego umierania z Chrystusem, czyli umierania dla grzechu i napełniania się światłem Chrystusowym: „Umarliście bowiem i wasze życie ukryte jest z Chrystusem w Bogu. Gdy się ukaże Chrystus, nasze życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale”. Mieszkańcy wspomnianej wcześniej miejscowości Eyam umierali z Chrystusem, wierząc że w Nim wejdą do chwały.

 

 

Ta myśl towarzyszy nam, gdy po raz kolejny idziemy w procesji rezurekcyjnej i śpiewamy: „Otrzyjcie już łzy płaczący, żale z serca wyzujcie / Wszyscy w Chrystusa wierzący, / weselcie się, radujcie. / Bo zmartwychwstał samowładnie, / jak przepowiedział dokładnie. / Alleluja, alleluja, / Niechaj zabrzmi – Alleluja.” Aby jednak rzeczywiście ogarnęło nas światło zmartwychwstania Chrystusa winniśmy usłuchać wezwania św. Pawła: „Jeśliście razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadając po prawicy Boga”. Nie jest to wezwanie do zaniedbywania tego co ziemskie, ale wezwaniem byśmy spojrzeli w niebo i napełnili się światłem nieba, światłem zmartwychwstania Chrystusa i tym światłem przenikali naszą codzienną rzeczywistość, a wtedy nie zabraknie nam tego światła nawet gdy jak Chrystus doświadczać będziemy cierpienia i śmierci.

 

 

Na zakończenie, kierując się nie tylko świątecznym sentymentem, przytoczę słowa orędzia wielkanocnego z roku 2005 św. Jana Pawła II. Papież ukazał się w oknie, ale już nie mógł mówić. Przemówił do nas bez słów, a po naszych policzkach popłynęły łzy wzruszenia. Jednak niewypowiedziane słowa zostały: „Potrzebujemy Ciebie, zmartwychwstały Panie, także i my, ludzie trzeciego tysiąclecia! Zostań z nami teraz i po wszystkie czasy. Spraw, by materialny postęp ludów nigdy nie usunął w cień wartości duchowych, które są duszą ich cywilizacji. Prosimy Cię, wspieraj nas w drodze. W Ciebie wierzymy, w Tobie pokładamy nadzieję, bo Ty jeden masz słowa życia wiecznego. Mane nobiscum, Domine! Alleluja!

Niedzielne rozważania w wersji audio znajdują się na stronie www.ryszardkoper.pl w sekcji Audio-Video