Piątek
No więc zaczynam Podróż.
Podróż przez życie, do źródła wiedzy o losie. Dzięki Dante Alighieri i jego „Boskiej Komedii”.
„Coś Ty, Jeremi, z byka spadł? Jakieś licealne ramoty mają cię prowadzić dzisiaj, w XXI wieku, czasie manipulacji genetycznych i ajfonów?” zastanowi się nie jeden, nie dwóch czytelników. Ano, tak. Spróbuję, bo zachęcił mnie niejaki Rod Dreher, konserwatywny publicysta i pisarz, który napisał całą książkę na ten temat o tytule „Jak Dante może ocalić twe życie”. Zaintrygowało mnie to, więc zaczynam podróż od Dantego…

 

 

W życia wędrówce, na połowie czasu,
Straciwszy z oczu szlak niemylnej
drogi,
W głębi ciemnego znalazłem się lasu.
Jak ciężko słowem opisać ten srogi
Bór, owe stromych puszcz pustynne
dzicze,
Co mię dziś jeszcze nabawiają trwogi.
Gorzko – śmierć chyba większe zna
gorycze;
Lecz dla korzyści, dobytych
z przeprawy,
Opowiem lasu rzeczy tajemnicze.
Nie wiem, jak w one zaszedłem
dzierżawy,
Bo mną owładła senność jakaś duża
W chwili, gdy drogi zaniechałem
prawej.

 

 

Wchodzimy do Lasu, który jest alegorią Świata Grzechu, śmierci duchowej, moralnego upadku. Rzecz dzieje się w Wielkim Tygodniu 1300 roku, gdy bohater odnajduje się na ziemi jałowej „na połowie czasu” czyli w połowie życia. Gdy już wiele się wie, sił coraz mniej i brak czasu, bo ostatnie szanse na Zmianę uciekają, zmykają z każdym kwadransem…

 
Jestem na początku, pełen ekscytacji, będę meldował o postępach. Mam nadzieję, że nie porzucę Drogi, zanim nie dotrę do końcowych strof:

 

 

Oto w głębinach materii przejrzystej
Światła zjawił się rys Trojga Obręczy,
Równych w obwodzie, lecz barwy
troistej.
Jeden z drugiego Krąg, jak tęcza
z tęczy,
Zdał się odbity,
a w trzecim pałało
Jak ogień, który z dwojga się
wywnętrzy.
Słabą zaiste mową, nieudałą
Do moich myśli, te widzenia mącę
I nie wystarcza tutaj rzec: za mało!
Zarzewie wieczne, samo w sobie
tkwiące,
Samo-pojętne, samo-pojmowane,
W tym się pojęciu własnym
kochające!…
Na owym Kole, które, z siebie brane,
Zda się promieniem z promienia
odbitym,
Teraz oczyma moimi przystanę.
W nim, ale własnym malowany
świtem,
Zjawił się Twarzy Człeczej
Wizerunek…
źrenice w niego wpoiłem
z zachwytem.
Jak geometra wykreśla rysunek
Na kwadraturę koła i zestawia
Z nieupewnionych danych swój
rachunek,
Tak mnie zjawienie nowe zastanawia:
Podpatrzeć chciałem,
jako się sprzymierza
Figura z Kręgiem i jak się weń
wjawia.
Lecz nie wystarczał lot ziemskiego
pierza…
Wtem grom mię raził; myśl
w cudo się grąży,
Czułem, że wola Jego w nią uderza.
Dalej fantazja moja nie nadąży.
A już wtórzyła pragnieniu i woli
Jak koło, które w parze z kołem krąży,
Miłość, co wprawia w ruch słońce
i gwiazdy.

 

 

Wtorek
Ludzie spod Gwiazdy Nienawiści zaatakowali w Brukseli. Na ich ustach zapewne brzmiał spazmatyczny wrzask radości, gdy wprawiali w ruch detonatory. Ale po ciemności i mroku przychodzi jasność. Jest Wielki Wtorek, będzie jeszcze mroczniej w Wielki Piątek. Ale mroki przeminą, nastanie światło, bo ostatecznie On Powstał z martwych i „rozproszył mroki” świata tego.
Wesołego Alleluja!