88. ceremonia rozdania Oscarów za nami. W tym roku impreza odbywała się w cieniu protestów afroamerykańskich twórców kina, którzy oskarżyli organizatorów o rasizm. Chris Rock – czarnoskóry aktor, który prowadził galę po raz drugi (za pierwszym razem został okrzyknięty jednym z najgorszych konferansjerów w historii) często żartował z „nagrody białych ludzi”, jednocześnie ostro krytykując np. Jadę Pinkett Smith (żonę Willa Smitha), mówiąc ze sceny: „Jada ogłosiła, że nie przychodzi na Oscary. Ale ona przecież gra w serialu telewizyjnym, nie? Pomyślałem: Jada bojkotująca Oscary to jakbym ja bojkotował majtki Rihanny. Mnie też nikt nie zaprosił!”

 

 
Choć obyło się bez wielkich niespodzianek miały miejsca wydarzenia bezprecedensowe: Alejandro González Inárritu drugi rok z rzędu otrzymał Oscara – w zeszłym roku za „Birdmana”, w tym za „Zjawę”. Co do tej pory udało się jedynie dwóm reżyserom – Josephowi L. Mankiewiczowi oraz Johnowi Fordowi. Z kolei Emmanuel Lubezki trzeci rok z rzędu zdobył nagrodę za najlepsze zdjęcia – po „Grawitacji” i „Bridmanie” – odebrał statuetkę za „Zjawę”. Do tej pory żadnemu innemu operatorowi nie udała się ta sztuka. Ciekawostką był również pierwszy Oscar dla Chile. Akademia nagrodziła krótkometrażowy film animowany („Niedźwiedzia opowieść”). Największym wygranym okazał się film „Mad Max: Na drodze gniewu”, który zgarnął aż sześć statuetek. Za najlepszy film uznano „Spotlight” opowiadający o dziennikarzach „Boston Globe”, którzy ujawnili aferę pedofilską w amerykańskim kościele. Podczas gali w Los Angeles węgierski obraz „Syn Szawła” otrzymał Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego. Film w reżyserii Laszlo Nemesa poświęcony jest Holokaustowi.

 
Jednak wieczór bezsprzecznie należał do Leonardo DiCaprio, który w końcu zgarnął upragnionego Oscara. Pierwsza nominacja do nagrody (z sześciu które do tej pory otrzymał) pojawiła się już 22 lata temu za rolę w filmie „Co gryzie Gilberta Grape’a”. Przez ten czas aktor odbierał różne wyróżnienia, ale nigdy nie trzymał w garści upragnionej złotej statuetki. Dlatego cały świat kibicował DiCaprio zastanawiając się, czy tym razem szczęście wreszcie uśmiechnie się do jednego z najzdolniejszych współczesnych aktorów. I udało się! Boski Leo odebrał statuetkę i wygłosił porywające przemówienie dotykające problemu globalnego ocieplenia: „Zmiana klimatu jest prawdziwa, ona dzieje się teraz”- mówił. „To największe zagrożenie, w obliczu którego stoi teraz nasz gatunek, musimy wspólnie działać i nie zwlekać. Musimy wspierać przywódców na całym świecie, którzy nie dogadują się z wielkimi trucicielami, ale działają na rzecz całej ludzkości, dla rdzennej ludności świata, na rzecz miliardów ubogich ludzi, których ten problem dotyka najbardziej. Dla dzieci naszych dzieci, dla ludzi, których głosy zostały zagłuszone przez politykę chciwości”- przekonywał wyraźnie przejęty. Jedną z osób na sali, które najmocniej trzymały kciuki za Leo była jego wieloletnia przyjaciółka – Kate Winslet. Aktorka, z którą DiCaprio zagrał przed laty w kasowym „Titanicu” nie kryła wzruszenia.

 

 
Śliczna Kate miała łzy w oczach nie tylko podczas odbierania statuetki przez przyjaciela, ale również podczas występu Lady Gagi. Artystka przejmująco wykonała pieśń „Till it happens to you” czym wzbudziła prawdziwy aplauz na widowni. Utwór dotyczy bowiem problemu gwałtów na uczelnianych kampusach w USA, a Gaga jako jedna z ofiar wspiera akcję mającą uświadomić skalę tego problemu. Na scenie z piosenkarką wystąpiła grupa ofiar przemocy seksualnej. Każda z osób miała wypisane na przedramieniu hasło – przesłanie. Występ Gagi uznano za jeden z najlepszych i najmocniejszych podczas tegorocznej gali.

 

 
Wiele mówiło się również o deklaracji Sama Smitha, jednego z najpopularniejszych obecnie muzyków na świecie. 24-latek, który odebrał statuetkę za utwór „Writing On The Wall” powiedział ze sceny: „Stoję tutaj jako dumny gej i mam nadzieję, że któregoś dnia wszyscy będziemy mogli stać tutaj jako równi sobie”. I dodał: „chciałbym zadedykować tę nagrodę wszystkim społecznościom LGBT z całego świata”.

 

 
Jednak oscarowa gala to nie tylko sztuka i polityka, ale przede wszystkim… targowisko próżności. Część widzów bardziej interesują kreacje z czerwonego dywanu niż nagradzane filmy. W tym roku konkurencja była naprawdę duża. Największą wpadkę zaliczyła modelka Heidi Klum, której wrzosową sukienkę przyrównywano do plastykowej myjki, tudzież kucyka „Little Pony”. Wiele uznania zdobyła kreacja Cate Blanchett błękitna i obsypana drobnymi kwiatkami, w której gwiazda została okrzyknięta „królową gali”. Podobała się również Olivia Wilde w plisowanej sukni od Valentino, która układała się na plecach w – jak pisali krytycy – „anielskie skrzydła” czy posągowa Charlize Theron w bardzo seksownej, czerwonej kreacji Diora. W konkurencji „biżuteria” wygrała Lady Gaga i Priyanka Chopra. Policzono, że obie gwiazdy miały na sobie diamentowe cacka warte po osiem milionów dolarów każda. Gaga miała dodatkowo blond perukę, która – szczególnie w zbliżeniach – wyglądała dość odrażająco, ale chyba wszyscy już przyzwyczailiśmy się, że artystka często wygląda jak z innej planety. Słów krytyki nie szczędzono Reese Witherspoon, o której pisano, że w sukni od Oscara de la Renty wyglądała jak… bombonierka z kokardką. Jednak większość pań i panów na czerwonym dywanie błyszczała – jak na prawdziwe hollywoodzkie gwiazdy przystało.