„Korczak” w reżyserii Andrzeja Wajdy. Wielki film, wielki reżyser, wielka kreacja Wojciecha Pszoniaka w roli tytułowej, wstrząsający Aleksander Bardini jako dr Czerniakow, dobry scenariusz Agnieszki Holland, przejmująca muzyka Wojciecha Kilara. Szkoda, że dzieło to jest wciąż nieznane szerokiej publiczności i nie zostało przyjęte z należytym uznaniem przed część recenzentów, zarówno polskich, jak i zagranicznych.
Janusz Korczak mimo wielu biografii jest wciąż postacią nie do końca przeniknioną. Swoje najgłębsze tajemnice zabrał ze sobą do komory gazowej w Treblince. Był kimś niebywale charyzmatycznym, fascynującym i kochanym. Mało kto wie, że był masonem z loży „Gwiazda Morza” – Międzynarodowej Federacji „Le Droit Humain” powołanej do tego, aby „pogodzić wszystkich ludzi, których dzielą bariery religii i poszukiwać prawdy przy zachowaniu szacunku dla drugiego człowieka”.
O Holokauście Żydów wciąż wiemy za mało. Owszem często i wiele się o nim mówi, ale on jakoś do nas nie w pełni dociera. A jeśli dociera to go z siebie wypieramy. Prawdopodobnie dlatego, że nie jesteśmy w stanie go pojąć, że przerasta naszą wyobraźnię.
Powstańcy Warszawscy podejmując nierówną walkę z hitlerowskim najeźdźcą mieli nadzieję, że zwyciężą, Powstańcy w Getcie Warszawskim jej nie mieli. Walczyli o honor.
Krzysztof Kamil Baczyński napisał w kwietniu roku 1943 –
„Byłeś jak wielkie, stare drzewo…
Byłeś jak wielkie, stare drzewo,
narodzie mój jak dąb zuchwały,
wezbrany ogniem soków źrałych
jak drzewo wiary, mocy, gniewu.
I jęli ciebie cieśle orać
i ryć cię rylcem u korzeni,
żeby twój głos, twój kształt odmienić,
żeby cię zmienić w sen upiora.
Jęli ci liście drzeć i ścinać,
byś nagi stał i głowę zginał.
Jęli ci oczy z ognia łupić,
byś ich nie zmienił wzrokiem w trupy.
Jęli ci ciało w popiół kruszyć,
by wydrzeć Boga z żywej duszy.
I otoś stanął sam, odarty,
jak martwa chmura za kratami,
na pół cierpiący, a pół martwy,
poryty ogniem, batem, łzami.
W wielości swojej – rozegnany,
w miłości swojej – jak pień twardy,
haki pazurów wbiłeś w rany
swej ziemi. I śnisz sen pogardy.
Lecz kręci się niebiosów zegar
i czas o tarczę mieczem bije,
i wstrząśniesz się z poblaskiem nieba,
posłuchasz serca: serce żyje.
I zmartwychwstaniesz jak Bóg z grobu
z huraganowym tchem u skroni,
ramiona ziemi się przed tobą
otworzą. Ludu mój, Do broni!”
Marian Wyrzykowski – wybitny aktor, reżyser i pedagog pracował w latach okupacji jako kelner w kawiarni „U Aktorek”. W prowadzonym wówczas dzienniku zanotował 28 kwietnia – „Getto ciągle się pali. Wiatr wieje na wschód, więc 1943 roku cała Warszawa krztusi się tym dymem, co jej słusznie przypomina tę tragedię ludzką. Nie mogę się pogodzić z tą myślą (…) Te strzały, te dymy, te wieści z miejsca kaźni (…) wszystko to razem tworzy taką apokaliptyczną makabrę, jaką trudno sobie wyobrazić”. 30 kwietnia dopisał „(…) to getto wisi dymiące. Nie mogę po prostu myśleć o niczym. Jestem tak przygnębiony, tak przybity, jak nigdy. I ten wstyd za poniewierane człowieczeństwo! Wyszedłem na chwilę z kawiarni do ogródka. Chmury czerwonego dymu buchają, niebo zasnute nimi, ponad tym krąży samolot i rzuca bomby. Co chwila huk i wstrząs. Tam giną ludzie. Zda mi się, że słyszę krzyk mordowanych… Nie, nie mogę”.
Pamiętajmy, że w Getcie walczyli nie tylko członkowie Żydowskiej Organizacji Bojowej, ale również wywodzący się z Betaru żołnierze Żydowskiego Związku Wojskowego. O nich się nie mówi z powodów ideologiczno-politycznych.
Oczywiście Holokaust nie może oznaczać li tylko zagłady Żydów. Wbrew powszechnemu przekonaniu, nie zaczął się on w chwili, kiedy hitlerowskie Niemcy rozpoczęły tzw. ostatecznie rozwiązanie kwestii żydowskiej. Przedtem masową zagładą była straszliwa rzeź Ormian dokonana przez Turków w latach 1915-17, później było nią wymordowanie stu tysięcy Polaków w ramach tzw. „polskiej operacji” na terenach radzieckiej Ukrainy i Białorusi. Zdaniem profesora Timothy’ego Snydera była to „największa w dziejach kampania eksterminacji członków mniejszości narodowej w okresie pokoju”. Zapominamy, że Holokaust to także niemieckie masowe mordy na Cyganach, Sinti. To wymordowanie trzech milionów spośród pięciu milionów. Morderstw i prześladowań dokonywano również na duchownych i osobach niepełnosprawnych fizycznie i umysłowo oraz na masonach. Łącznie w wyniku nazistowskich ludobójstw śmierć poniosło około 11 milionów osób. Profesor Snyder jest przekonany, że Holokaust może wydarzyć się także i teraz. Jego znakomita książka „Czarna ziemia. Holokaust jako ostrzeżenie” jest nie tylko nowym, odmiennym od dotychczasowych, spojrzeniem na to zagadnienie, ale i przestrogą. Zamierzenia tzw. Państwa Islamskiego nie wróżą niczego dobrego. Wielu mułów i imanów wznieca dzisiaj nienawiść już nie tylko do Żydów, ale także do chrześcijan, przekształcając islam w religię totalną.
Profesor Andrzej Nowak napisał niezwykle potrzebną książkę „Pierwsza zdrada Zachodu. 1920 – Zapomniany appeasement”. Jest to dla nas Polaków dzieło wielce przygnębiające, bo wykazuje czarno na białym, że dla rzeczonego Zachodu jesteśmy drugorzędnym narodem i nie liczącym się państwem. Owszem, Zachód docenia nas wtedy, kiedy jesteśmy mu potrzebni jako polityczny i wojskowy sojusznik, natomiast poza sojuszami i układami nie liczymy się niemal zupełnie. Profesor Richard Pipes, amerykański sowietolog trafnie zauważył, iż książka Andrzeja Nowaka jest pionierskim studium, wykazującym, że Wielka Brytania w roku 1920 była gotowa poświęcić Polskę i Europę Wschodnią, aby zatrzymać bolszewickie armie maszerujące na Zachód. Od trzech lat znajduję w bezcennym Archiwum Instytutu Józefa Piłsudskiego w Ameryce dokumenty, które potwierdzają wszystko to, co profesor Nowak napisał. Premiera Anglii Davida Lloyda George’a, gdybym mógł, udusiłbym własnymi rękami, choć raczej nie mam morderczych skłonności. Szkodził Polsce zawsze i wszędzie. Podejrzewam, że na dnie stosunku do nas Anglików i Niemców leży po prostu rasizm lub – żeby delikatniej – poczucie wyższości. Profesor Nowak obawia się, że appeasement może się odradzać. Ja też się tego lękam. Niezależnie od wielkiej wartości naukowej „Pierwszej zdrady Zachodu”, jasno chcę powiedzieć, iż jest to jedna z najmądrzejszych książek, jakie przeczytałem. Nie tylko o polityce, ale i o ludzkiej naturze.
Appeasement wedle „Wielkiego słownika angielsko-polskiego” wydanego w 1964 roku przez „Wiedzę Powszechną” oznacza: 1- uciszenie; uspokojenie, 2 – ugłaskanie (w drodze ustępstw itp) 3- zaspokojenie (głodu itp), 4 – złagodzenie (bólu itp), 5 – pacyfikację. m