„Urodziłem się w Santa Monica, mój ojciec był mleczarzem. Do kina chodziło się raz w tygodniu, w soboty, a w środy rodzice zabierali nas do biblioteki. Mogliśmy wypożyczyć jedną książkę na tydzień, to było jak święty rytuał”- wspomina Robert Redford, aktor, o którym mówiło się, że „przyćmiewał urodą nawet Jane Fondę”. Przez wiele lat grywał opalonych przystojniaków w rozchełstanych koszulach, by w końcu stanąć po drugiej stronie kamery i wyreżyserować – z powodzeniem – swój pierwszy film. Dziś – osiemdziesięcioletni aktor – prowadzi firmę producencką i jeden z najważniejszych festiwali filmów niezależnych Sundance. Żyje z dala od zgiełku i blichtru Hollywood, promuje młodych twórców, a swoim najnowszym dziełem (film „Niewygodna prawda” właśnie trafia do kin) udowadnia, że jest „człowiekiem renesansu w kowbojskim kapeluszu”.

 

 
Życie aktorce Grażynie Błęckiej-Kolskiej przyniosło wiele traumatycznych doświadczeń. Najpierw jej wieloletni mąż, reżyser Jan Jakub Kolski, odszedł do młodszej o 32 lata kobiety, przy okazji pisząc o tym książkę i kręcąc film. Parę lat później doszło do tragicznego wypadku, w którym zginęła ich wspólna – i jedyna córka – Zuzanna. „Latem 2014 roku przyjechała do Polski na wakacje. Razem z mamą wybrały się na festiwal filmowy Nowe Horyzonty. Podczas przejazdu przez Wrocław aktorka straciła panowanie nad kierownicą. Auto wpadło w poślizg i uderzyło w latarnię”- czytamy. „Mimo błyskawicznej akcji ratunkowej lekarzom nie udało się ocalić życia córce aktorki i reżysera”. Jak nietrudno się domyślić, Grażyna Błęcka-Kolska bardzo przeżyła wypadek. Przez niemal dwa lata unikała kontaktu ze światem, zamknęła się w rodzinnym domu w Łasku, leczyła depresję. W końcu zdecydowała się wrócić do życia publicznego i pracy. Założyła fundację „Fabryka Sensu”, która m.in. będzie przyznawała stypendia dla uzdolnionej młodzieży. „Wierzę, że dzięki temu przetrwa pamięć o mojej córce. Moje dziecko będzie żyło w tej energii. Dzięki stypendiom mniej zamożne osoby będą mogły realizować swoje pasje, albo wyjechać na studia. Myślę głównie o młodzieży między 15. a 25. rokiem życia, czyli na starcie, kiedy te wybory są trudne i szuka się sensu. Stąd nazwa” – wyznała aktorka. Trzymamy kciuki.

 
Co trzeba zrobić, by stać się twarzą kampanii reklamowej? Przede wszystkim zdobyć popularność w… internecie. Na zdjęciach promujących bieliznę Calvina Kleina pojawili się ostatnio Justin Bieber i Kendall Jenner. „O ile młody piosenkarz nie wzbudził w 73-letnim guru mody większych oporów, a nawet wywołał dreszcz entuzjazmu, o tyle obecność siostry Kim Kardashian w kampaniach marki sygnowanej nazwiskiem Kleina nie wywołała jego szczególnej radości”- czytamy. „Nie jestem przekonany do tego pomysłu”- wyznał z rozbrajającą szczerością projektant. „Oczywiście, że jest ona piękną młodą kobietą, ale to nie ten typ, który ja bym przywołał, nawet dzisiaj”. Cóż. Takie ikony mody, jakie czasy.

 
„Książę William wraz z księżną Kate podróżują po Indiach”- podaje brytyjska prasa. Oprócz oficjalnych obiadów z najwyższymi przedstawicielami władzy, para znajduje czas na inne rozrywki. Jedną z nich była wyprawa na safari. Internet obiegły dziesiątki „słodkich” zdjęć, na których śliczna księżna karmi małe słoniątka i nosorożce. Jak wiadomo – najlepiej sprzedają się zdjęcia bobasów i zwierzątek w wersji mini. Dopiero potem długie nogi, śnieżnobiałe uśmiechy, kapelusze i eleganckie sukienki. Męska łysina nie sprzedaje się wcale.

 

 
Skandal w teatrze! – takie nagłówki pojawiają się czasem w prasie i zwykle dotyczą tego, co dzieje się na scenie. Tym razem kontrowersje wzbudziło zachowanie mężczyzny, który zasnął na widowni Teatru Zdrojowego w Polanicy-Zdroju. Nietypowa sytuacja nie miała jednak miejsca- jak można by było przypuszczać – podczas przedstawienia, a dodatkowe „okoliczności” sprawiły, że o wydarzeniu trąbi cała Polska. „Policjanci otrzymali zawiadomienie, że ktoś wyłamał drzwi do teatru. Gdy weszli do środka nikogo nie zauważyli. Ich uszu dobiegło jednak donośne chrapanie. Kierując się tymi odgłosami, udali się aż na balkon. Tam zastali nagiego mężczyznę przykrytego jedynie kotarą”- czytamy. Okazało się, że 32-letni mieszkaniec okolic Wrocławia do Polanicy-Zdroju przyjechał na wieczór kawalerski swojego kolegi. Obudzony, nie miał pojęcia gdzie się znajduje. Badanie alkomatem wykazało 2 promile alkoholu we krwi. 32-latek trafił do aresztu, a po złożeniu wyjaśnień został zwolniony do domu. Za zniszczenie mienia (m. in. wyrwanie ozdobnego szyldu, zerwanie karnisza z kotarą, wyłamanie drzwi) może mu grozić nawet do pięciu lat więzienia. Cóż, był już „Kac Wawa”, czas na „Kac-Zdrój”.