„Mick Jagger i Keith Richards są jak stare, skwaśniale małżeństwo, które żyje razem bez miłości, wyłącznie z powodu wspólnych interesów”– napisał o członkach legendarnego zespołu The Rolling Stones autor najnowszej biografii zespołu – Rich Cohen. W książce, którą już okrzyknięto kontrowersyjną i obrazoburczą można przeczytać, że Jagger „zawsze marzył o niepodzielnej sławie wybitnego artysty na wzór Michaela Jacksona czy Davida Bowiego” jednak słabe zainteresowanie solowymi projektami wokalisty sprawiło, że na mocy paktu o nieagresji, musiał wrócić z podkulonym ogonem do zespołu. „Nie połączyła ich miłość, lecz kalkulacja”- twierdzi pisarz, który przyjaźni się z muzykami od przeszło dwudziestu lat. „Facetów, którzy kiedyś naprawdę się kochali, nie łączy nic poza wzajemnym dogryzaniem sobie przy każdej okazji” – dodaje. Podobno najboleśniejszy cios dawnemu przyjacielowi zadał Keith Richards w wydanej sześć lat temu autobiografii zatytułowanej „Life”. Wbrew prośbom Jaggera ujawnił, że jeden z największych popkulturowych symboli seksu, poruszający się na scenie jak zwierzę (moves like Jagger) ma… małego penisa i bardzo nad tym boleje. Trudno się dziwić, że panowie poza sceną skaczą sobie do gardeł. Za to na koncertach grają świetnie. Nie tylko na instrumentach.

 
Tom Hanks ciężko chory! – krzyczą nagłówki w kolorowej prasie. Znany i lubiany amerykański aktor, dwukrotny zdobywca Oscara, cierpi od kilku lat na cukrzycę typu 2, której skutki coraz bardziej dają mu się we znaki. „59-latek ma poważne problemy z chodzeniem, uskarża się na coraz dotkliwsze bóle”- czytamy. Choć najprostszą z recept na poprawę zdrowia jest ścisłe trzymanie się specjalnej diety, gwiazdor nie do końca serio podchodzi do jej przestrzegania. „Prowadzi rozrywkowy tryb życia”- mówią osoby z najbliższego otoczenia Hanksa. „Lubi zjeść, lubi wypić, a nie lubi się ruszać”- dodają. Czyli jak większość z nas. Niemniej szkoda byłoby pozbawić świata takiego talentu. Trzymamy zatem kciuki, by aktor poszedł po… zdrowie do głowy.

 

 
Pamiętacie Dodę? Blondynka z dużym biustem, podobno również z dużym ilorazem inteligencji (o co – wnosząc po wypowiedziach – trudno ją podejrzewać), była wokalistka zespołu Virgin, była uczestniczka jednego z pierwszych polskich reality show, była żona byłego piłkarza, była gwiazda wiejskich festynów, obecnie celebrytka, o której – z rzadka, ale jednak – piszą portale plotkarskie. Otóż Doda zwana przez złośliwców Dodonem (z uwagi na coraz bardziej męskie rysy twarzy) ma przyrodnią siostrę Paulinę (owoc skoku w bok ukochanego ojca Doroty), o której dowiedziała się kilka lat temu. Mimo uporu i konsekwencji godnej lepszej sprawy, przyrodniej siostrze nie udało się zbliżyć do Dody (ta zdecydowanie odmawiała wszelkich kontaktów) więc zaczęła obmawiać siostrę-celebrytkę w tabloidach, dzieląc się łzawymi historiami o tym, jak przezywano ją w szkole („Cisnęli mnie, że bękart”) i że „chciała, żeby świat dowiedział się, że są rodziną”. Kiedy świat nie wykazał wystarczającego zainteresowania losem „Pauliny z nieprawego łoża” ta w akcie desperacji postanowiła, że zostanie piosenkarką. I zagroziła: „Będę śpiewać, nawet jeśli nikt mnie nie będzie słuchać”. Czyli – jak nic – pójdzie w ślady siostry.

 
Joanna Przetakiewicz – projektantka mody, była partnerka jednego z najbogatszych Polaków – Jana Kulczyka, postanowiła zdradzić, jak dba o urodę. Ku ogromnemu zdziwieniu czytelniczek, nie wymieniła licznych zabiegów z dziedziny chirurgii kosmetycznej, nazw najdroższych kremów świata, wyprodukowanych z łożysk małp, komórek macierzystych czy jadu egzotycznych węży, maseczek z alg czy innych, wymyślnych specyfików służących zatrzymaniu czasu, lecz… najzwyklejsze kostki lodu. „Mój urodowy tip-top: jak jestem zaspana, to przytrzymuję na twarzy ręcznik z lodowatą wodą. To świetna tradycja przed wyjściem. Jeżeli czujemy się szare i nie do końca pobudzone, obmyjmy twarz zimą wodą bądź przyłóżmy kostki lodu”- poradziła. Zimna woda zdrowia doda. Było kiedyś takie hasło. Pani Przetakiewicz radzimy od razu kubeł. I to na całą głowę.

 
„Starość to stan ducha, nie metryki” – wyznał Jan Peszek, aktor. Zapytany o trzy rzeczowniki określające duchowy wymiar starości powiedział: „cierpliwość, optymizm, otwartość”. „Oczywiście, to nie jest tak, że staram się za wszelką cenę odpędzić starość, bo nie jestem idiotą i wiem, że kiedyś i ona mnie dopadnie”- zwierzył się aktor. „Wydaje mi się jednak, że utrzymywanie wewnątrz siebie świata wypełnionego po pierwsze optymizmem, wbrew wszystkiemu, co się dzieje naokoło, po drugie – dziecięcą naiwnością, jest niezwykle ważne. Bo przecież, niezależnie od tego, ile mamy lat, jeszcze może się strasznie dużo zdarzyć. Tymczasem ludzie często po prostu rezygnują z tej szansy. Sami odcinając sobie pępowinę łączącą ich z życiem”. Warto o tym pamiętać. I – jak pisał ksiądz Kaczkowski – „żyć na pełnej petardzie”.